Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polityka

Prof. Grochmalski o podpisaniu umowy z Niemcami: to jest kalka resetu z czasów pierwszego Tuska

To, co widzimy, to jest taka kalka resetu z czasów pierwszego Tuska, tylko wówczas ten reset i głębokie zbliżenie dotyczyło służb rosyjskich, a dzisiaj mamy do czynienia z otwarciem i to w skali, która jest dla opinii publicznej niejasna i nieprecyzyjna, głębokiej współpracy z niemieckimi służbami kosztem współpracy ze służbami amerykańskimi i z dostępem do szczególnie ważnych informacji z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski - powiedział portalowi Niezależna.pl prof. Piotr Grochmalski, komentując podpisanie umowy o współpracy wojskowej pomiędzy Polską a Niemcami.

Umowę podpisali we środę ministrowie obrony Polski i Niemiec - Władysław Kosiniak-Kamysz i Boris Pistorius. Zgodnie z deklaracjami MON dokument dotyczy m.in. prowadzenia wspólnych ćwiczeń. Polski resort obrony wcześniej podkreślał, że “inicjatywa ma na celu usystematyzowanie bieżącej współpracy operacyjnej, uwzględniając aktualną sytuację bezpieczeństwa w Europie Środkowo-Wschodniej”. 

Umowa stanowić ma także uzupełnienie mechanizmów obronnych w ramach NATO oraz Unii Europejskiej, jednak nie zawiera gwarancji bezpieczeństwa. 

Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil, a następnie kliknij „Obserwuj w Google”

Umowa obronna z Niemcami została podpisana jedynie na szczeblu ministrów obrony, ponieważ polski rząd zdecydował się na obniżenie rangi dokumentu chcąc ominąć ewentualne weto ze strony prezydenta. 

Komunikat dla USA 

Zdaniem prof. Piotra Grochmalskiego, z którym o sprawie rozmawiał portal Niezależna.pl, podpisana dzisiaj umowa pomiędzy Polską a Niemcami “z samej istoty jest asymetryczna”. - Po pierwsze jest pewnym komunikatem strategicznym wysłanym do Stanów Zjednoczonych, pokazującym, że dalej jest realizowane to przesłanie, które przedstawił szef niemieckiej armii podczas pobytu w Polsce w marcu 2024 roku, a więc tuż po tym, jak koalicja objęła władzę. Mianowicie, że Niemcy przejmują odpowiedzialność nad wschodnią flanką NATO. I można powiedzieć, że ta umowa jest takim elementem uzupełnienia dotyczącym instrumentu SAFE, który też jest forsowany i narzucany przez Niemcy - powiedział. 

- To, co jest groźne w tej umowie, to jest to, że omija ona świadomie (decyzją niemiecką) procedowanie zgodnie z charakterem tego typu relacji. To jest wręcz niepojęte, że państwo jakimś aktem niższego rzędu reguluje kwestie bezpieczeństwa i obrony dotyczące np. współpracy ze służbami drugiego państwa, ale także współpracy we wszystkich tych kwestiach, które mają fundamentalne znaczenie dla Polski. Aktem, który nie podlega szerokiej dyskusji parlamentarnej, ani też nie jest poddany ocenie przez prezydenta

- tłumaczył. 

Jak wskazał nasz rozmówca, Niemcy “nie chcieli wywoływać w Polsce emocji” narzucając “taką formułę obronną dla Tuska, aby nie było to dodatkowym elementem pokazującym asymetryczność w jego relacjach z Berlinem”. - Cała narracja, włącznie z ochroną medialną jest narzucana przez Niemcy. Żeby broń Boże mu nie zaszkodzić poprzez ukazanie działań, które świadczyłyby o jego szokującej uległości wobec niemieckiej polityki bezpieczeństwa i obronności - ocenił prof. Grochmalski.  

- Friedrich Merz opisał jakie są strategiczne cele Niemiec w artykule w “Foreign Affairs” ["Jak zapobiec tragedii polityki wielkich mocarstw. Niemcy znają koszty świata rządzonego wyłącznie siłą" 13 lutego br. - red.]. Później Niemcy przedstawiły doktrynę obronną i zarys strategii osiągnięcia dominacji armii niemieckiej do roku 2039. To dokładnie symbolika stulecia agresji Niemiec na Polskę jako punkt, w którym armia niemiecka ma znów osiągnąć zdolności do dominacji militarnej w Europie. Nie ma tu więc przypadku i nie ulega wątpliwości, że jest to instrument, który ma zwiększać zdolności operacyjne niemieckich służb wobec państwa polskiego, wobec polskich sił zbrojnych, wobec bezpieczeństwa Polski. I to się wpisuje w to, co zdeklarował szef niemieckiej armii, że Niemcy przejmują odpowiedzialność za wschodnią flankę NATO. A w momencie, w którym on to mówił polska armia była najsilniejszą armią na wschodniej flance NATO, więc jednoznacznie jest to stwierdzenie, że to Berlin a nie Warszawa jest taką decydującą stolicą w tych relacjach

- tłumaczył ekspert. 

