PKP PLK ogłosiły w poniedziałek postępowanie przetargowe na modernizację linii kolejowych 408 i 409 ze Szczecina do polsko-niemieckiej granicy. Inwestycja obejmuje dobudowanie drugiego toru na odcinkach jednotorowych, elektryfikację, budowę dwóch wiaduktów, trzech nowych przystanków oraz rozbudowę stacji Szczecin Gumieńce. Prace mają się rozpocząć w pierwszym półroczu 2027 r. i potrwać około trzech lat.
Efekt? Pociągi towarowe pojadą z prędkością 120 km/h, osobowe nawet 160 km/h. A czas przejazdu najszybszych pociągów między Szczecinem a Berlinem skróci się ze 120 do 90 minut.
Koszt inwestycji nie został oficjalnie podany, ale eksperci rynku kolejowego szacują go na ponad 1,3–1,5 miliarda złotych. Okazuje się, że dla rządu ta inwestycja to priorytet. "Modernizacja połączenia kolejowego Szczecin - Berlin to inwestycja o strategicznym znaczeniu dla regionu oraz dla współpracy polsko-niemieckiej" - powiedział wiceminister Marchewka.
Strategiczna, ale dla kogo?
Szybsza kolej to zawsze dobra wiadomość - dla pasażerów, dla regionu, dla handlu. Ale warto zestawić ten entuzjazm z podejściem tego samego rządu do innych kolejowych inwestycji, które miały służyć znacznie większej liczbie Polaków.
Centralny Port Komunikacyjny - projekt zakładający między innymi sieć szprych kolejowych łączących CPK z całą Polską - został przez obecny rząd faktycznie zamrożony. Szprycha numer 3, która miała połączyć CPK z Ostrołęką i Giżyckiem, czyli całym północno-wschodnim Mazowszem i Mazurami, została odłożona na półkę.
Innymi słowy: połączenie z Berlinem - strategiczne. Połączenie ze wschodnim Mazowszem i Mazurami - zbędne.
Pytanie brzmi: dlaczego ten sam rząd, który potrafi znaleźć 1,5 miliarda na połączenie z Berlinem i nazywa to inwestycją strategiczną, nie jest w stanie utrzymać planów kolejowych dla milionów mieszkańców wschodniej i północno-wschodniej Polski?
CPK był projektem poprzedniego rządu. I to wystarczający powód, by go zamrozić - niezależnie od tego, ile polskich regionów na tym traci.
– mówią politycy opozycji.
Mieszkańcy miejscowości położonych według planów CPK przy liniach kolejowych w ramach "szprych" mogą tylko obserwować, jak rząd chwali się skróceniem czasu jazdy ze Szczecina do Berlina. Oni sami na szybką kolej czekają - i według obecnych planów będą czekać nadal.