Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Reklama
Polityka

„Źle się wyrzekać buntu przeciw łotrom”. Czy Sikorski wsadziłby za te słowa Wyszyńskiego?

Radosław Sikorski był lansowany na premiera, by odzyskał poparcie części konserwatywnych Polaków, językiem dyplomacji załagodził błędy Tuska na arenie międzynarodowej i nie eskalował agresji w stylu Romana Giertycha, która zaszkodziła notowaniom rządu. Skarżąc się do papieża Leona XIV na modlitwy polskich biskupów, Sikorski uderzył w katolików, bełkotem pełnym błędów skompromitował się jako dyplomata, a wszystko to pod dyktando Giertycha, który zaatakował biskupów dzień wcześniej. Jeśli chciał udowodnić koalicjantom, że byłby jeszcze gorszym premierem od Tuska, poszło mu koncertowo - pisze Piotr Lisiewicz w "Gazecie Polskiej".

Gdy czytamy démarche polskiego MSZ skierowane do Stolicy Apostolskiej, na pierwszy rzut oka widać idiotyczne błędy – jak nazwanie Ruchu Obrony Granic Ruchem Obrony Pogranicza – których nie popełniłby nawet praktykant w dowolnej gazecie.

Reklama

Polscy biskupi jako obcy. Najbardziej kuriozalny dokument MSZ po 1989 roku

Ale w treści noty uderza co innego: pierwszy raz w historii III RP po 1989 roku polscy obywatele – patriotycznie nastawieni biskupi – przedstawieni są przez MSZ, w stylu tygodnika Jerzego Urbana, jako reprezentanci obcego państwa, którzy nie powinni mieszać się w jego wewnętrzne sprawy.

„Prosimy o zaprzestanie ingerencji w wewnętrzne sprawy Rzeczypospolitej Polskiej. Kwestia Ruchu Obrony Pogranicza oraz granicy polsko-niemieckiej jest wewnętrzną sprawą państwa polskiego, która nie powinna być przedmiotem komentarzy przedstawicieli Kościoła katolickiego”

– napisało ministerstwo Sikorskiego. Na tak daleko idący atak na hierarchów ani Tusk, ani Trzaskowski nigdy dotąd się nie zdecydowali. A przypomnijmy, że zwolennikami premierostwa Sikorskiego byli Szymon Hołownia i Władysław Kosiniak-Kamysz, którzy chcieli zmienić lewacki wizerunek rządu.

Biskupi oskarżani są także o to, że „podważają dobre stosunki polsko-niemieckie”. O ile „obcy” biskupi mają nie mieszać się w sprawy polskie, o tyle polskie MSZ jak najbardziej miesza się w nocie w sprawy kościelne, posuwając się do… interpretacji Pisma Świętego. „Wczorajsza Ewangelia poświęcona była bowiem przypowieści o miłosiernym Samarytaninie…” – naucza biskupów polskie MSZ, sugerując, że nie są Ewangelii wierni. Ślady niezwykłej bufonady i rozdętego ego Sikorskiego wydają się tu być widoczne gołym okiem.

Czy Sikorski aresztowałby prymasa Wyszyńskiego?

Dokument ministerstwa Sikorskiego powołuje się na postawę Kościoła z czasów prymasa Stefana Wyszyńskiego, a konkretnie „List Biskupów Polskich do Biskupów Niemieckich” z 1965 roku. Tymczasem retoryka noty przypomina bliźniaczo argumentację, która stać miała za wcześniejszym internowaniem Prymasa Tysiąclecia. Ówczesne komunistyczne władze zarzuciły mu bowiem „uporczywe” nadużywanie stanowiska „dla celów godzących w interesy Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej”. W démarche to samo nazwane jest „godzeniem” w „suwerenność rządu Rzeczypospolitej Polskiej”. Przypomnijmy, że trzy dni przed uwięzieniem prymasa, skazany został biskup kielecki Czesław Kaczmarek, m.in. za rzekome wysługiwanie się obcym, w tym Amerykanom.

