Krótko o domykającej się właśnie dekadzie: partia Jarosława Kaczyńskiego nie zdołała podczas dwóch kadencji rządów dokończyć ambitnego planu reform, z kolei formacja Donalda Tuska wszelkie ambitne plany porzuciła i skoncentrowała się na prześladowaniu politycznej opozycji pod pozorem rozliczania rzekomych „zbrodni PiS”. Natomiast przekształcenie Polski pod dyktando Berlina i Brukseli zostało odłożone przez koalicję rządową do chwili, kiedy w Pałacu Prezydenckim zasiądzie posłuszny lokator. Z tego planu nic nie wyszło.
Co dalej? Przekonanie o nieuchronności nowego otwarcia jest powszechne wśród wyborców – podobnie jak było w roku 2015, ostatnim równie przełomowym w polskiej polityce. „Tak dalej być nie może” – powtarzają zarówno zwolennicy rządu Donalda Tuska, niezadowoleni z jego niekompetencji, jak i jego przeciwnicy z lewa i z prawa. Ostatni raz taka kumulacja nastrojów pod hasłem „chcemy zmiany” dała Andrzejowi Dudzie wygraną nad Bronisławem Komorowskim.
U progu przełomu
I zmiana nadchodzi. Przyspieszyła korozja rządu PO-Polska 2050-PSL-Lewica. Radykalnie spadają oceny i premiera, i jego gabinetu. Nowy prezydent rozpocznie urzędowanie wyniesiony do tego urzędu przez nową koalicję (na razie nieformalną) wyborców PiS i obu Konfederacji. Sławomir Sierakowski i Przemysław Sadura z „Krytyki Politycznej” publikują raport, wedle którego nie mamy do czynienia z błędem w Matrixie, lecz z załamaniem systemu i nadchodzącym kresem duopolu PiS-PO.
Być może rząd Tuska gnił będzie jeszcze przez dwa lata, a może upadnie za kilka miesięcy lub w przyszłym roku – tak czy inaczej paląca staje się kwestia przygotowania planu rządzenia i naprawy państwa. Władza nie leży jeszcze na ulicy, ale w każdej chwili może dojść do przesilenia. Sam fakt rozpisania owych wyborów nie oznaczałby jednak, że opozycja ma wygraną w kieszeni. Kampania wyborcza to dopiero zakup biletu na loterię. Czy da on wygraną – przekonamy się, gdy wszystkie głosy zostaną policzone. Oczywiście porównanie z loterią jest o tyle ułomne, że kwestia wygranej w wyborach nie rozstrzyga się na bazie zwykłego szczęścia. Wszyscy wiedzą, że szczęściu trzeba dopomóc.
Musi nastąpić porządna refleksja
I tu pojawia się moja wątpliwość wobec planowanej konwencji programowej PiS. Jeśli jej celem jest przekonanie wyborców, że to po prawej stronie dyskutuje się na poważnie nad przyszłością Polski – nie widzę problemu, taki sygnał jest potrzebny. Zapowiadane panele z udziałem ekspertów wskazują taki kierunek. Jeśli jest to próba wypracowania nowego programu PiS, nowej oferty dla Polaków, to wypadałoby przypomnieć, że dokonanie nowego otwarcia możliwe jest dopiero po dokonaniu zamknięcia tego, co stare. A jak dotąd sygnałów w tej kwestii brak – w żadnej z oficjalnych wypowiedzi ważnych polityków PiS po wyborach 2023 nie pojawił się ślad refleksji na temat „dlaczego straciliśmy władzę”. To znaczy owszem, słyszymy o wielu o trickach wrogich mediów oraz politycznych przeciwników wspieranych nielegalnie przez wielkie pieniądze spoza Polski, ale brak jak dotąd uzupełnienia tych rozważań o proste wyznanie: „Tak, pewne rzeczy zrobiliśmy źle. A jakie? A następujące”.
