Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polityka

Premier Morawiecki w GPC: Przywrócić pamięć. Fundamenty III RP przeżarte były komunizmem

Historia jest też ważnym narzędziem budowania tzw. soft power. Nam zależy, aby nasze państwo było coraz silniejsze. Poprzez historię, poprzez dobro czynione przez Polaków, a niewątpliwie nasi prezydenci na uchodźstwie byli depozytariuszami dobra, możemy walczyć o pozytywną percepcję Polski na całym świecie. Bardzo ważne jest również odbudowanie pamięci o nich dla nas samych, dla Polaków. Te postacie, które sprowadzamy, są dla nas, żyjących, kompasem, jak żyć i jak służyć Polsce – mówi w rozmowie z „Gazetą Polską Codziennie” premier Mateusz Morawiecki.

Data 11 listopada sprzyja refleksji nad naszymi wielkimi przodkami. Po ponad trzech dekadach od upadku komunizmu do kraju sprowadzone zostaną szczątki trzech prezydentów Polski na uchodźstwie. Czemu akurat teraz?

Już od dłuższego czasu planowaliśmy realizację tego przedsięwzięcia. Naród, który nie wie, skąd pochodzi, i nie dba o swoich przodków, o swoich wielkich przywódców, jest narodem, który nie będzie wiedział, dokąd ma zmierzać.

Dlatego naszym obowiązkiem jest pielęgnowanie pamięci o wielkich Polakach. Przygotowanie ekshumacji oraz przewozu do Polski szczątków Władysława Raczkiewicza, Augusta Zaleskiego i Stanisława Ostrowskiego wymagało czasu i skomplikowanych zabiegów dyplomatycznych. Na szczęście wszystko udało się zorganizować.

I trzech naszych bohaterów wróci wreszcie do ojczyzny...

Ci ludzie w bardzo trudnych okolicznościach, w bardzo trudnym czasie, na obczyźnie, nie tylko przechowywali insygnia Rzeczpospolitej i byli depozytariuszami wielkiej idei niepodległej Rzeczypospolitej, lecz także starali się utrzymać zainteresowanie Zachodu „sprawą polską”. Czym była „sprawa polska”, wiemy od czasów księcia Adama Jerzego Czartoryskiego.

Przez ponad dwieście lat nie przetrwałaby, gdyby nie ludzie, którzy niezmordowanie ożywiali ją na arenie międzynarodowej. Władysław Raczkiewicz, August Zaleski i Stanisław Ostrowski kontynuowali tę misję w szczególnie trudnych czasach. Bo przecież okres po wojnie aż do wyboru Karola Wojtyły na papieża i do powstania Solidarności był czasem wielkiej frustracji i smutku. Wielu ludzi wierzyło wówczas, że komunizm będzie trwał nawet sto lat.

Upominając się o takie postacie, Polska udowadnia, że walczy o prawdę historyczną.

Historia jest też ważnym narzędziem budowania tzw. soft power. Nam zależy, aby nasze państwo było coraz silniejsze. Poprzez historię, poprzez dobro czynione przez Polaków, a niewątpliwie nasi prezydenci na uchodźstwie byli depozytariuszami dobra, możemy walczyć o pozytywną percepcję Polski na całym świecie.

Bardzo ważne jest również odbudowanie pamięci o nich dla nas samych, dla Polaków. Te postacie, które sprowadzamy, są dla nas, żyjących, kompasem, jak żyć i jak służyć Polsce. I po to są też miejsca ich upamiętnienia – żeby pokazywać społeczeństwu pewien wzór patriotyzmu. Niestety wciąż duża część rodaków nie wie, jak ciężki los polskich emigrantów czekał na obczyźnie, jak trudno było o polskość zabiegać i jaka była rola polskiej emigracji po II wojnie światowej.

Był taki szczególny moment w 1990 r., kiedy spytano Lecha Wałęsy, czy w sposób symboliczny przejmie władzę od prezydenta na uchodźstwie. On odmówił, jednocześnie tłumacząc, że przejmie władzę od narodu. To pokazywało, że elity III RP nie zerwały ciągłości z państwem komunistycznym i tym samym nie przejęły tradycji II RP. Czy w tym momencie możemy mówić, że my już przejęliśmy tę ciągłość z II RP? 

