Sobkowiak-Czarnecka wiceszefem MON. "Sprawdziła się"
Magdalena Sobkowiak-Czarnecka została dziś powołana na stanowisko wiceministra obrony narodowej. Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz podkreślił, że polityk "sprawdziła się przy budowie i organizacji polskiej prezydencji, która była niewątpliwym sukcesem".
Tam się narodził program SAFE, propozycja premiera Tuska złożona w Brukseli, przeforsowana w KE, pierwsza w historii decyzja umożliwiająca finansowanie z budżetu europejskiego modernizacji i transformacji naszej armii. To, co jest dla pani minister, myślę, takim jednym z najważniejszych zadań, jakie premier stawia, pod którym ja się w pełni podpisuję, to tez koło zamachowe polskiej gospodarki, przemysł zbrojeniowy, jego promocja i sprzedaż polskiego sprzętu za granicę. Zakupy dla polskiej armii i koordynacja tego przedsięwzięcia, transformacja
– stwierdził Kosiniak-Kamysz.
Do nominacji Sobkowiak-Czarneckiej na stanowisko wiceszefa MON odniósł się w programie "Michał #Rachoń" na antenie TV Republika Wojciech Machulski, rzecznik Konfederacji.
Dzisiaj pani minister Sobkowiak wchodzi szturmem do polityki rządowej. Uważam, że informacje medialne sugerujące, iż mogłaby być w przyszłości premierem ewentualnego rządu tej "uśmiechniętej koalicji", mogły być celowo wypuszczane przez obóz rządzący. Wydaje mi się, że w tym momencie może być osobą trzymaną na pewnego rodzaju politycznej smyczy. Nie chcę obrażać pani minister, ale przecież ona sama mówi, że obawia się więzienia i że jest nim straszona za to, co zrobiła w związku z programem SAFE. Być może jest to więc pewnego rodzaju szach: musisz teraz działać razem z nami. W mafii było tak, że trzeba było popełnić przestępstwo, aby zostać przyjętym do grupy. Być może pani Sobkowiak została w ten sposób przyjęta do tej drużyny i dlatego dziś działa razem z panami ministrami
– powiedział.
Dodał też, że "bardzo obawia się skutków programu SAFE".
Uważam, że podobnie jak w przypadku KPO za kilka miesięcy, a może za kilka lat, okaże się, że te pieniądze zostały zmarnowane. Musimy przygotować się na naprawdę trudne relacje z Komisją Europejską. Jeżeli po 2027 roku będziemy mieć w Polsce prawicowy, patriotyczny rząd, sceptyczny wobec obecnego kierunku Unii Europejskiej - a mam nadzieję, że taki rząd powstanie - to Komisja Europejska będzie miała wiele narzędzi, aby utrudniać mu życie
– oznajmił.
Jako narzędzia wpływania przez KE na polski rząd wskazał na "SAFE, mechanizm warunkowości oraz pieniędzy, tak jak w przypadku KPO".
Wtedy Donald Tusk jako polityk opozycji, będzie budował narrację: jeżeli chcecie mieć pieniądze, musicie głosować na Donalda Tuska, bo Komisja Europejska odbiera środki "faszystom". Taka będzie narracja. Druga sprawa to kwestia zadłużenia Polski. Myślę, że powinniśmy przeprowadzić krótki eksperyment myślowy: co stanie się, gdy w Polsce zmieni się rząd? Czy Komisja Europejska przedłuży nam zasadę niewliczania wydatków na obronność do naszego zadłużenia? Moim zdaniem to się nie wydarzy, bo będą starali się zwalczać taki rząd
– ocenił.