Cenckiewicz w lipcu 2019 r. wytoczył Wałęsie proces o naruszenie dóbr osobistych przez wielokrotne publiczne twierdzenia, że dyrektor Wojskowego Biura Historycznego brał udział w sfałszowaniu dokumentacji znanej powszechnie jako „teczki Kiszczaka”. We wtorek Michał Rachoń w programie „#Jedziemy” pokazał fragment z rozprawy, na którym były prezydent grozi historykowi.
"Będziesz wisiał za to. Za to bezczelne kłamstwo" - krzyczał były prezydent polski.
Cenckiewicz był gościem red. Katarzyny Gójskiej w programie Telewizji Republika „W Punkt”. Szef Wojskowego Biura Historycznego przyznał, że od lat jest już znieczulony wyzwiskami czy obelgami. - One niestety nie dotyczą tylko mnie. Dotyczą również mojej mamy. To często niecenzuralne obelgi. Dziś można to publicznie śledzić, zaglądając na facebookowy profil Lecha Wałęsy - wskazał.
Przypomniał, że kiedyś na konferencji w Instytucie Pamięci Narodowej Lech Wałęsa zarzucił mu winę za samobójczą śmierć syna byłego prezydenta. - Później się z tego wycofywał - zaznaczył gość TV Republika.
Odnosząc się do samej rozprawy ocenił, że „tu faktycznie jest sytuacja dotychczas nieznana”.
- To rzeczywiście groźba karalna. Wprost stwierdzenie „będziesz wisiał” to nie tylko życzenie komuż śmierci, ale antycypowanie czegoś, co będzie w przyszłości. Z uwagi na skrajność sytuacji, oraz fakt, że jest nowa, postanowiłem to ujawnić
- tłumaczył Cenckiewicz.
"Będę publikował kolejne fragmenty"
Przekazał, że „różnych sytuacji, nie tak skrajnych, aczkolwiek mieszczących się w skrajnych postawach, podczas całego tego procesu było bardzo dużo”.
- W pewnym momencie, gdy sąd przesłuchiwał mnie, Lech Wałęsa po prostu wstał i wyszedł. Sąd zwrócił mu bardzo delikatnie uwagę na to, że w czasie procesu nie można tak po prostu wstać i wyjść, nawet jeśli ten odbywa się zdalnie - relacjonował dalej i dodał: „prób przerywania, obrażania było znacznie więcej”. Zadeklarował, że niektóre fragmenty z tej rozprawy w najbliższych dniach będzie publikował.
Red. Katarzyna Gójska podkreśliła, że Lech Wałęsa kompletnie nie panuje nad sobą.
- Wprost padają groźby pozbawienia życia. To sytuacja karygodna, że te słowa padają z ust człowieka rozpoznawalnego na całym świecie, byłego prezydenta. Skąd bierze się paniczny lęk Lecha Wałęsy przed dyskusją o jego przeszłości. Jak pan patrzy na tę sprawę, znając dokumenty i przeszłość Lecha Wałęsy. Znamy prawdziwą drogę tego człowieka? Ten paniczny lęk karze przypuszczać, że ta historia jest w dużej mierze nieodkryta - dopytywała.
- Od lat głoszę pogląd, że Lech Wałęsa, który dla wielu widzów wydaje się innym Lechem Wałęsą, niż ten z przeszłości, to to jest ten sam Lech Wałęsa. Istnieje wiele przekazów, dokumentów czy relacji o tym, że Lech Wałęsa od najmłodszych lat był człowiekiem, który miał kłopoty z nerwami. W różnych relacjach to się przewija - odparł Cenckiewicz.
Rozwijając wskazał, że „Lech Wałęsa by się wyzwolił z tej historii lat siedemdziesiątych tylko wtedy, kiedy, będąc przywódcą narodu, publicznie by się do tego przyznał”.
- Był tego bardzo bliski. Na przełomie października i listopada 1980 roku był bardzo blisko. Mówił dziwne rzeczy do tłumu we Włocławku, który kompletnie go nie rozumiał. Mówił, że lepiej się przyznać. To był bełkot, ale czytając stenogram spisany przez SB wiem, że mówił o sobie. Nigdy się z tego nie wyzwolił i to go jeszcze we frustracji bardziej nakręcało
- mówił dalej szef WBH.
Zachęcamy do wysłuchania rozmowy: