- Samochody zaczęły zjeżdżać na bok. Stwierdziliśmy z żoną, że też chcemy okazać solidarność z ofiarami i ich rodzinami. Jechałem lewą stroną, zatrzymałem się. Nie było żadnego zjazdu w pobliżu, nie było zresztą czasu na jego szukanie - opowiada mężczyzna. Do pana Janusza podjechał natychmiast inny kierowca. Z pretensjami, że zatrzymał auto w niedozwolonym miejscu. - Odpowiedziałem, że jest minuta ciszy, że nie blokuję jezdni, bo są jeszcze dwa pasy. Odburknął, że powinienem postawić trójkąt ostrzegawczy. Przecież zanim bym go wyciągnął, ta minuta już dawno by minęła – relacjonuje wydarzenia tamtego dnia krakowski kierowca.
Okazało się jednak, że po dwóch dniach, mężczyzna otrzymał wezwanie na komisariat, gdzie wręczono mu mandat w wysokości 300 zł i ukarano sześcioma punktami karnymi za spowodowanie zagrożenia w ruchu drogowym.
- Tłumaczyłem, że zatrzymałem się w miejscu niedozwolonym, bo to była wyjątkowa sytuacja. Inni kierowcy stawali wtedy nawet na rondzie! - podkreśla kierowca.
Przyczyną wezwania na komisariat kierowcy, który chciał oddać hołd ofiarom katastrofy smoleńskiej było zeznanie świadka, który stwierdził, że w związku z zachowaniem na drodze i nagłym zatrzymaniem jadącego przed nim samochodu, musiał zahamować i gwałtownie zmienić pas.