Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polityka

Tusk pytany o Szpital Południowy zaatakował... PiS. „Ależ tam się musi palić”

- Ja nie pozwolę, żeby ktoś się czuł uprawniony do robienia złych rzeczy, tylko dlatego że poprzednicy robili gorzej - stwierdził premier Donald Tusk, odnosząc się do afery w Szpitalu Południowym. Szef rządu pytany o możliwe przestępstwo radnego z jego ugrupowania, zaatakował Prawo i Sprawiedliwości. Do wypowiedzi Tuska odniósł się zastępca rzecznika PiS Mateusz Kurzejewski. - Ależ tam się musi palić - stwierdził.

Radny Koalicji Obywatelskiej Dawid Kacprzyk, który był koordynatorem SOR-u w Szpitalu Południowym w trakcie specjalizacji z anestezjologii zarobił w ubiegłym roku 1,6 mln zł.

Na prowadzonym przez Kacprzyka oddziale funkcjonował "salon VIP", gdzie politycy KO mieli być przyjmowani bez kolejki, a kompleksowe badania miały być im wykonywane niemal bezpośrednio po dokonaniu przez nich rejestracji.

Po wyjściu sprawy na jaw, Kacprzyk zrezygnował w członkostwie KO i zdał mandat radnego. Tego samego dnia oddał Szpitalowi Południowemu pół miliona złotych. 

Pokrętne tłumaczenie Tuska

O sprawę Kacprzyka pytany był w czwartek premier, szef Koalicji Obywatelskiej Donald Tusk. Odpowiadając na pytania dziennikarzy, zaatakował... Prawo i Sprawiedliwość.

"Jest taki człowiek, nazywa się [Janusz] Cieszyński - poseł, były minister. Wtedy, kiedy wyszła na ja w sprawach respiratorów [...] on awansował. "Gdyby rządził PiS, to ten młody człowiek ze Szpitala Południowego by został pewnie wiceministrem, bo jak się rozhulała ta sprawa respiratorów, to Cieszyński spod sekretarza stanu został sekretarzem stanu, a na końcu pełny ministrem""

– oświadczył.

Jak stwierdził, "mówi o tym dlatego", że "zero tolerancji dla tych, którzy robią złe rzeczy". - I to jest ta zasadnicza różnica. Ja nie pozwolę, żeby ktoś się czuł uprawniony do robienia złych rzeczy, tylko dlatego że poprzednicy robili gorzej - powiedział.

"Ależ tam się musi palić"

Do wypowiedzi Tuska odniósł się zastępca rzecznika PiS, Mateusz Kurzejewski. - Pan Kacprzyk jest de facto ratowany przez swoich kumpli z KO. Odszedł z partii, odszedł ze szpitala, oddał mały procent tego co wydoił. Zapewne uchroni się przed zarzutami i za pół roku odnajdzie się na kilku etatach. Dlaczego? Bo za dużo wie. Wie kto korzystał z fast-tracka w Szpitalu Południowym. Ale my się i tak tego dowiemy sami - stwierdził.

Jego zdaniem, "atak na Cieszyńskiego to strzelanie ślepakami". - On zmieniał służbę zdrowia na lepsze - chociażby poprzez największy proces cyfryzacji w historii - napisał.

"Kolega Tuska z młodzieżówki KO przyssał się jak pijawka i doił do dna. Jest uosobieniem działacza Platformy. Dziś nasi posłowie podczas kontroli dowiedzieli się, że Kacprzyk zatrudnił się w jednym szpitali (z czterech), ale gdy dowiedział się, że tam płacą tylko 150 zł za godzinę, to przestał tam przychodzić"

– wskazał.

Według Kurzejewskiego, w obu przypadkach "jest tylko jeden punkt wspólny - postępowania prokuratorskie". Januszowi tuskowa prokuratura umorzyła śledztwo ws. respiratorów. Kasprzykowi też umorzy - stwierdził.

"Tylko w przypadku Janusza chodziło o to, że nawet nagrzani na zemstę śledczy nie mogli się dopatrzeć przestępstwa. W przypadku Kacprzyka będzie chodziło o doktrynę Neumanna - jak jesteś z nami, włos z głowy ci nie spadnie"

– ocenił polityk PiS.

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polityka