Przewodniczącym komisji jest Józef Zych z PSL, a jego zastępcami Jan Widacki z SLD i Michał Stuligrosz z PO. W prezydium jest też miejsce dla przedstawiciela PiS, ale od czasu śmierci pod Smoleńskiem wiceszefa komisji Przemysława Gosiewskiego, nikogo nie wybrano na jego miejsce.
Jak podaje tvp.info, członkowie prezydium dostają dodatki do pensji. Zych dorabia miesięcznie 1978 zł brutto, a Widacki i Stuligrosz – po 1484. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że komisja ani razu nie zebrała się od lipca ubiegłego roku. – Podstawowym zadaniem komisji jest prowadzenie postępowań w sprawie wniosków o postawienie polityków przed Trybunałem Stanu. Do komisji wnioski nie napływają, więc nie było sensu zbierać się na darmo – mówi tvp.info Józef Zych.
Problem w tym, że tak długiej przerwy w funkcjonowaniu komisja nie miała co najmniej od 1993 roku, czyli od czasu, do którego sięga spis posiedzeń na stronach internetowych Sejmu. Gdy komisja nie prowadziła postępowań, zajmowała się m.in. zmianami w ustawie o Trybunale Stanu.
Biuro prasowe Kancelarii Sejmu twierdzi, że kancelaria nie ponosi dodatkowych kosztów związanych z istnieniem komisji. – Pracownicy kancelarii mający w swoim referacie Komisję Odpowiedzialności Konstytucyjnej, obsługują równolegle prace komisji śledczej badającej okoliczności tragicznej śmierci byłej posłanki Barbary Blidy – wyjaśnia w rozmowie z portalem tvp.info Zbigniew Jegliński z biura prasowego Kancelarii Sejmu.
Mimo to zdaniem europosła PiS Tadeusz Cymańskiego, sytuacja w komisji jest „nienaturalna”. – Przedstawicielom niektórych profesji, przykładowo lekarzom albo strażakom, płaci się za gotowość do pracy. Nie wydaje mi się, że powinno płacić się za to również politykom – komentuje. – Posłowie Zych i Widacki to wytrawni prawnicy. Powinni znaleźć jakieś tematy dla komisji. Może mogłaby zająć się szeroko rozumianymi zmianami w Konstytucji? – zastanawia się.