Nie ma wątpliwości, że gdyby Sikorski usłyszał dziś to, co w tamtych czasach mówił prymas Stefan Wyszyński, którego konsekwentnie uznałby za przedstawiciela obcego państwa, też kazałby go aresztować. 

Przedstawiciel wrogiego Watykanu Wyszyński uważał bowiem, że krytykowanie rządów jest wspaniałą tradycja Kościoła polskiego od wieków:

„Kościół w naszej ojczyźnie, za wzorem swych najwyższych pasterzy, od wieków staje w obronie ludzi pokrzywdzonych nadużyciami ze strony władz. Dlatego też Kościół polski staje w obronie narodowej racji stanu. Oznacza to coś więcej aniżeli polityczna racja stanu. Albowiem polityczna racja stanu zmienia swoje wymiary, natomiast naród – trwa, ma swoją wiarę, swoje zasady moralne, swoja kulturę religijno-narodową, obyczaj narodowy i stoi na straży tych wartości, które nie od razu powstają i zniszczyć się od razu nie dadzą”.

Obrazoburczo twierdził, że pomiędzy Polską a Kościołem panuje jedność: „Polska jest chrześcijańska, Naród jest katolicki… Polska jest jednością, Polska jest całością, Polska jest jednym sercem, Polska jest jednym ramieniem. Polska jest jak wielka rodzina, wspaniała Bożą mocą”.
Obrażał władze, powtarzając, że „Źle się wyrzekać buntu przeciw łotrom”. Obserwując jej przedstawicieli, stwierdzał:

„Jeśli wśród tej »reprezentacyjnej ekipy« do zadań specjalnych znalazło się tylu leniów i nierobów, to jakże muszą wyglądać inni ludzie? To są przecież poszukiwacze łatwych dróg i wygodnego życia”.

Co powiedziałby dziś prymas zaatakowanym biskupom Antoniemu Długoszowi i Wiesławowi Meringowi? Przypomniałby, że „brak męstwa jest dla biskupa początkiem klęski”. I skonstatowałby, że „użyto wobec nich zwykłej metody zastraszenia i gróźb”.

Sikorski o „sukienkach”, Giertych o biskupach-wilkach zabijających owce

W stylu Jerzego Urbana były też słowa wypowiedziane przez Sikorskiego już pod imieniem i nazwiskiem: „Jak ksiądz biskup chce działać w polityce, to niech zrzuci sukienkę i zapisze się do PiS-u. Póki jest biskupem, wymagamy, by szanował konkordat”. O owej „sukience”, jak nazywa sutannę Sikorski, Wyszyński pisał:

„Nie mogę odłożyć pióra, zanim nie dotknę tu jeszcze jednej sprawy, która ma dla wspólnoty kleru większe, niż się wydaje, znaczenie, a dla Ludu Bożego jest społecznym wyznaniem wiary. Mam na myśli sutannę kapłańską. Sutanna nie jest ubiorem w szeregu innych strojów, ale jest wyznaniem wiary przed ludźmi, jest odważnym świadectwem danym Chrystusowi, jest przyznaniem się do Kościoła. Kiedy raz przybrałem ten strój, muszę nie tylko pytać siebie, czy go noszę, ale w rachunku sumienia pytać – jeśli to miałoby się zdarzyć – dlaczego zdjąłem znak wiary i kapłaństwa. Czy z lęku? Ze słabości? Nie! Zdjęcie stroju duchownego to to samo, co usunięcie krzyża przydrożnego, aby już nie przypominał Boga”.

Kto zainspirował Sikorskiego do ataku na biskupów? Nie ma wątpliwości, że Roman Giertych, który dzień wcześniej zaatakował biskupów w mediach społecznościowych, stwierdzając, że „mieli być pasterzami owiec, a stali się wilkami zabijającymi plugawymi słowami te owce, które akurat nie chcą politycznie się im podporządkować”.