Jeśli PiS ma wypracować nową ofertę dla Polski, rozpocząć musi od analizy własnych błędów, a ta analiza poprzedzić powinna wszelkie działania programowe na poziomie konferencji czy kongresów programowych. Cóż nam bowiem po najlepszych nawet propozycjach ekspertów i po najcelniejszych diagnozach, jeśli na koniec z Nowogrodzkiej usłyszymy: „No tak, ale ci profesorowie to nie znają praktyki rządzenia, my wiemy lepiej”?
Ale to dopiero początek potencjalnych kłopotów. Bo wszystko wskazuje na to, że jeśli prawica wygra wybory, to wspólnym wysiłkiem i nie będzie możliwe utworzenie samodzielnego rządu PiS. Wielce prawdopodobna jest natomiast koalicja z Konfederacją, a gdyby przyszło do zmiany konstytucji, to także jakieś porozumienie z ugrupowaniem Grzegorza Brauna i być może antysystemową lewicą (a może pojawi się nowy podmiot – wybory w Polsce zawsze pełne są niespodzianek).
Oznacza to, że potrzeba autorefleksji w PiS staje się pilna w sposób palący. Jeśli bowiem efektem konferencji programowej będzie program pełen nowych Polskich Ładów, Piątek Dla Zwierząt oraz szeregu finansowych „plus” (nie chcę wchodzić w to, co i komu miałoby być wypłacane, ale nie wątpię, że niejeden taki pomysł po PiS krąży), to czekają nas kłopoty. Jakie kłopoty? Ano takie, że koalicja PiS–Konfederacja zacznie się gwałtownie zużywać, zanim jeszcze w ogóle dojdzie do wyborów i nim powstanie. Zresztą dotyczy to obu ugrupowań.
Jeśli PiS i Konfederacja nie znajdą sposobu na samoograniczenie swoich najbardziej nieakceptowalnych przez partnera postulatów, to czekają nas miesiące, a może i lata, oblewania się pomyjami w wywiadach i w studiach telewizyjnych. „Ja osobiście nigdy się na to nie zgodzę” – będzie mówił Jarosław Kaczyński w wywiadach, komentując program Konfederacji. „Nie wyobrażam sobie koalicji z ugrupowaniem, które naprawdę chce doprowadzić, żeby…” – grzmiał będzie Sławomir Mentzen, komentując program PiS.
Nie namawiam wcale jednych i drugich do porzucenia swojej tożsamości i przedwczesnych programowych wolt. Zwracam jednak uwagę, że delikatny okres negocjacji… właśnie się rozpoczyna, wraz z prezydenturą Nawrockiego.
Jak najszybciej powinny rozpocząć się poważne rozmowy między PiS a Konfederacją na temat wspólnego minimum programowego. Poważne – to znaczy nie na potrzeby dziennikarskich przecieków, nie po to, by zyskać na czasie, knując jednocześnie, jak okpić drugą stronę. Kiedy takie minimum programowe będzie ustalone, każde z ugrupowań będzie mogło z czystym sumieniem proponować własne pomysły na naprawę państwa i poddać je wyborcom pod rozwagę w wolnych wyborach. A potem ucierać wspólne stanowisko, wiedząc, w jakim celu jest ono ucierane, a nie biorąc udział w konkursie na to, który paw bardziej nastroszy ogon.
Pilne reformy – systemowe
Co dalej z sądownictwem? Jak uszczelnić polskie granice i skutecznie blokować dyktat Brukseli? Czego potrzebuje polska armia? Które inwestycje natychmiast odmrozić po fatalnych decyzjach Platformy? Jak wyzwolić energię polskich przedsiębiorców – wszystkich, także tych, którzy prowadzą małe sklepiki i warsztaty, a nie tylko lobbystów z Konfederacji Lewiatan? Takie rozmowy powinny być prowadzone między PiS a Konfederacją już teraz. Jeśli tak się nie stanie, to nadzieje na koalicję tych dwóch partii skończą się wielkim rozczarowaniem – tak jak skończyły się w roku 2005 nadzieje na koalicję PO–PiS.
Piotr Gociek – pisarz, publicysta, krytyk związany z tygodnikiem „Do Rzeczy” i portalem Literacki.com.pl; współautor podcastu filmowego „Się Zobaczy” na kanale YT „Otwarta Konserwa”