"Nie pozwolę na żadną weryfikację sędziów powołanych w okresie 8,5 roku mojej prezydentury. To są ludzie, którzy przeszli przez całe postępowanie, poprzedzające wstąpienie do stanu sędziowskiego czy też awans. Zostali powołani zgodnie z przepisami, złożyli ślubowania przed prezydentem, odebrali nominacje. Nie pozwolę weryfikować i prześladować tych ludzi"
– powiedział podczas niedzielnych obchodów 161. rocznicy Powstania Styczniowego w Wilnie prezydent Andrzej Duda.
Do stanowiska głowy państwa odniósł się minister obrony narodowej, szef PSL Władysław Kosiniak-Kamysz. Z jego wypowiedzi wynika, że rząd Donalda Tuska nie zamierza przestać modelować wymiaru sprawiedliwości. Szef Ludowców ponownie wygłosił znane zarzuty, że Prawo i Sprawiedliwość rzekomo zniszczyło sądownictwo i zdeklarował, że "przywracanie praworządności" będzie kontynuowane.
"Przywracanie praworządności to jeden z fundamentów naszej koalicji, na to się umówiliśmy, tego oczekują od nas wyborcy (…) i my to obiecaliśmy, to jest konieczność"
– powiedział.
Destrukcyjne skutki
Przypomnijmy, że działania rządu mogą nieść ze sobą tragicznie konsekwencje. Chodzi o podważanie statusu blisko 4 tysiącom sędziów. - Oni załatwili łącznie 6 milionów spraw - przypominała na początku grudnia przewodnicząca KRS Dagmara Pawełczyk-Woicka. Co więc z wyrokami? Do unieważnienia? Otóż, są tacy, którzy twierdzą, że sędziów trzeba usunąć, ale wyroki... pozostawić. Ale to niemożliwe.
Uznanie powołań sędziowskich za nieważne doprowadzi do konieczności wznowienia postępowania w sprawach cywilnych. W sprawach do wznowienia dochodzi na wniosek, w sprawach karnych z urzędu. Czyli we wszystkich sprawach karnych doszłoby do wznowienia sprawy w urzędu a także do rozpoczęcia procesów na nowo. To są skutki absolutnie destrukcyjne dla wymiaru sprawiedliwości
– wskazywała sędzia Pawełczyk-Woicka.