Wypada zauważyć, że démarche MSZ stało na nieporównywalnie gorszym poziomie merytoryczny od wpisu Giertycha, mającego jednak elementarne pojęcie na temat funkcjonowania Kościoła. Tymczasem błędy merytoryczne MSZ tak wypunktował redaktor Paweł Chmielewski z portalu PCh24.pl:

„Dodajmy, że Demarche MSZ ws. biskupów to ciężki blamaż merytoryczny. Autor pomylił datę homilii bp. Meringa. Źle przytoczył cytat z bp. Meringa, popełniając błąd zmieniający sens zdania. Źle opisał rolę biskupów wobec KEP, twierdząc, że »reprezentują KEP«, choć takiej roli biskupi w ogóle nie mają. Źle zinterpretował przepisy KPK, w nieuprawniony sposób rozciągając zapis mówiący o aktywnym uczestnictwie w partii na komentowanie rzeczywistości politycznej. Naprawdę, to jest po prostu merytoryczna żenada”.

Mądre słowa biskupa Długosza

Polityczny charakter ataku demaskuje fakt, że atakując biskupa Wiesława Meringa za jego kazanie krytykujące proniemiecką postawę rządu, MSZ zaatakowało także biskupa Antoniego Długosza, za… modlitwę na Jasnej Górze. Nie padło w niej ani jedno ostre słowo. „Chcemy modlić się za obrońców naszych granic, tych w mundurach, strażników granicznych, żołnierzy, policjantów, celników, Wojska Obrony Terytorialnej, ale również wolontariuszy z Ruchu Obrony Granic, tych którzy bezinteresownie organizują patrole” – mówił biskup.

Podkreślił też, że Polacy zdali egzamin, kiedy trzeba było otworzyć drzwi dla milionów uciekających Ukraińców, a także w imię miłości bliźniego potrafili zapłacić najwyższą cenę za pomoc Żydom w czasie II wojny światowej.  Przywołał obrazy pokazujące tłum muzułmanów otaczających katedrę św. Patryka w Melbourne i manifestujących dominację nad chrześcijanami. „Od kilkudziesięciu lat postępuje islamizacja Europy poprzez masową imigrację. To, co obserwujemy teraz w Polsce, to zaledwie początek. Tak samo zaczynało się na Zachodzie” – wskazał duszpasterz. Odwołał się do słów Wyszyńskiego:

„I chociażby obwieszczono na transparentach najrozmaitsze wezwania do miłowania wszystkich ludów i narodów, nie będziemy temu przeciwni, ale będziemy żądali, abyśmy mogli żyć przede wszystkim duchem, dziejami, kulturą i mową naszej polskiej ziemi, wypracowanej przez wielki udział naszych praojców”.

Atak na biskupa Długosza odbierać należy jako zemstę za jego obronę księdza Michała Olszewskiego oraz Karoliny i Urszuli, które nazwał przeogromnymi bohaterkami modlitwy. O tym, że po aresztowaniu księdza po raz pierwszy od lat wzrosła w Polsce liczba powołań kapłańskich, mówił w „Gazecie Polskiej” jako o „efekcie księdza Olszewskiego”. Cieszący się ogromnym autorytetem biskup mógłby żyć dziś spokojnie jako kojarzący się wszystkim sympatycznie z piosenkami dla dzieci („Chrześcijanin tańczy”) emeryt, a jednak sumienie nie pozwala mu tak postępować.

A mnie sumienie podpowiada z kolei, że za słabo broniliśmy w ostatnich latach naszych pasterzy, którzy na to po stokroć zasłużyli. Czas to zdecydowanie zmienić i nie zostawiać ich samych naprzeciwko wrogiej medialnej machiny. Niech to będzie to dobro, które wyprowadzimy za niegodny atak Radosława Sikorskiego.

Źródło: Gazeta Polska
Reklama