Michał Kamiński nie musiał zresztą wiele robić, by salony mainstreamu stanęły przed nim otworem. Ma wielu znajomych wśród nieprzychylnych PiS-owi dziennikarzy. Z Andrzejem Morozowskim z TVN24 i jego żoną Agatą Nowakowską z „Gazety Wyborczej” przyjaźni się do tego stopnia, że gościł na ich weselu, a oni byli na weselu Kamińskich.
– Nie ukrywamy tej przyjaźni, choć były między nami różne momenty. Ja np. miałem do Andrzeja pretensje o taśmy Beger. Nie odzywałem się do niego przez rok. Ale nie potrafię się dłużej na kogoś gniewać – tłumaczy Kamiński w rozmowie z „GP”.
To właśnie w TVN24 Kamiński wygłasza najbardziej ostre teksty przeciwko dawnemu pryncypałowi. To w audycji Morozowskiego żalił się, że prezes chce go zmusić do kablowania na kolegów pod groźbą wyrzucenia z partii za kontakty z Pawłem Poncyljuszem, Joanną Kluzik-Rostkowską i Elżbietą Jakubiak.
Młodzieńcza nienawiść, czyli z NOP do ZChN
„Przyznał mi kiedyś, że jako młody człowiek, pracownik biura ZChN w Sejmie, nienawidził mnie bardzo za krytykę jego partii i ogólny, jak uważał, oportunizm. Wtedy go nie znałem. Zobaczyłem go w sejmie lat 1997–2001 – młody, tęgi, znakomicie dający sobie radę na mównicy, nieco oryginalny, np. występujący o uczczenie pamięci Władysława Broniewskiego, poety rzeczywiście wybitnego, ale gdzie Broniewski, a gdzie ZChN”. Tak Jarosław Kaczyński opisuje Michała Kamińskiego w swoim Alfabecie, wydanym w książce Polska moich marzeń.
Na początku lat 90. ówczesny lider Porozumienia Centrum rzeczywiście mógł nie zwrócić uwagi na nieopierzonego, ledwie 20-letniego działacza, choć ten miał już pierwsze kroki do kariery za sobą. Pod koniec PRL został członkiem Narodowego Odrodzenia Polski (NOP), organizacji nawiązującej do tradycji przedwojennego ONR. – Czym się wyróżniał? Miał lekką rękę do pisania – mówi nam Adam Gmurczyk, prezes NOP.
Po okrągłym stole na ówczesnej scenie politycznej kotłuje się jak w tyglu, NOP przystępuje do Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego. W ten sposób Kamiński, który nie ma wówczas nawet 18 lat, staje się przypadkowo najmłodszym członkiem założycielem ZChN.
NOP nie na długo zagrzewa miejsca w ZChN. – Parę miesięcy później niemal wszyscy członkowie NOP opuścili Zjednoczenie. To było ok. 300 osób. W ZChN zostało tylko czterech, wśród nich Michał Kamiński. Już wtedy umiał wyczuć, skąd wieje wiatr, potrafił się przyssać do ludzi władzy – uważa Gmurczyk.
– NOP uważał, że ZChN jest zbyt krytyczny wobec rządu Tadeusza Mazowieckiego. Ja widziałem w ZChN szansę na budowanie bardziej racjonalnej prawicy – twierdzi Kamiński w rozmowie z „GP”.
Kamiński wkrótce zaczyna pracę w biurze parlamentarnym ZChN. Po wyborach w 1991 r. zostaje asystentem Wiesława Chrzanowskiego, swojego mentora, z którym – jak twierdzi jeden z jego kolegów – wspinał się po górach, teraz lidera partii i marszałka Sejmu.
Gdy w 1993 r. prawica przegrywa wybory, zadomowiony w parlamencie Kamiński przeistacza się w sprawozdawcę sejmowego. To wtedy koledzy po fachu zaczynają nazywać go „Misiem”.
To może wydawać się dziwne, ale w ówczesnym Sejmie politycy i dziennikarze bez skrępowania sobą nawzajem i bez obawy, że ktoś zrobi z tego użytek medialny, raczyli się alkoholem. „Miś” daje się poznać jako świetny kompan do zabawy. Jako korespondent gdańskiego Radia Plus imponuje umiejętnością nadawania z głowy relacji z Sejmu na żywo, nawet gdy jest „po dużym balu”. Jego donośny głos często wówczas słychać w biurze prasowym, gdzie znajdowały się dostępne dla dziennikarzy telefony. Ale „Miś” wzbudza także kontrowersje, gdy przyjmuje zaproszenia na nieoficjalne imprezy z udziałem polityków skupionych wokół jednej z najbardziej mrocznych postaci tego okresu – Mieczysława Wachowskiego.
