Wczoraj Sejm, głosami koalicji rządzącej, podjął uchwałę o postawieniu Macieja Świrskiego przed Trybunałem Stanu. Za wnioskiem zagłosowało 237 posłów, przeciw było 179, a 16 wstrzymało się od głosu. Koalicja zarzuca przewodniczącemu KRRiT między innymi blokowanie środków z abonamentu dla mediów publicznych oraz przewlekłe postępowania koncesyjne wobec nadawców prywatnych.
Tego samego dnia marszałek Sejmu Szymon Hołownia przyznał otwarcie, że wielokrotnie namawiano go do dokonania zamachu stanu.
"Wielokrotnie proponowano, czy sugerowano mi, czy byłbym gotowy przeprowadzić zamach stanu". Jak dodał, sugestie te dotyczyły zablokowania lub opóźnienia ceremonii złożenia przysięgi przez nowo wybranego prezydenta. Marszałek podkreślił, że stanowczo odrzucił te propozycje. "Ale zamachu stanu się ze mną nie zrobi. Jako marszałek Sejmu jestem zobowiązany uszanować wolę większości wyborców" – stwierdził Hołownia.
Do tych dwóch spraw odniósł się we pisie na X były premier w rządzie PiS Mateusz Morawiecki.
Chcą zamydlić oczy wyssanymi z palca zarzutami, a jednocześnie planowali zamach stanu, o czym głośno mówi Marszałek Hołownia. Tu nie chodzi o to, by Trybunał Stanu wymierzył sprawiedliwość. Ich cel jest jeden - sparaliżować KRRiT i uniemożliwić złożenie apelacji od decyzji przeciwko Telewizji Republika i wPolsce24. Walka o Macieja Świrskiego to dziś walka o to, czy w Polsce będzie wolność słowa i wolne media
- podkreślił Morawiecki.