Wybory parlamentarne na Węgrzech odbędą się 12 kwietnia. Sondaże nie wyłaniają jednoznacznego zwycięzcy. Niektóre z nich wypadają na korzyść partii obecnie rządzącej - Fideszu, z kolei inne pokazują, że nadchodzące głosowanie zwycięży największa partia opozycyjna na Węgrzech, czyli TISZA.
Wybory na Węgrzech. Kto ma większe szanse?
Dziś na antenie TV Republika gościł Mihály Rosonczy-Kovács, dyrektor ds. międzynarodowych Nézőpont - węgierskiego ośrodka analitycznego i sondażowego. Rozmowa dotyczyła nadchodzących wyborów parlamentarnych.
Widzimy ciekawe sondaże. Ja też, pracując w sondażowni, nie chcę krytykować innych sondaży, ale chciałbym zwrócić uwagę na fakt, który widzę również w Polsce: są sondażownie prorządowe i niezależne.
– wskazał.
I dalej: "jesteśmy bombardowani od kilku tygodni sondażami, które pokazują, że Fidesz, że Orban przegra. Te różnice wynoszą w niektórych sondażach ponad 10 pkt procentowych. Poźniej oglądamy inne sondaże, z których wynika, że nic nie jest przesądzone".
Zapytany o to, "kto wygra te wybory", odparł:
"Na ten moment wierzymy własnym danym. Teraz widzimy przewagę Fideszu z 6 pkt. procentowym: 46 dla Fideszu, 40 dla opozycji - Tiszy. Ale jeszcze ważniejsze są okręgi jednomandatowe. Jest w sumie 199 mandatów na Węgrzech. Zgodnie z naszą ostatnią estymacją podziału mandatów, Fidesz mógłby teraz liczyć na 109 mandatów, czyli dysponowałby wygodną większością. Ale oczywiście - wyścig jest otwarty".
Sytuację na Węgrzech porównał do wydarzeń z Polski - w czasie kampanii parlamentarnej 2023.
"Czytamy wielokrotnie, że do 2023 roku, tak jak w Polsce, demokracja umierała co tydzień. Na Węgrzech w tych mediach lewicowych ta demokracja umiera od 16 lat. To nie jest prawda. Trwa wyścig. TISZA, czyli ta największa partia opozycyjna teraz toczy tę samą kampanię, co premier Tusk toczył w 2023 roku. Czyli: prawie żadne konkrety, granie na emocjach negatywnych. Ma to samo zaplecze brukselsko-niemieckich elit"
- tłumaczył.
Kontynuował: "przedwczoraj był na Węgrzech wiceprzydent USA, J.D. Vance. Zaznaczył, że skala ingerencji, których jesteśmy świadkami, jest niebywała".