Skandaliczny szwindel 

Piotr Grochmalski zwrócił uwagę, że w “przesłaniu zawartym w bardzo bezczelnym i umiejętnie antyamerykańskim artykule” Friedrich Merz oznajmił, że to na Niemcach ma spoczywać “reprintowanie Europy wobec Stanów Zjednoczonych”. - Czyli Niemcy chcą osiągnąć taką sytuację, w której to wszelkie kwestie dotyczące bezpieczeństwa europejskiego mają być przede wszystkim konsultowane z nimi. I to, co teraz widzimy, ten dodatkowy dokument, który jest szokujący w wielu wymiarach (bo nawet Traktat o Unii Europejskiej traktuje bezpieczeństwo i obronność jako suwerenny obszar danego państwa), w skandalicznym trybie, w taki bardzo ukryty sposób realizuje coś, co jest strategicznie kluczowe dla państwa Polskiego. Pamiętajmy, że nasze interesy dotyczące bezpieczeństwa i obronności są inne od interesów niemieckich. Społeczeństwo polskie inaczej postrzega zagrożenie ze strony Rosji i inaczej postrzegają to Niemcy. My ponadto jesteśmy państwem, które graniczy z państwem, na którego terytorium toczy si e wojna, a dla Niemiec jesteśmy państwem buforowym. W związku z tym traktują nas jako państwo, na terytorium którego może się rozegrać wojna - wyjaśnił. 

Zaznaczył, że nasze postrzeganie tej kwestii “jest zbieżne z postrzeganiem państw wschodniej flanki, czyli tych, które bezpośrednio doświadczają zagrożenia”. - Stąd różnego rodzaju działania, stąd format Trójmorza, budowanie infrastruktury bezpieczeństwa i obronności, które jest realizowane według formuły północ-południe, a nie wschód-zachód. Chodzi o to, żeby logistyka zapewniała szybki transfer sił wzdłuż granicy z Rosją i Białorusią. Pamiętajmy, że na terytorium Białorusi na stałe stacjonują wojska rosyjskie; przesunięty jest taktyczny arsenał nuklearny i można powiedzieć, że Białoruś została w dużym stopniu włączona w system bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej. Infrastruktura tego państwa była i jest wykorzystywana do różnego rodzaju działań wymierzonych w Ukrainę - tłumaczył nasz rozmówca.  

- Więc podpisywanie tej umowy w atmosferze skandalu, w atmosferze utajnienia, bez rzetelnej dyskusji z udziałem także ugrupowań opozycyjnych dotyczącej takiego aktu prawnego pokazuje, że mamy do czynienia ze skandalicznym szwindlem; z handlowaniem kwestiami dotyczącymi polskiej suwerenności i bezpieczeństwa z państwem, które jak widać w polityce Niemiec wobec Ukrainy, pozostawia dużo do życzenia

- ocenił prof. Grochmalski. 

Penetracja polskich służb 

Nasz rozmówca zwrócił uwagę na liczne publikacje m.in. niemieckiej prasy informujące o rozmowach polityków niemieckich z rosyjskimi przedstawicielami najbliższego otoczenia Putina. - Najbliżsi współpracownicy Putina za plecami Polaków i innych sojuszników w ramach NATO czy UE spotykają się w Baku czy Abu Dhabi z osobami reprezentującymi wszystkie kluczowe opcje polityczne w Niemczech. I tego typu umowa w połączeniu z tym sygnałem strategicznym, który Tusk wysłał, że my nie będziemy wchodzili w kolizję z Niemcami dotyczącą dyslokacji wojsk amerykańskich w Europie, pokazuje, że Tusk uważa, że to Berlin jest w tej chwili dla niego decydentem i to tam są rozstrzygane pewne istotne kwestie. I myślę, że tego typu instrument, który w tej chwili Niemcy dostają pozwalać im będzie na większą penetrację przez niemieckie służby państwa polskiego i na większe współdziałanie w wymianie informacji - wyjaśnił. 

