Ważna gałąź europejskiej gospodarki w dużych tarapatach
Europejska branża motoryzacyjna, przez dziesięciolecia należąca do filarów gospodarki Unii Europejskiej, jest obecnie w poważnych tarapatach. Krytycy polityki klimatycznej prowadzonej przez obecne władze Komisji Europejskiej wskazują, że decyzje prowadzące do stopniowego odchodzenia od tradycyjnych napędów podejmowane są bez właściwego uwzględnienia realiów rynkowych. Ich skutki mogą zaś zagrozić miejscom pracy milionów mieszkańców Europy.
Jednocześnie unijny rynek coraz mocniej otwiera się na tańsze samochody elektryczne sprowadzane z Chin, gdzie producenci korzystają z szerokiego wsparcia państwa. Europejskie koncerny muszą mierzyć się z konkurencją, której trudno dorównać pod względem kosztów. To może oznaczać ograniczanie produkcji, redukcje zatrudnienia i ryzyko zamykania zakładów, również w Polsce. W Parlamencie Europejskim odbyła się debata na ten temat.
"Potrzebujemy redukcji regulacji, a nie ideologicznych zakazów"
Piotr Müller, europoseł PiS zwrócił uwagę, że europejska polityka wobec motoryzacji nie może opierać się na administracyjnym wymuszaniu jednego modelu transformacji. Jego zdaniem Bruksela powinna skoncentrować się na obniżaniu kosztów energii, ograniczaniu biurokracji oraz tworzeniu warunków, w których przedsiębiorstwa będą chciały inwestować i utrzymywać produkcję w Europie.
– Potrzebujemy redukcji regulacji i przewidywalności dla firm, a nie ideologicznych zakazów
– podkreślił europoseł.
Polityk wskazywał, że motoryzacja to nie tylko samochody sprzedawane w salonach, ale także setki tysięcy miejsc pracy w fabrykach, zakładach produkujących części, firmach transportowych i całym łańcuchu dostaw. W jego ocenie transformacja nie może oznaczać zamykania europejskich zakładów i przenoszenia produkcji poza Unię.
Polityk krytycznie odniósł się także do działań, które mają jedynie łagodzić skutki wcześniejszych decyzji Brukseli. Jego zdaniem kosmetyczne przesuwanie terminów czy promowanie małych samochodów elektrycznych nie rozwiąże podstawowego problemu. Polityk wskazał, że Europejczycy potrzebują aut dostępnych cenowo, funkcjonalnych i dostosowanych nie tylko do jazdy po mieście, ale też do podróży na dłuższych dystansach.
Czy Bruksela chce wykończyć europejską motoryzację? Ceny energii 2-3 razy wyższe niż w USA i Chinach, absurdalny zakaz aut spalinowych od 2035 r. i nierealne cele na 2040 r. To nie pomoc, to przepis na katastrofę! 🛑
— Piotr Müller (@PiotrMuller) July 7, 2026
Musimy zlikwidować ETS i wycofać ten zakaz, zanim unijny… pic.twitter.com/N6G96rcZLG
Znacznie ostrzej wypowiedział się europoseł Jacek Ozdoba. Polityk PiS przypomniał, że Unia Europejska musi rywalizować nie tylko z Chinami i Stanami Zjednoczonymi, ale w najbliższych latach także z dynamicznie rozwijającymi się rynkami Indii oraz Brazylii.
Chińskie samochody są tańsze, ponieważ koszty produkcji w Europie są wyższe. Chińskie samochody mają nowoczesną technologię, a koszty produkcji są niższe. W USA koszty energii są również dwa razy niższe. A co robi Parlament Europejski? Debatuje nad tym, co zrobiliście w poprzedniej kadencji
– mówił Ozdoba podczas debaty.
W jego opinii UE wciąż może wycofać się z rozwiązań, które pogarszają pozycję europejskiego przemysłu. Ozdoba przekonywał, że trudno jest zrozumieć, dlaczego Bruksela tworzy przepisy zwiększające koszty działalności właśnie wtedy, gdy europejskie firmy mierzą się z ekspansją tańszych producentów spoza kontynentu.
Nie chciałbym być nieuprzejmy, ale ci, którzy to wymyślili, powinni być zweryfikowani, czy nie pracują dla przemysłu chińskiego lub amerykańskiego. To niemożliwe, żeby tak zamordować europejski przemysł
- podsumował.
Jak to możliwe, że europejska motoryzacja ginie? Produkcja spada, Volkswagen planuje dziesiątki tysięcy zwolnień, a chińskie auta zalewają rynek. Dlaczego chińskie samochody są tak tanie? Europa to drożyzna i konsekwencje polityki ekipy Tuska. pic.twitter.com/UlhVdQs2d2
— Jacek Ozdoba (@OzdobaJacek) July 7, 2026