Dziś w południe w biurze Adama Borowskiego przy ul. Marszałkowskiej doszło do interwencji policji wobec jednego z mężczyzn, pana Piotra, uczestnika protestu przed Trybunałem Konstytucyjnym. Doszło do zatrzymania, które przybrało agresywny przebieg.
Z relacji świadków zdarzenia wynika, że zatrzymany uczestnik miasteczka namiotowego stracił przytomność. Widoczna była również stłuczona szyba w drzwiach prowadzących do wnętrza budynku. Poszkodowany mężczyzna został zabrany przez zespół pogotowia ratunkowego. Na noszach leżał... skuty kajdankami, co zarejestrowały kamery TV Republika. Policja wydała komunikat, w którym poinformowano, że zatrzymany mężczyzna miał przy sobie nóż.
Jakubiak: On nie był w stanie rozmawiać
"Powiem tak, oczywiście nie byłem na bieżąco w sytuacji, która miała miejsce przy Marszałkowskiej, ale jak tam przybyłem, to policja i karetka odjechały. Szczerze mówiąc, zacząłem szukać, gdzie ten człowiek w ogóle jest. Wszyscy byli bardzo wzburzeni, nie byłoby osoby, która nie mówiłaby, że policja napadła na lokal na Marszałkowskiej 7" - opisywał Jakubiak.
Poseł dodawał, że odnalezienie mężczyzny nie było łatwe i po kilkudziesięciu minutach udało się to w szpitalu przy ulicy Lindleya.
- Pięciu dorosłych, takich po 1,90m chłopów, stało nad skutym, pobitym człowiekiem. On ma na czole po prawej stronie śliwę taką, przeciętą w dodatku. On nie był w stanie rozmawiać ze mną, był w stanie powypadkowym, był w szoku - mówił Jakubiak. - Panowie policjanci nie chcieli się wylegitymować, nie chcieli powiedzieć, kto jest ich szefem, dowódcą sekcji. Na ten temat będę rozmawiał z komendantem głównym, bo policja nie może się tak zachowywać. Nie chcieli mi powiedzieć, gdzie go przewiozą potem - kontynuował.
Z komunikatu policji wynika, że policjantka widoczna na nagraniach z interwencji również odniosła obrażenia i trafiła do szpitala. Ale...
- Nie było tam pani policjantki, która rzekomo została zaatakowana przez tego człowieka - powiedział Jakubiak.