Prof. Grochmalski podkreślił w tym kontekście, że Amerykanie dotąd traktowali Polaków w sposób szczególny. - Dostarczali nam informacji, które chociażby w oparciu o umowę z 2020 r. niekoniecznie chcieli przekazywać Niemcom. Ale przekazywali nam też systemy uzbrojenia, które są unikalne w skali NATO. Dostaliśmy przecież system integracji pola walki, który testowany jest w Polsce, a Stanach Zjednoczonych dopiero jest wdrażany. I tu Niemcy zapewne chcieliby uzyskać wgląd w tego typu informacje - przekonywał. 

- Stajemy się po prostu wyjątkowo niewiarygodni i będzie się to przekładało na pewno na zmniejszenie liczby informacji uzyskiwanych ze Stanów Zjednoczonych. Amerykanie podkreślali, że “der SAFE” traktują jako instrument wymierzony w amerykański przemysł zbrojeniowy. Więc można powiedzieć, że rząd 13 grudnia podejmował z pełną świadomością decyzję, wiedząc, że jest to czynnik jeszcze bardziej ograniczający w wielu wymiarach baszą suwerenność, dlatego, że w każdej chwili różne transze finansujące modernizacje polskiej zbrojeniówki mogą być wstrzymane, co spowoduje paraliż całej koncepcji modernizacji polskiej armii. I nie będziemy mieli nic do gadania. Tak sformułowana jest ta umowa, że wymaga ogromnej ilości dokumentacji, śledzenia na każdym etapie procedowania zamawiania uzupełnienia, co powoduje, że w zasadzie pozbywamy się bardzo cennych informacji dotyczących tego sprzętu. Te informacja natomiast staną się dość łatwo dostępne dla rosyjskich służb, które dość skutecznie penetrują Brukselę i bez większych problemów wejdą w posiadanie tych dokumentów, które mają szczególną wartość, jeśli chodzi o nasze bezpieczeństwo

- wyjaśnił ekspert. 

“Der SAFE” częścią strategii 

Przypomniał, że Niemcy m.in. z tego właśnie powodu nie skorzystali z SAFE. - Nie chcieli być poddani tym procedurom, tej ogromnej lawinie dokumentów, które będą spływały i ujawniały ważne informacje. A my pozbywamy się kontroli nad bardzo istotnym elementem dotyczącym budowanej przez nas modernizacji polskiej armii. To wszystko pokazuje, że mamy do czynienia z postępująca asymetrią we wzajemnych relacjach z Niemcami i ta umowa dlatego jest tajna i tak mało o niej wiemy, bo ma ona taki charakter, że wywołałaby oburzenie społeczne. Ale jest to coś szokującego, że tak ważne dokumenty, z takiego obszaru są w ten sposób realizowane i to dokładnie pokazuje schemat SAFE. Kiedy ta umowa została zablokowana przez prezydenta, to wykorzystano pozaprawne, koszmarnie niebezpieczne instrumenty do funkcjonowania państwa polskiego - wskazał prof. Grochmalski. 

Nasz rozmówca zwrócił uwagę, że ekipa Tuska “postrzega swoje relacje w dziedzinie bezpieczeństwa i obronności wobec Niemiec, widząc w nich strategicznie ważniejszego sojusznika niż Stany Zjednoczone”.

- A to jest absurdalne, bo póki co, to Ameryka jest najpotężniejszą potęgą militarną świata, a Niemcy nawet w perspektywie 20-30 lat nie osiągną nigdy takiej pozycji. Jest to szalona, niebezpieczna polityka i ona dokładnie przypomina to, co ta ekipa robiła w czasach resetu z Rosja, bo przecież ten reset wyszedł na skutek presji niemieckiej. To Niemcy oczekiwali, że Polacy przeprowadzą głęboki reset. I to, co widzimy, to jest taka kalka resetu z czasów pierwszego Tuska, tylko wówczas ten reset i głębokie zbliżenie dotyczyło służb rosyjskich, a dzisiaj mamy do czynienia z otwarciem i to w skali, która jest dla opinii publicznej niejasna i nieprecyzyjna, głębokiej współpracy z niemieckimi służbami kosztem współpracy ze służbami amerykańskimi i z dostępem do szczególnie ważnych informacji z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski

- podsumował prof. Piotr Grochmalski. 

 

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polityka