Biegli z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. J. Sehna w Krakowie ustalili, że głos ze stenogramów przypisywany do tej pory gen. Błasikowi, należał w rzeczywistości do drugiego pilota tupolewa mjr. Roberta Grzywny.
Ustalenia te podważają kluczowe tezy raportu MAK oraz Komisji Millera. Jednak nawet w świetle najnowszych faktów, były akredytowany przy MAK Edmund Klich nadal uważa, że gen. Błasik był w kokpicie.
Przypomnijmy, że osobą, która „rozpoznała” głos generała Błasika w kabinie pilotów Tu-154M, był właśnie płk. Edmund Klich. Już w maju 2010 roku Klich mówił, że „w kabinie pilotów był do końca gen. Błasik”.
Zapytany przez reporterów „Gazety Polskiej Codziennie” o komentarz w tej sprawie, Edmund Klich stwierdził niespodziewanie, że nie może nic powiedzieć, bo... nie słuchał osobiście nagrań. Były akredytowany przy MAK dodał także, że o obecności gen. Błasika w kabinie powiedział mu jeden z ekspertów komisji Millera.
Mimo wszystko Edmund Klich twierdzi, że ustalenia biegłych nie zmieniają w ogóle istoty sprawy.
- To porządkuje pewne sprawy, ale istoty nie zmienia. Nikt chyba nie podważa tego, że pan gen. Błasik był w kokpicie do końca. (…)To, że nie czytał (komend), świadczy o tym, że nie włączył się do pilotowania. Natomiast był w kokpicie. (...) Tam są słowa kapitana chyba, który zwraca się do niego: panie generale. (…)- A ocena, czy to były jakieś naciski, czy ktoś mógł to odczuć jako naciski to jest sprawa indywidualna. Jedna osoba bardzo odczuje obecność kogoś, a inna mniej. Ale nie została zachowana zasada czystego kokpitu, kiedy szczególnie w czasie lądowania czy startu nikogo nie powinno być w kabinie pilotów. Taka zasada obowiązuje w lotnictwie cywilnym. To zostało wprowadzone ze względów bezpieczeństwa. Załoga musi być skupiona na pilotowaniu i obecność każdej innej osoby, która nie bierze udziału w prowadzeniu samolotu, może to pilotowanie skomplikować - powiedział w TVN24 były akredytowany przy MAK Edmund Klich.