- Zostały przekroczone granice przyzwoitości. Nawet jak na standardy polskiej polityki ta dzisiejsza obecność pani Kluzik-Rostkowskiej na tym spędzie PO jest niesmaczna. Obraz polskiej polityki i polskich polityków sięga dna - powiedział Brudziński.
Jego zdaniem, Kluzik-Rostkowska też nie wyglądała na zadowoloną siedząc na konwencji PO „u boku rozekscytowanego (Bartosza) Arłukowicza, czy smutnego (Grzegorza) Schetyny i równie zamyślonego (Radosława) Sikorskiego”.
- To jest ta nowa jakość. Dziś PO przypomina cygańską rezydencję spod Mławy czy spod Łodzi w tej swojej sztukaterii od sasa do lasa. Spoiwa ideowego tam tyle, co kot napłakał, a sądząc po minach czołowych polityków PO, chyba mają świadomość, że przesadzili - mówiąc językiem młodzieżowym „przegrzali” - powiedział Joachim Brudziński.
Brudziński dodał, że współczuje „naiwnym kolegom”, którzy wraz z Kluzik-Rostkowską odeszli z PiS, a teraz - jak ocenił - „posłużyli jako taki lewar dla jej reelekcji z list PO w przyszłym
parlamencie”, ponieważ w jego ocenie, zostali oni „wystrychnięci na dudka”.