W polskiej polityce Tusk stał się synonimem cynizmu, prostackiego grania na nastrojach i wyzucia z wszelkich wartości. Pomimo że ta postawa została już właściwie obnażona bez żadnych niedomówień, ciągle gotowych jest głosować na niego prawie 30 proc. polskich wyborców. Czy to oznacza, że ciągle są wrażliwi na jego wątpliwy urok i obietnice bez pokrycia w realiach? Nie, to raczej zakładnicy Tuska widzący jego brudy i słabości, jednak uparcie wierzący w marksistowskie idee „postępu” i „nowoczesności”. To mentalne sieroty po PRL-u, którym myślenie zawsze zastępowały propagandowe schematy.
Doszła do tego spora grupa młodych wyborców, dla których Kaczyński jest po prostu „obciachem”. Sprzyja temu też sztuczna, kreowana przez niemieckie i postkomunistyczne media moda na drwinę i wyszydzanie wszystkiego, co polskie, patriotyczne i katolickie… To wszystko wiemy. Postawmy sobie jednak pytanie: czy „obóz Tuska” nie działałby sprawniej i bardziej nowocześnie bez – coraz bardziej dziadersowatego – przywódcy? Tusk zresztą sam zdaje sobie sprawę, że jego sezon na stanowisku premiera przemija, a upokorzenia, których doświadcza od „zaprzyjaźnionych” ponoć przywódców Unii Europejskiej, tylko to ważenie wzmacniają. Na dodatek nie znosi go osobiście obecny kanclerz Niemiec – Merz – i gardzi nim prezydent Donald Trump. O ile Tusk jeszcze jako tako radzi sobie na krajowym podwórku, o tyle już w polityce międzynarodowej staje się wręcz balastem dla swojej formacji. Czy zatem KO pod jego przywództwem ma większe szanse powodzenia wyborczego w 2027 roku niż z innym premierem na czele rządu?
Tym razem jednak ewakuacja Tuska z bieżącej polityki może nie być tak bezbolesna jak poprzednio. Nie ma już możnej protektorki Angeli Merkel, a Merzowi będzie wszystko jedno, gdy Donalda Tuska dopadną polityczni konkurenci.
Kilka potencjalnych procesów wisi mu już nad głową, a to przecież nie koniec. Na dodatek nowe kierownictwo rządu może go wyrzucić z sań na pożarcie, bowiem jego urok i mit należą już do przeszłości, i to nawet w najbliższym otoczeniu. Wokół wzmagają się nastroje narodowe i antyukraińskie, a sama polityka ukraińska ostatnich dwóch gabinetów rządowych właśnie zmierza na skały kijowskiej niewdzięczności i rosnącego poczucia krzywdy wśród samych Polaków. Wygląda na to, że zafundowaliśmy sobie poważny problem wewnętrzny w postaci sztucznie zaintrodukowanej mniejszości ukraińskiej i nie mamy z tego tytułu żadnych realnych korzyści. To także może znacząco obniżyć szanse obozu Tuska, gdy on sam pozostanie na czele koalicji rządowej. Tusk nie ucieknie ani na zagraniczne stanowisko, ani też na jakąś dyplomatyczną przystań. Musi zabezpieczyć sobie lądowanie, dopóki jeszcze ma wpływ na przywództwo we własnym obozie. Nie może pozostawić cugli w rękach Sikorskiego, gdyż ten poświęci go bez mrugnięcia powieką. Postaci typu Kierwiński czy Szczerba do niczego się nie nadają. Musi zatem szybko znaleźć uległego wobec siebie premiera, który nieco odnowi oblicze jego formacji. W tym wypadku może jednak nie udać mu się manewr z nową Ewą Kopacz. Musi znaleźć kobietę – one są wobec niego bardziej lojalne – ale prezentującą osobowość, która może zyskać dla KO nową energię i poparcie. Czy w otoczeniu Tuska istnieje kobieta, jednocześnie będąca oddaną mu osobą oraz repezentująca przy tym przyzwoity poziom intelektualny i osobowość? Oto pytanie, które teraz nurtuje obecnego premiera. Jak nie pójść siedzieć i utrzymać możliwość kierowania z tylnego siedzenia?