Równocześnie, co dziś może wydawać się jeszcze dziwniejsze, Kamiński będąc dziennikarzem wciąż działa w ZChN. Gdy Ryszard Czarnecki zostaje w 1994 r. szefem Zjednoczenia, „Miś”, mając zaledwie 23 lata, awansuje na rzecznika partii.
Towarzyszka życia wzywa do bojkotu
Zbliżają się wybory prezydenckie w 1995 r. „Miś” zostaje rzecznikiem kampanii wyborczej Hanny Gronkiewicz-Waltz. Jeździ z nią po kraju, nabiera doświadczeń.
– To prezes Czarnecki rekomendował poparcie Gronkiewicz-Waltz na prezydenta. To była inna osoba niż dziś, brutalnie atakowana, wydawało się, że miała większą szansę na pokonanie Lecha Wałęsy, tego wielkiego szkodnika, niż Jan Olszewski – mówi Kamiński.
Równolegle robi karierę medialną. W 1994 r. zostaje szefem katolickiego Radia Vox w Bydgoszczy. Jego podwładnym jest wówczas raczkujący adept dziennikarstwa, Tomasz Sekielski, późniejsza gwiazda TVN i TVN24.
– Przyjmowałem go do pracy. Później, niezależnie ode mnie, przeniósł się do Warszawy. Po latach odświeżyliśmy znajomość – opowiada Kamiński.
W 1996 r. obejmuje fotel dyrektora Radia Łomża. To pomaga mu, gdy rok później z Łomży wystartuje w barwach AWS w wyborach do parlamentu. Po raz pierwszy uzyska wówczas mandat poselski.
W Sejmie daje się poznać jako płomienny mówca, obrońca tradycyjnych wartości, ale także bohater skandali towarzyskich. Tajemnicą poliszynela staje się jego romans z posłanką Sojuszu Lewicy Demokratycznej Sylwią Pusz. Plotki wywołuje także jego znajomość z partyjną koleżanką Pusz – Agnieszką Pasternak.
W 1999 r. wywołuje wściekłość środowiska „Wyborczej”, gdy wraz z Markiem Jurkiem (wtedy członkiem Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji) oraz Tomaszem Wołkiem (wtedy redaktorem naczelnym „Życia”) wyrusza na spotkanie z przebywającym w Londynie pod opieką Margaret Thatcher gen. Augusto Pinochetem. Na lotnisku Kamińskiego dopadają bojówkarze lewaccy, którzy spryskują jego płaszcz sprajem nasączonym śmierdzącą substancją. „Odlatujcie faszyści, nie wracajcie!” – wołali za nimi.
Gdy w 2000 r. Kamiński na zjeździe regionalnego ZChN zaapeluje: „Miejmy odwagę powiedzieć: »Chcemy Polski dla Polaków«”, „Gazeta Wyborcza” odnotuje: „Wybucha awantura na cały kraj. Sylwia Pusz z SLD, do niedawna towarzyszka życia Kamińskiego, wzywa do bojkotu towarzyskiego posła ZChN”.
Ataki na Kamińskiego sięgają apogeum, gdy broni mieszkańców Jedwabnego przed zarzutami postawionymi w książce Grossa.
Smoleńsk zaszkodzi w kampanii
Nadchodzą kolejne wybory. AWS rozsypuje się. W marcu 2001 r. powstaje Przymierze Prawicy. Michał Kamiński porzuca ZChN i przystępuje do PP z nadzieją na start w wyborach – kandydaci Przymierza mieli startować z list rosnącego w siłę PiS. – Doszło wtedy do bardzo charakterystycznej sytuacji – opowiada nam jeden z działaczy PiS. – Jarosław Kaczyński zapowiedział negocjatorom z PP, że dwóch kandydatów z ZChN nie widzi na listach PiS, a mianowicie Stefana Niesiołowskiego i Michała Kamińskiego. Niesiołowski zareagował histerycznie, wszystkich poobrażał i w efekcie startował z RS AWS. Kamiński zachował się jak cwany lis. Na wewnętrznym spotkaniu powiedział, że to niesprawiedliwe, a na zewnątrz, że udowodni, iż zasługuje na start z list PiS – dodaje.
