Czekamy teraz na decyzję prokuratury, czy odwołała się od niedzielnego postanowienia sądu – mówi nam Magdalena Majkowska. Po decyzji o nieuwzględnieniu wniosku prokuratury o zastosowaniu aresztu wobec pana Piotra rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Piotr Skiba informował, że „decyzja o ewentualnym zażaleniu na odmowę aresztowania Piotra W. zostanie podjęta w przyszłym tygodniu, po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem postanowienia”.
Prawda w Republice i jej następstwa
Po opuszczeniu sądu, już na wolności, pan Piotr udał się do Republiki, gdzie ze szczegółami opowiedział, w jaki sposób został zatrzymany i co spotkało go po zatrzymaniu. – Czuję się jak wyciągnięty z pralki – mówił, pytany o to, jak czuje się po wyjściu z aresztu. Nie potrafił powiedzieć, w jaki sposób zranił się w czoło podczas zatrzymania.
– Ciężko mi się do tego odnieść, ponieważ ja tam byłem podduszany, i to dosyć skutecznie. Już miałem taki moment, że prawie odleciałem. I nie wiem, czy to się wydarzyło w wyniku tej szamotaniny. Tego nie pamiętam – mówił pan Piotr i opisywał, że czuł się jak człowiek napadnięty przez policjantów. – Prosiłem, że już wystarczy, że na tyle mnie już stłamsił (funkcjonariusz – przyp. red.), że chyba widział, jak wierzgam. Próbowałem się z tych więzów wydostać. Przecież on mnie dusił. To tak samo, jakbyśmy zanurzyli się w wodzie i się nie wynurzyli, dążąc do utonięcia – relacjonował i tłumaczył, że w tamtym momencie po prostu chciał się wydostać z opresji.
– Od samego początku kwestionowaliśmy motywy i sposób przeprowadzenia interwencji przez policjantów. Chcemy jak najszybciej złożyć skargę na czynności funkcjonariuszy, a także zażalenie na zatrzymanie pana Piotra. W tej chwili przygotowujemy te dokumenty – mówi „Codziennej” Majkowska. Przypomina, że już 16 października do prokuratury, za pośrednictwem komendy policji przy Wilczej, inny obrońca, Magdalena Leszczyńska, wraz z grupą posłów złożyli zawiadomienie o przekroczeniu uprawnień przez policjantów, a tym samym o naruszeniu art. 231 Kodeksu karnego.
Jest także kwestia informowania pana Piotra o tym, że jego żona zaangażowała prawników Ordo Iuris jako jego obrońców. Magdalena Leszczyńska opublikowała „upoważnienie do obrony”, jakie żona pana Piotra wystawiła trzem mecenasom. Tymczasem policjant informował pana Piotra tylko o jednym obrońcy i uzależniał kontakt z nim od podania przez niego swoich danych. – Dokument z 16 października 2026 r. imiennie wskazuje trzech adwokatów i dotyczy konkretnej osoby, konkretnego zatrzymania oraz konkretnych okoliczności. Naprawdę trzeba było uzależniać kontakt z adwokatem od podania danych, by zweryfikować dokument? Były jeszcze inne osoby zatrzymane tego dnia, które przewieziono karetką do szpitala w następstwie działań funkcjonariuszy? – pyta Leszczyńska.
– To kuriozalna sytuacja, ponieważ policjanci doskonale wiedzieli, jak nazywa się pan Piotr i gdzie mieszka, mając dokument podpisany przez jego żonę. W jakim celu policjant w ten sposób postępował? Sam pan Piotr mówił Republice, że „dopiero za drugim razem przyszli, już chyba inni panowie (…). Dopiero wtedy powiedziano mi, że żona dała pełnomocnictwo”, i podkreślał, że mówił funkcjonariuszom: „Jak będzie pełnomocnik, będziemy rozmawiać”.
Walka z piętnem „nożownika”
– Będziemy namawiać pana Piotra, by wystąpił na drogę prawną wobec mediów, które po zatrzymaniu informowały opinię publiczną, że napadł na policjantkę z nożem, choć była to oczywista nieprawda, bo scyzoryk znaleziono u pana Piotra już po zatrzymaniu. W świat poszły jednak informacje o tym, że pan Piotr jest „nożownikiem” – mówi Magdalena Majkowska i dodaje, że obecnie trwa analiza możliwości prawnych takiego wystąpienia. Przypomnijmy, że zaraz po zatrzymaniu PAP nadała depeszę, w której informowała, że pan Piotr napadł z użyciem noża na policjantkę. Taką informację podała także TVP w likwidacji. PAP depeszę usunęła, rządowa telewizja jednak ani nie przeprosiła, ani nie sprostowała tej informacji.
Wczoraj oficjalną skargę na TVP w likwidacji skierował do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji poseł PiS Dariusz Matecki. „Wnoszę o ukaranie nadawcy programu TVP Info poprzez nałożenie najwyższej kary pieniężnej dopuszczalnej prawem za rozpowszechnienie nieprawdziwego przekazu sugerującego, że Piotr W., uczestnik manifestacji w obronie Trybunału Konstytucyjnego, zaatakował policjantkę nożem” – napisał w skardze Matecki i dodał, że przedmiotem skargi jest wypowiedź Joanny Mąkosy: „A teraz tragiczna informacja ze stolicy. Policjantka została ranna w starciu z nożownikiem”.
Jak podkreśla Matecki, „z przytoczonego w publikacjach stanowiska PAP wynika, że agencja przyznała się do błędnego powiązania ataku na policjantkę z nożem znalezionym przy zatrzymanym. Jednocześnie PAP wskazała, że treść depeszy w serwisie agencyjnym od początku była prawidłowa, a błąd dotyczył tytułu internetowego i wpisu na X. Okoliczność ta dodatkowo obciąża sposób przygotowania przekazu TVP Info i wymaga sprawdzenia, dlaczego redakcja nie zweryfikowała pełnej treści informacji”.
W ocenie Mateckiego „doszło do rozpowszechnienia rażącego fałszu, wyrządzającego ogromne szkody wizerunkowe Piotrowi W. Przedstawienie człowieka jako napastnika atakującego policjantkę nożem oznacza przypisanie mu szczególnie niebezpiecznego zachowania i naraża go na publiczne potępienie. W politycznym kontekście relacji przekaz ten godził również w dobre imię uczestników manifestacji i całej opozycji, budując skojarzenie jej działalności z brutalną przemocą”.
To będzie długa droga
Trzeba pamiętać, że czeka nas długa droga w walce o sprawiedliwość dla pana Piotra. Będzie toczyć się śledztwo, konieczne będzie przesłuchanie szeregu świadków zdarzenia, policjantów i ratowników medycznych. Będziemy składać wnioski dowodowe. To może potrwać miesiące, a jeśli dojdzie do procesów, nawet lata – mówi Magdalena Majkowska i podkreśla, że sprawa nie kończy się na decyzji sądu o areszcie, a zarzuty, jakie postawiła panu Piotrowi prokuratura, są poważne, ponieważ zarzuca mu zmuszenie funkcjonariuszy do zaniechania czynności i naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza policji, a w przypadku funkcjonariuszki – działanie zagrażające utratą życia albo ciężkim uszczerbkiem na zdrowiu.