Jak wynika z nowego sondażu przeprowadzonego przez CBOS, gdyby wybory odbywały się w kwietniu, najwyższe poparcie uzyskałoby PiS z wynikiem 36 proc.. Na dalszych miejscach uplasowałaby się KO - 20 proc., Konfederacja - 9 proc. oraz Polska 2050 Szymona Hołowni - 5 proc. Pozostałe ugrupowania znalazłyby się poniżej progu wyborczego.
Tomasz Sakiewicz, komentując wynik sondażu w TVP, zauważył, że "partie, które przekraczają próg sejmowy mają razem mniej niż PiS".
- To by oznaczało, że gdyby potwierdził się ten wynik, PiS miałby zdrowo powyżej 50 proc. mandatów w Sejmie, bliżej 60 proc. Tak wynikałoby z systemu D'Hondta. To bardzo duże liczby, jeżeli chodzi o rozkład mandatów. Ten wynik jest ciut mniejszy niż miesiąc temu, ale było to w okolicach kryzysu związanego z paszkwilem o papieżu i było wtedy największe zachwianie poparcia dla PO w ostatnim czasie, a zwyżka PiS. Wraca to do poziomów, w których PiS występuje, czyli 36-39 proc., natomiast widać wyraźnie bardzo niski wynik PO w różnych sondażach, w różnych pracowniach. Ta tendencja, w której Platforma jest bliżej 20 niż 30 proc., a w każdym razie jest zawsze poniżej 30 proc., jest trwała. To sygnał, że PO, jeżeli ten trend się utrzyma, może pożegnać się z marzeniami o przejęciu władzy
– ocenił szef "Gazety Polskiej".
Dziś w Janowie Lubelskim, prezes Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński, zainaugurował nową akcję PiS, skierowaną do Polski lokalnej - "Polska jest jedna - inwestycje lokalne". Kaczyński podkreślał, że programy, które wprowadził PiS, "miały zmienić i zmieniają polskie życie poza wielkimi miastami, tam gdzie mieszka zdecydowana większość Polaków". Wymieniał też inwestycje, jakie udało się przeprowadzić dzięki rządowym programom. Wskazywał na program inwestycji strategicznych, budowy dróg lokalnych, program wsparcia dla gmin popegeerowskich, czy ochrony zabytków.
Sakiewicz stwierdził, że jest to strategia obliczona na "to, co dawało PiS zwycięstwo", czyli wsie, mniejsze miejscowości, miasta poza metropoliami.
- Ich zmiana jakości życia przez te osiem lat jest gigantyczna, połączenia komunikacyjne, duży wzrost poziomu życia, ustanie emigracji, która odbywała się właśnie z takich miejscowości, dostęp do służby zdrowia, dostęp do poczty, powrót komisariatów - to PiS może zareklamować i może powiedzieć, że "dotrzymaliśmy słowa". Ta część Polski była skazana na bycie "Polską B". Dziś pojęcie "Polski B" zniknęło, równie dobrze można żyć pod Rzeszowem, koło Lublina, jak w Warszawie - mówił redaktor naczelny "GP".
- To jest wielki skok jakościowy, to zmiana historyczna. Polska mogłaby wyglądać fatalnie, pod względem społecznym i kulturalnym, gdyby tej degradacji 70 proc. obszarów naszego kraju nie zatrzymano - dodał.