Żelichowski powiedział PAP, że Rada IPN sprawdzając wszystkie aspekty dotychczasowej pracy Kamińskiego, jego doświadczenie życiowe i zawodowe zdecydowała się wskazać go na kandydata na szefa Instytutu, więc Sejmowi trudno było to odrzucić.
- Wierzę temu kolegium, które wskazało kandydata. Trzeba dać mu szansę - stwierdził.
Przypomniał, że zmienione zostały zasady wyboru szefa IPN, zgodnie z którymi - jak to określił - polityka została wyłączona z bieżącego manipulowania teczkami.
- Jest kolegium IPN, które powołało kandydata; w nowym rozdaniu prawnym trudno było pokazać, że jednak nie kolegium wybiera kandydata, tylko politycy. Gdybyśmy odrzucili tę kandydaturę, to by oznaczało, że ustawa ustawą, a my i tak stosujemy jakieś kryteria polityczne. W związku z tym nie mieliśmy wyboru, musieliśmy to zaakceptować i wierzę, że to będzie dobry kandydat" – oświadczył poseł Stronnictwa.
Zastrzegł, że on sam nie wie za dużo o Kamińskim, bo nie miał nic do czynienia z IPN.
- Oby jak najlepiej się sprawdził, bo ta instytucja jest potrzebna – zaznaczył Żelichowski
Według niego oceniając dotychczasową pracę Instytutu, trzeba powiedzieć, że w ponad 90 proc. opracowania, które przygotowuje, są potrzebne i wartościowe.
- To jest pokazanie trudnej, złożonej historii narodu, który przeszedł określoną drogę, z tym że niestety do opinii publicznej nie dochodzą te opracowania dobre, porządne i solidne, a „fajerwerki”, które ktoś zrobił, żeby „dokopać” temu, czy owemu w ramach politycznej rozróby - uważa Żelichowski.
Jego zdaniem Instytut jest oceniany przez pryzmat tych kilku procent publikacji, a nie większości, tych które są jak najbardziej solidne.