Elity III RP oczywiście nie zerwały z PRL. Próbowano dokonać swego rodzaju karkołomnej syntezy starego porządku komunistycznego z nowym, demokratycznym. Wobec tego przejęcie insygniów RP od Ryszarda Kaczorowskiego nie było przez to środowisko brane pod uwagę, bo oznaczałoby zerwanie ciągłości z PRL.

Zresztą pozostawienie naszych prezydentów na uchodźstwie, tak jak to zrobiły elity III RP, można porównać do pozostawienia kompana na polu bitwy. Teraz naszym obowiązkiem jest sprowadzić ich do Polski.

Konsekwencje braku zdecydowanego zerwania przez elity III RP z państwem komunistycznym ponosimy do dzisiaj. Przykładem jest chociażby sytuacja w sądownictwie. W Sądzie Najwyższym do dziś orzeka komunistyczny zbrodniarz Józef Iwulski i bardzo trudno jest zmienić tę sytuację.

Konsekwencją braku zerwania z PRL jest niechciane dziedziczenie całego systemu prawnego czy systemu bogacenia się nomenklatury, która nie tylko nie została zepchnięta na margines, lecz też bardzo szybko podniosła głowę i zaczęła tworzyć gospodarkę zależną od postkomunistycznych układów. Choć zlikwidowano ideologię marksizmu-leninizmu, to władza w różnych gałęziach gospodarki, w mediach, w sądownictwie, w bankach, w polityce, została pozostawiona w rękach dawnych aparatczyków.

Można powiedzieć, że brak zdecydowanego upomnienia się o takie postaci, jak Władysław Raczkiewicz, August Zaleski, Stanisław Ostrowski i inni im podobni, doprowadził do szeregu problemów państwa polskiego? Nie wróciliśmy do tego, co od zawsze było istotą Rzeczypospolitej, czyli woli narodu?

Musimy wyraźnie podkreślić, że Władysław Raczkiewicz, August Zaleski, Stanisław Ostrowski, czyli te trzy wielkie postacie, które spoczną na polskiej ziemi, ale też Kazimierz Sabbat, który zgodnie z wolą rodziny zostanie w Wielkiej Brytanii, Edward Raczyński, który spoczywa w Rogalinie w Wielkopolsce, a także Ryszard Kaczorowski – oni wszyscy zapisali się pięknymi zgłoskami w naszej historii. Wydaje się oczywiste, że odrodzona Rzeczpospolita powinna nawiązywać właśnie do tej spuścizny, a nie do tej komunistycznej. Niestety zerwanie z PRL nigdy nie nastąpiło i było grzechem pierworodnym III RP.

Czy sprowadzenie szczątków naszych trzech prezydentów na uchodźstwie jest zakończeniem pewnego etapu, czy jego rozpoczęciem?

Powiedziałbym, że jest to etap przywracania Polsce pamięci historycznej, a przez to odzyskiwania tożsamości. Ci prezydenci byli depozytariuszami wartości niepodległej II Rzeczypospolitej. Domyślam się, że pragnęliby przekazać te wartości wolnej Polsce. Komunizm upadł i to szybciej, niż niektórzy przewidywali, ale niestety fundamenty III RP zdążyły zostać przeżarte tym systemem.

Czy to, że szczątki Władysława Raczkiewicza, Augusta Zaleskiego i Stanisława Ostrowskiego wreszcie spoczną w polskiej ziemi, oznacza, że Polska domyka pewne skutki II wojny światowej?

Skutki II wojny światowej nigdy nie zostaną przezwyciężone. Utraciliśmy blisko 6 mln obywateli, straciliśmy wolność, ogromną część naszego terytorium, ponieśliśmy też ogromne straty majątkowe. Z pewnością jednak sprowadzenie szczątków naszych prezydentów na uchodźstwie jest bardzo ważnym symbolem na drodze walki o sprawiedliwość historyczną.

Poza granicami Polski znajduje się wiele grobów naszych bohaterów. Może powinniśmy przeprowadzić taką akcję, która skutkowałaby powrotem ich szczątków na polską ziemię? Mam na myśli tu takie miejsca jak Katyń.

