Sąd Apelacyjny w Warszawie zmienił wyrok Sądu Okręgowego i orzekł, że Antoni Macierewicz ma jednak przeprosić szefa ABW Krzysztowa Bondatyka za nazwanie w 2009 r. „kryminalną sytuacją” pobieranie przez Bondaryka pieniędzy od operatora telefonii komórkowej z tytułu zakazu konkurencji. Antoni Macierewicz może jeszcze złożyć kasację do Sądu Najwyższego, jednak nie ma to wpływu na nakaz przeprosin.
Komentując wyrok nakazujący Antoniemu Macierewiczowi przeproszenie szefa ABW, Krzysztof Czabański, koordynator projektu Federacji Mediów Niezależnych, stwierdził, że politycy mają prawo zadawać trudne pytania i dążyć do wyjaśnienia sytuacji mogących budzić wątpliwości.
- Politycy i dziennikarze mają prawo i obowiązek przyglądać się różnego rodzaju niebezpieczeństwom, które mogą zagrażać społeczeństwu. W tym przypadku podejrzenie, że szef jednej z ważniejszych służb specjalnych ma jakieś niejasne powiązania ze światem biznesu może budzić wiele wątpliwości, a dziennikarze, politycy i obywatele mają prawo o to pytać. Jeśli chodzi o polityków, badanie spraw niejasnych i ważnych dla życia publicznego jest niejako wpisane w realizację mandatu poselskiego. Ten wyrok ogranicza takie badanie, a zarazem jest ograniczeniem wolności słowa. Należy jednak zwrócić uwagę, że nie jest to pojedynczy przypadek. Tych procesów jest ostatnio znacznie więcej. Wspomnę tu chociażby proces ks. Isakowicza-Zaleskiego oskarżonego z art. 212. Obecnie następuje dyscyplinowanie osób zadających trudne pytania, żeby nikt nie wychylał się poza pewne granice. - tłumaczy w rozmowie z portalem Niezależna.pl Krzysztof Czabański.
Ponadto koordynator projektu Federacji Mediów Niezależnych stwierdził, że wolność wypowiedzi jest w Polsce ograniczana, aby uniknąć trudnych pytań.
- Działania i zdarzenia w obszarze sądowym oraz medialnym wskazują na to, że zmierza się do ograniczenia wolności wypowiedzi, co w sytuacji w jakiej znajduje się obecnie Polska jest bardzo niebezpieczne. Gra polityczna polskich władz pokazuje jakie są cele polskiej polityki. Należy podkreślić, że nie mogą być one akceptowane przez obywateli kierujących się polską racją stanu. Rząd oświadczył, że chce sprzymierzyć się z Berlinem nie patrząc na koszty. Jest to akt kapitulacji wobec Berlina. Żeby prowadzić tego typu operacje całkowicie sprzeczne z polską racją stanu, trzeba mieć ciszę medialną i właśnie w tym celu to wszystko zmierza. - tłumaczy w rozmowie z portalem Niezależna.pl Krzysztof Czabański.
W 2008 r. ówczesny szef CBA Mariusz Kamiński poskarżył się premierowi Donaldowi Tuskowi, że szef ABW otrzymuje z Polskiej Telefonii Cyfrowej (operatora Ery, gdzie pracował, zanim objął ABW) „wynagrodzenie znacząco przekraczające miesięczne pobory uzyskiwane przez niego w ABW”, a CBA odmawia informacji na ten temat. W wyniku kontroli majątku szefa ABW, CBA oskarżyło go, że ukrył wysokość wypłaty z PTC. Szef ABW zapewniał, że w oświadczeniu majątkowym nie ukrywał dochodów. Zawiadomił prokuraturę o przekroczeniu uprawnień przez CBA, ale śledztwa odmówiono. Potem ujawnił, że wysokość świadczeń z tytułu zakazu konkurencji, nagrody rocznej i ekwiwalentu za urlop wyniosła ok. 450 tys. zł.
W 2009 r. Macierewicz powiedział w „Misji specjalnej” TVP o „kryminalnej sytuacji”, w której szef służby specjalnej pobiera wynagrodzenie od operatora telefonii, którego jako szef ABW kontroluje, a zarazem miał się zobowiązać do zachowania przed państwem tajemnic tej firmy związanej z Zygmuntem Solorzem. Według posła PiS już jako szef ABW Bondaryk miał też optować za korzystnymi m.in. dla Ery zapisami ustawowymi.
W pozwie o naruszenie swych dóbr osobistych Bondaryk żądał, by Macierewicz przeprosił go za to w TVP o godz. 22.30 (to czas emisji „Misji Specjalnej”); przeprosiny miałyby trwać „nie krócej niż 30 sekund”. Ma w nich poprosić Bondaryka „o przyjęcie przeprosin” za naruszenie dóbr.
Antoni Macierewicz podkreślał, że działał jako poseł, w interesie publicznym, zwracając uwagę na konflikt interesów szefa służby co do firmy, w której wcześniej pracował.
W lutym br. SO oddalił pozew Bondaryka uznając, że wprawdzie doszło do naruszenia dóbr osobistych szefa ABW, ale Macierewicz nie działał bezprawnie, bo miał prawo do własnej oceny osoby publicznej.
Jednak Sąd Apelacyjny, do którego odwołał się Bondaryk uznał, że wypowiedź Macierewicza nie była w interesie publicznym oraz że jego zarzuty wobec szefa ABW były nieprawdziwe.