Jest to już druga decyzja warszawskiego sądu nakazująca kontynuację procesu.
Chodzi o głośną sprawę podsłuchową ujawnioną jesienią 2009 r. przez „Rzeczpospolita”.
Gazeta poinformowała wówczas, iż pełnomocnik wiceszefa ABW Jacka Mąki dostał od prokuratury na potrzeby procesu cywilnego z „Rz” kopie stenogramów podsłuchów telefonu Sumlińskiego. Były tam spisane nagrane rozmowy m.in. Gmyza z Rymanowskim (Gmyz dzwonił do Rymanowskiego z telefonu Sumlińskiego, któremu prokuratura założyła podsłuch w związku z podejrzeniem wobec niego o płatną protekcję przy weryfikacji WSI).
Wybuchła wtedy debata o wykorzystaniu podsłuchów do procesów cywilnych. „Rz” podkreślała, że służby nie zniszczyły stenogramów, choć powinny, bo rozmowa nie wiązała się z zarzutem dla Sumlińskiego. Gazeta kwestionowała dopuszczalność ich udostępnienia pełnomocnikowi Mąki. Pytano, skąd Mąka wiedział, co jest w podsłuchach. Adwokat Mąki tłumaczył, że z własnej inicjatywy szukał dowodów, czy Sumliński nie uzgadniał treści swego listu z Gmyzem (którego Mąka pozwał w oddzielnym procesie) - czego nie znalazł w tych podsłuchach.
W oparciu o ujawnienie tych informacji, wielu dziennikarzy, a także politycy opozycyjni domagali się dymisji nie tylko wiceszefa ABW Jacka Mąki, ale również szefa ABW Krzysztofa Bondaryka. Domagano się także postawienia przed sądem w sprawie karnej prokuratorów Jolanty Mamej i Andrzeja Michalskiego, którzy dopuścili się tego złamania prawa.
Donald Tusk zapowiedział wtedy kontrolę w sprawie, bo - jak mówił – „zbyt łatwo w Polsce zakłada się podsłuchy i je upublicznia”. Potem ogłosił, że nie ma podstaw do odwołania Mąki. ABW ujawniła zaś, że nagrania Gmyza i Rymanowskiego dokonali „operatorzy telekomunikacyjni, bez udziału ABW”, która dokonała tylko „odsłuchu rozmów”.
Rozprawa pierwsza
Rozpatrujący zażalenie dziennikarzy Wojciecha Sumlińskiego i Cezarego Gmyza sędzia Piotr Gączarek stwierdził, że standardy jakie przyjęli prokuratorzy Jolanta Mamej i Andrzej Michalski są znane w niektórych krajach za wschodnią granicą. Sędzia używał określeń „porażające, szokujące, wstrząsające”, i stwierdził, że podobne nie jest dopuszczalne w cywilizowanym świecie. Orzekł ponadto, że w tej sprawie wiele przemawia za tym, że to nie ABW wykonywała swoje zadania na zlecenie prokuratury, tak jak być powinno, lecz prokuratorzy działali na zlecenie Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Wówczas sad nakazał prokuraturze zajęcie się tą sprawą, ponieważ stwierdził, że niewątpliwie zostało złamane prawo w wielu punktach. Natomiast skalę złamania tego prawa miała zbadać prokuratura.
Wojciech Sumliński i Cezary Gmyz uzyskali w tej historii status pokrzywdzonych. Sąd dał im prawo i zobowiązał prokuraturę do tego, żeby mogli oni występować przy wszystkich przesłuchaniach którymi mieli zostać objęci Krzysztof Bondaryk, Jacek Mąka, Andrzej Michalski, Jolanta Mamej i kilka innych osób.
Jednak po decyzje sądu sprawa trafia ponownie do prokuratury apelacyjnej w Poznaniu, ponownie do prokuratora Grzegorza Mazurkiewicza, który już raz w 2009 r. na 17 stronach odniósł się do tej sprawy stwierdzając że przestępstwa nie popełnili ani prokuratorzy Jolanta Mamej i Andrzej Michalski, ani wiceszef ABW Jacek Mąka.
Tym razem prokurator Grzegorz Mazurkiewicz przez pół roku nie wyzwał ani razu Wojciecha Sumlińskiego, ani Cezarego Gmyza, żeby oni uczestniczyli w przesłuchaniach Bondaryka, Mąki, Michalskiego, Mamej, i kilku innych osób. I po pół roku takiego udawania prowadzenia śledztwa w listopadzie 2010 r. prokurator Grzegorz Mazurkiewicz ponownie orzekł że prokuratorzy, ani Jacek Mąka żadnego przestępstwa nie popełnili. Tym razem odpowiedź dał na 20 stronach.
Rozprawa druga
W odpowiedzi, Wojciech Sumliński i Cezary Gmyz złożyli do Sądu Rejonowego dla Warszawy Woli zażalenie na tą decyzję o umorzeniu śledztwa podjętą przez Grzegorza Mazurkiewicza (Grzegorz Mazurkiewicz odmówił wszczęcia śledztwa w 2009 r. jesienią, a jesienią 2010 r. umorzył śledztwo).
31 maja 2011 r. odbyło się posiedzenie Sądu Rejonowego dla Warszawy Woli który to sąd stwierdził (sędzia Świętosława Wyhalewicz), że zażalenie jest zasadne. Sąd nakazał kontynuowanie śledztwa prokuraturze, stwierdzając, że prokurator Grzegorz Mazurkiewicz błędnie wykonał zaleceń sądu, który nakazał mu prowadzenie w tej sprawie. I Sąd podjął decyzję o tym, że to śledztwo ma być kontynuowane, ponieważ decyzja o umorzeniu śledztwa była decyzją nieprawidłową.
- Kolejny sąd stwierdza, że prokuratorzy działają na zasadzie państwa w państwie. Sąd podejmuje jedne decyzje, lecz prokuratorzy je kompletnie lekceważą i robią sobie to co chcą. Pytanie brzmi - po tym, jak sąd dziś nakazał kontynuację śledztwa w tej sprawie, do kogo znowu trafi ta sprawa? Ja obstawiam, że znów trafi do prokuratora Grzegorza Mazurkiewicza, który zapewne znów tę sprawę umorzy - powiedział nam Wojciech Sumliński.