Przyznam, że w tej sprawie jestem rozdarty. Życzyłbym sobie, aby narody żyły w przyjaźni i żebyśmy nawzajem szanowali groby swoich żołnierzy. Oczywiście są w tej kwestii pewne wyjątki. Uważam, że nie wolno czcić grobów zbrodniarzy wojennych, esesmanów czy gestapowców. Nie powinno się upamiętniać ich nazwisk. Niech będą przeklęci na wieki. Z ogromnym smutkiem zauważyłem kiedyś, że tuż obok grobu mojego dziadka, który był członkiem Armii Krajowej i brał udział m.in. w akcji „Burza”, postawiono płyty z nazwiskami tych żołnierzy niemieckich, którzy zginęli podczas Powstania Warszawskiego i II wojny światowej.

Wśród nich znalazłem nazwisko Jürgena Stroopa, tego samego, z którym rozmawiał Kazimierz Moczarski w „Rozmowach z katem”. Osobiście interweniowałem, żeby to przeklęte imię zostało z tego monumentu skute, i udało się tego dokonać. Natomiast na tego typu pomnikach znajduje się jeszcze wiele nazwisk absolutnych zbrodniarzy wojennych.

Na początku podkreśliłem, że najlepszym scenariuszem byłoby, gdybyśmy żyli w przyjaźni z innymi narodami, ale jeśli wzajemny szacunek jest nie do osiągnięcia, to sprawa sprowadzenia prochów naszych bohaterów zza granicy być może powinna zostać poważnie rozważona.

Dobitnym przykładem braku poszanowania dla miejsc spoczynku naszych rodaków jest sytuacja na Białorusi, gdzie niszczone są groby żołnierzy AK.

To, co się dzieje teraz z grobami polskich żołnierzy AK na Białorusi, woła o pomstę do nieba. Wzywam władze Białorusi, aby zaprzestały czynów nikczemnych nie tylko z politycznego punktu widzenia, lecz przede wszystkim z punktu widzenia zwykłego człowieczeństwa.

Ludzie, którzy tam spoczywają, są żołnierzami, którzy zginęli, walcząc o wolność swoją i swoich rodaków. Należy im się szacunek niezależnie od tego, jakie relacje mają dziś Polska i Białoruś.

Chyba śmiało możemy powiedzieć, że bitwa o pamięć jest także bitwą o naszą pozycję w Europie i na świecie.

Bitwa o pamięć to nasze zobowiązanie wobec tych, którzy poświęcili swoje zdrowie i życie dla ojczyzny, dla bliźnich, dla bliskich. Bitwa o pamięć to walka o zapewnienie elementarnej sprawiedliwości historycznej, a przecież chcemy, żeby świat opierał się na sprawiedliwości. Wreszcie bitwa o pamięć jest też dla nas, Polaków, szczególnie ważna, bo decyduje o naszym miejscu w Europie. Jest to miejsce tych, którzy w tragicznych czasach potrafili przeciwstawić się ogromnemu złu.

Jeśli chcemy, aby przyszłe pokolenia dysponowały kompasem moralnym wskazującym na dobro, to po prostu musimy przywracać prawdę o tych, którzy po stronie dobra stali. Dlatego też niedawno udało nam się sprowadzić do Polski szczątki Maurycego Mochnackiego, współtwórcy „Gazety Polskiej”. Staramy się również sprowadzić do ojczyzny prochy Mieczysława Jałowieckiego, jakże ważnego w naszej historii. Jego barwna biografia jest jedną z bardziej niezwykłych w tym pokoleniu, które dzięki tak wielu doświadczeniom przeżyło jakby kilka żyć.

Jałowiecki na własne oczy widział wielkie zmiany: granic, epok, ustrojów, obyczajów. Jeśli o kimś można powiedzieć: „świadek historii”, to właśnie o Jałowieckim. Na powojennej emigracji spisał wspomnienia o świecie, który nieodwracalnie przeminął. Wszystkim polecam gorąco książki „Na skraju Imperium”, „Wolne Miasto” i „Requiem dla ziemiaństwa”. Ponoć „Wolne Miasto” było ostatnią książką czytaną przez Jana Pawła II, a właściwie – słuchaną, bo czytała mu ją Wanda Półtawska w ostatnich tygodniach i dniach jego życia w 2005 r.

