Podczas sejmowej debaty Bolesław Piecha (PiS) przypomniał, że nowelizowana ustawa działa jedynie 12 dni i już w trybie pilnym rząd zdecydował się ją „łatać”.
- Już ósmego dnia pan minister zawiesił na stronie projekt, żeby dwie łateczki przykleić. Sprawa dotyczyła protestu lekarzy, a także aptekarzy i ich słusznych wątpliwości. Nie wiedzieć dlaczego, dwa dni później, w trakcie posiedzenia rządu, ktoś amputował połowę tego projektu - odciął aptekarzy. Komisja zwróciła uwagę, że należy traktować te grupy równo, więc pojawił się szereg poprawek, które przywracały równowagę i również spełniły słuszne postulaty aptekarzy - mówił Piecha.
Dodał, że podczas posiedzenia sejmowej komisji zdrowia, na którym odbyło się pierwsze czytanie projektu nowelizacji, PO argumentowała, że wprowadzanie takich poprawek jest niekonstytucyjne, bo wykracza poza zakres ustawy.
- A teraz pani poseł Okrągły zgłasza te same poprawki i teraz to jest konstytucyjne? - pytał Piecha.
Zapowiedział, że jeśli nie zostaną przyjęte wnioski mniejszości, które „w minimalny choćby sposób łagodziłyby napięcia pomiędzy lekarzami, aptekarzami i pacjentami”, jego klub będzie głosował za odrzuceniem projektu. Przewidują one m.in. niekaranie aptekarzy w przypadku realizacji niewłaściwie wypisanej recepty oraz możliwość wydawania przez aptekarzy tańszych odpowiedników leków.
Także poseł klubu Solidarna Polska Andrzej Dera powiedział, że premier Donald Tusk obiecał, że lekarze i aptekarze nie będą ponosili konsekwencji błędnych decyzji.
