Odnosząc się do opinii gen. Mariana Janickiego, który potwierdzi, że „emocjonalna rozmowa” między gen. Błasikiem a kpt Protasiukiem miała miejsce, gen. Sławomir Petelicki stwierdził, że zeznania Janickiego są dowodem na to, że szef Biura Ochrony Rządu jest wykorzystywany politycznie jako kozioł ofiarny, który ma służyć do poparcia i uwiarygodnienia tezy MAK dotyczącej nacisków na pilotów Tu-154M.
Gen. Petelicki nie szczędzi słów krytyki pod adresem raportu MAK, który określa jako „antypolski”.
- Ten dokument sugeruje, że polski generał pod wpływem alkoholu przyczynił się do katastrofy. Tymczasem istnieją wątpliwości, co do rzetelności sekcji zwłok przeprowadzanych przez Rosjan: dokumentacja jest niepełna, polscy eksperci nie zostali do nich dopuszczeni. Ten raport to jeden wielki skandal! - mówi gen. Petelicki w rozmowie z wp.pl.
Generał Petelicki jest także oburzony informacją, z której wynika, że szef BOR nie powiadomił nikogo o zastrzeżeniach płk. Jarosława Florczaka odpowiedzialnego ze strony BOR za organizację wizyty prezydenta Kaczyńskiego do Smoleńska. Florczak podczas rozmowy z gen. Janickim miał powiedzieć: „Szefie, kiedyś dojdzie do tragedii i zginie wiele niewinnych osób”. Szef BOR tłumaczył, że nikogo o rozmowie nie powiadomił, ponieważ była to rozmowa prywatna.
- To kluczowa sprawa, bo gdyby wyciągnięto wnioski z tej dramatycznej rozmowy, być możne udałoby się zapobiec katastrofie – twierdzi gen. Petelicki.
Ponadto twórca GROM ma poważne zastrzeżenia do generała Janickiego, który nie zameldował przełożonym o tym, że Rosjanie nie chcą wpuścić na teren lotniska w Smoleńsku grupy rekonesansowej BOR. Zdaniem gen. Janickiego państwo-gospodarz wcale nie musi wpuszczać takiej grupy na tereny swoich obiektów wojskowych, jednak generał Petelicki zauważa, że w tym przypadku został zlekceważony claris ambasadora Jerzego Bahra, który stwierdzał, że lotnisko w Smoleńsku nie nadaje się do lądowania prezydenckiego samolotu.
- Nie rozumiem, dlaczego premier roztoczył nad szefem BOR parasol ochronny. W normalnym kraju by za te zaniechania odpowiedział - mówi gen. Petelicki.