Kolejną taką osobą jest Jan Łukasiewicz, którego szczątki trafią do Polski jeszcze w listopadzie br. Wybitny polski naukowiec i polityk, pochowany w Irlandii. Jako założyciel i jeden z głównych architektów warszawskiej szkoły logiki oraz założyciel Polskiego Towarzystwa Logicznego przyczynił się do rozwoju informatyki i technologii informacyjnych.

Jego najsłynniejszym osiągnięciem było sformułowanie zasad logiki wielowartościowej. Patriota zaangażowany w sprawy kraju i aktywny budowniczy Polski odradzającej się po latach niebytu – m.in. jako jeden ze wskrzesicieli i rektor Uniwersytetu Warszawskiego, minister oświaty w pierwszym rządzie odrodzonej Rzeczpospolitej. W czasie niemieckiej okupacji w Warszawie uczestniczył w tajnym nauczaniu.

Jego losy były nierozerwalnie splecione z losami Polski. Dwie wojny światowe odebrały mu niemal cały dorobek życia, ale po każdej z nich podnosił się – tak jak Rzeczpospolita. Zmarł w Dublinie w Irlandii, w przeddzień XX zjazdu KPZR, uznawanego za koniec epoki stalinizmu. Tam też został pochowany. Najwyższy czas, by ci, którzy nie zaznali wolnej Polski za życia, chociaż symbolicznie do wolnej Polski mogli powrócić.

Świątynia Opatrzności Bożej powoli staje się naszym narodowym mauzoleum. Czy możemy się spodziewać, że w przyszłości będą tam składane prochy kolejnych wielkich Polaków, których groby są teraz rozsiane po Europie i świecie?

W Świątyni Opatrzności Bożej znajdują się szczątki bardzo wielu zacnych osób. Są tam prochy m.in. osób, które zginęły w katastrofie smoleńskiej, ale ja chciałbym wspomnieć szczególnie o jednej postaci, a mianowicie o Wiktorze Węgrzynie, czyli jednym z inicjatorów międzynarodowych Rajdów Katyńskich.

Chcemy, aby Świątynia Opatrzności Bożej była swojego rodzaju narodową nekropolią otoczoną czcią i pamięcią. Mamy plany dotyczące sprowadzenia szczątków kolejnych wielkich Polaków, część wyjawiłem podczas rozmowy. Niedawno usłyszałem o planach likwidacji cmentarza Tempelhofer Parkfriedhof w Berlinie, na którym spoczywa Aleksander Brückner, jeden z najwybitniejszych polskich historyków literatury. Jego grób za pięć lat może zostać zaorany, bo w miejscu cmentarza planowana jest budowa osiedla.

Ja jestem wychowany chyba w innej kulturze, bo takie postępowanie jest dla mnie kompletnie niezrozumiałe. Miejsca na świecie mamy dosyć, aby uszanować cmentarze. Mogę zapewnić, że będę zabiegał, aby ten wielki Polak spoczął na polskiej ziemi.

Pojawia się wiele głosów zza granicy, że Polacy najlepiej ocenili zagrożenie ze Wschodu. To wynika chyba z naszej historii i pamięci. Polska pamięć była lepsza niż analizy wywiadów wielu państw i strategów.

Nasza pamięć historyczna powinna służyć jako przestroga przed złymi sojuszami i błędnymi działaniami, także współcześnie. Koszmarne błędy polityki niemieckiej wobec Rosji oznaczały drogę ku wojnie, dziś doskonale to widzimy. Uzależnienie Europy od surowców ze Wschodu ośmieliło Kreml do zaatakowania kolejnego suwerennego i niepodległego państwa. Rosja w tej kwestii zachowała się jak diler narkotykowy, który wciągał w pułapkę, oferując tanio swoje węglowodory, a dziś ujawniła ich prawdziwą cenę.

Polska zawsze głośno stawała w obronie tych, których Rosjanie atakowali, tak było z Ukrainą, ale wcześniej też z Gruzją czy Czeczenią. Nie dopuszczam nawet myśli, że Ukraina mogłaby przegrać tę wojnę. Gdyby tak się stało, to Rosja nie czekałaby długo, aby obrać na cel kolejny kraj. Ukraina dziś walczy za wolność swoją i naszą. Dzisiaj losy świata decydują się na Ukrainie.

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane