Platforma Obywatelska od lat ma problem z pokazaniem propozycji programowych. Słyszeliśmy już, że program będzie "jak wygrają wybory", a ostatnio impas próbował przełamywać Donald Tusk, rzucając hasło o czterodniowym tygodniu pracy. Ale nie porwało to polityków innych opozycyjnych ugrupowań, o czym Tusk boleśnie się przekonuje.
- Trzeba wygrać wybory i wdrażać swój program, ale żeby wdrażać swój program, to trzeba zaprezentować go przed wyborami. My jako jedyna formacja w pełni demokratyczna to robimy. Mamy program całościowy, nie tylko hasłowy
- powiedział Władysław Kosiniak-Kamysz w „Poranku” Siódma9.
Czy była to szpilka wbita liderowi Platformy Obywatelskiej Donaldowi Tuskowi? Jeżeli ktoś miał wątpliwości, to Kosiniak-Kamysz rozwiał je przy okazji kolejnego pytania: o czterodniowy tydzień pracy, jaki chce testować Tusk.
- To jest bardzo poważna sprawa i uważam, że bez Rady Dialogu Społecznego, bez zapytania się pracowników i pracodawców i bez pokazania w jaki sposób to ma być zrealizowane to jest tylko hasło, które rozumiem służy rywalizacji pomiędzy Platformą a Lewicą. Bicie się o elektorat lewicowy albo pokazywanie swojego lewicowego oblicza
- powiedział lider PSL.
W ostatnim czasie w podobnym tonie o propozycji Tuska wypowiadał się Szymon Hołownia z Polski 2050.
- Trudno zrozumieć cel dyskusji o czterodniowym tygodniu pracy w czasie, gdy ludzie robią wszystko, żeby móc więcej zarabiać
- ocenił Hołownia.
Okazuje się więc, że Donald Tusk chce, by opozycja startowała z jednej listy, a nie potrafi przekonać polityków innych ugrupowań do własnych pomysłów. Przy okazji słyszy, że "program trzeba prezentować przed wyborami". Pokazuje to, że najbliższe miesiące dla jedności opozycji nie zapowiadają się łatwo.