Po jakimś czasie dzięki wstawiennictwu Marka Jurka, jednego z liderów Przymierza, rzeczywiście otrzymał miejsce na liście.
– Znamienne, że Kamiński był jednym z pierwszych, obok Kazimierza Marcinkiewicza, którzy potem odeszli od Jurka, starającego się – m.in. z Kazimierzem Ujazdowskim – ochronić niezależność Przymierza – dodaje nasz rozmówca.
Jurek do dziś w rozmowie podkreśla walory Kamińskiego: – Michał to bardzo barwny i inteligentny człowiek, ma imponujące zdolności językowe. Na dowolny temat w paru językach jest w stanie na zawołanie wygłosić 10-minutowe przemówienie – mówi „GP”.
Kamiński w cuglach wygrał wybory. Pomógł mu fakt, że startował z Białostocczyzny, która miała dość obwiniania za Jedwabne.
Jeden z polityków PiS twierdzi, że Kamiński poprosił po wyborach lidera PiS o spotkanie. – Przyszedł ze spisem swoich krytycznych wypowiedzi pod adresem Jarosława Kaczyńskiego. Złożył samokrytykę. Przyznał, że zrobił błąd. Wtedy Kaczyński mu chyba wybaczył – uważa.
Od tego czasu Kamiński, wraz z nierozłącznym Adamem Bielanem, z którym się znakomicie uzupełniali, niezmiennie przebywali w otoczeniu prezesa. Razem także dostali się do europarlamentu. Ich pozycję wzmocniła prezydencka kampania wyborcza z 2005 r., wygrana przez Lecha Kaczyńskiego. Prowadzona przez pisowskich spindoktorów kampania parlamentarna w 2007 r. nie była już tak udana. Od tego czasu nabrzmiewał ostry konflikt między frakcją Kamińskiego i Bielana a frakcją ich największego wewnętrznego krytyka – Zbigniewa Ziobry. – Nie ukrywam, że moim zdaniem Ziobro ma wszystkie złe cechy Kaczyńskiego, ale nie ma jego zalet. Jeśli obecnie z kimś z tej frakcji rozmawiam, to z Jackiem Kurskim, ale czysto towarzysko, a nie politycznie – twierdzi Kamiński.
Konflikt obu frakcji nabrzmiewa, a jego apogeum przypada na czas rozliczeń po zeszłorocznej kampanii prezydenckiej.
– Uważałem, że nie należy akcentować Smoleńska w kampanii wyborczej Jarosława, bo będzie to wykorzystywane przeciwko niemu, że gra tragedią w kampanii. Po drugie – że spuścizna prezydentury Kaczyńskiego będzie postrzegana wyłącznie w kontekście rozgrywki dwóch partii – tłumaczy Kamiński. Jednak po kampanii dochodzi do definitywnego rozstania się lidera PiS z Kamińskim, Bielanem i grupą działaczy skupionych przy Jakubiak i Kluzik-Rostkowskiej, którzy stworzyli partię Polska Jest Najważniejsza.
– Po prezydenckiej kampanii wyborczej poczułem się oszukany, bo usłyszałem, że kampanię robili zdrajcy – mówi Kamiński. – Kiedy zrozumiałem, że dla Jarosława Kaczyńskiego ważniejsze jest przywództwo w partii niż zwycięstwo jego obozu politycznego, uznałem, że mam prawo głośno mówić, dlaczego zdecydowałem się odejść z PiS, ryzykując utratę własnej pozycji politycznej. Gdybym siedział cicho, byłbym kandydatem na wiceszefa europarlamentu – twierdzi.
Od PJN do Giertycha, czyli ładny mamy dzień
Obiektem ostatniej politycznej fascynacji Michała Kamińskiego stał się Roman Giertych. Jak donosił „Super Express”, panowie z rodzinami spędzili sylwestra w Zakopanem. To tam zadzierzgnęli bliższą znajomość. Od tego czasu Kamiński jest widywany z Giertychem równie często jak ongiś z Adamem Bielanem.
Rodziny Giertychów i Kamińskich często się odwiedzają, eurodeputowany podejmuje prowadzącego praktykę adwokacką Giertycha w swoim nowym domu w Józefowie. Pojawił się nawet nieoczekiwanie w towarzystwie lidera LPR na imieninach pewnego prawicowego publicysty, co wzbudziło sporą konfuzję części gości.
– W sierpniu tego roku w Castel Gandolfo, tuż obok letniej siedziby papieża, odbywała się konferencja katolickich legislatorów, przedstawicieli parlamentów. Organizatorzy zadbali, by uczestnicy tego sympozjum byli przyjęci na audiencji u Benedykta XVI – opisuje w rozmowie z „GP” Marek Suski, poseł PiS. – Na sympozjum Michał Kamiński przyjechał jednym samochodem z Romanem Giertychem, obaj z rodzinami. Nocowali w innym hotelu niż reszta delegatów. Wcześniej byli razem w Watykanie. Widać było, że są bardzo zżyci. To właśnie w Castel Gandolfo Michał powiedział mi wprost, że jego celem jest wyeliminowanie Jarosława Kaczyńskiego z polityki.
Suski dodaje, że eurodeputowanego niewiele więcej interesowało. – A przecież był to gorący okres ustalania i rejestracji list wyborczych – mówi Suski.
– Nie miałem żadnego wpływu na układanie list PJN. Zresztą do dziś Paweł Kowal uparcie twierdzi, że nie jestem nawet członkiem PJN – mówi Kamiński.
We wrześniu prasa informowała, że Roman Giertych wspiera żonę Michała Kamińskiego, Annę, kandydującą do Sejmu z list PJN w okręgu podwarszawskim. Po inauguracji jej kampanii wyborczej w domu Kamińskich pojawił się Roman Giertych z rodziną.
„Pani Anna Kamińska zabiega o wyborców. Muszę powiedzieć, że prawie mnie już przekonała” – powiedział Giertych dziennikarzowi „Faktu”.
Jak zauważył portal Kampania na żywo, „spotkanie byłego lidera LPR z eurodeputowanym PJN nie jest jedyną sytuacją, kiedy nazwy tych dwóch ugrupowań pojawiają się obok siebie”, wskazując, że paru działaczy LPR kandydowało z list PJN.
Jak się jednak wydaje, mimo startu żony w wyborach Kamiński poświęcał kampanii PJN znacznie mniej serca, niż mogło się wydawać. W rozmowie Radia Zet na pytanie dziennikarki, że klipy PJN nie są najlepsze, zamilkł. – Halo, halo – wołała Monika Olejnik, chichocząc, gdy cisza się przeciągała. Kamiński odparł w końcu: – Ładny mamy dzisiaj dzień. Piękna, polska jesień, ja w ogóle, pani redaktor, uważam, że w Polsce najpiękniejsze miesiące to maj i wrzesień.
– Walka o władzę jest dla Kamińskiego sztuką dla sztuki, nie realizuje zasad wyższych – mówi Adam Gmurczyk, szef NOP. – Dziwne są te jego skoki, od Narodowego Odrodzenia Polski do PJN, czyli lepiej ubranej Platformy. Nie mnie oceniać jego pobudki, ale nie wygląda to ładnie. Na pewno brakuje mu lojalności.
– Nie przywiązywał się do ludzi, z którymi pracował – ocenia Marek Jurek. – Michał jest zafascynowany polityką, szuka nowych środowisk, nowych okazji politycznych – dodaje.
„To, co robi Kamiński dzisiaj, to walka o byt i gwałtowna reakcja człowieka, który nagle został uświadomiony, iż waży daleko mniej, niż myślał. Można powiedzieć – znów nienawidzi” – pisze w swoim książkowym alfabecie Jarosław Kaczyński. „Jego przydatność w polityce, jeśli się nie zmieni i nie przestanie żyć, jak żyje, jest zerowa. Polityka w dobrym tego słowa znaczeniu to nie tylko głowa (tę niewątpliwie ma), ale także charakter, a z tym zaś jest kiepsko” – stwierdza też.
Tymczasem w Brukseli pojawiła się plotka, że Michał Kamiński ma zagwarantowaną jedynkę na listach Platformy Obywatelskiej w kolejnych wyborach do europarlamentu. Sam zainteresowany kategorycznie zaprzecza.
Artykuł ukazał się w najnowszym numerze tygodnika "Gazeta Polska"
