Dziennikarz, który przez wiele lat był korespondentem FAS w Polsce i na Ukrainie, porównuje obecną sytuację do wydarzeń z XX wieku oraz przypomina, że I wojna światowa wybuchła z powodu "niekontrolowanej eskalacji", zaś II wojna światowa w wyniku appeasementu.
"Mocarstwa zachodnie próbowały zapobiec wojnie, dając Hitlerowi wszystko, co chciał. Chciały go ugłaskać, a ośmieliły go jeszcze bardziej"
- pisze na łamach niemieckiej gazety.
W jego opinii Europa stoi obecnie "między wojną wskutek nadreakcji a wojną wskutek wycofania się".
"Linia między appeasementem a eskalacją jest cienka, Zachód próbuje utrzymać równowagę"
- dodaje.
Przypomina, że Waszyngton i Berlin zapewniają, że "rozwiązanie militarne nie jest możliwe" a jednocześnie "dają Rosji do zrozumienia, że atak na Ukrainę będzie ukarany drastycznymi sankcjami gospodarczymi". W jego opinii taktyka państw zachodnich, które dążą do deeskalacji oraz podkreślają, jaka będzie cena za ewentualny atak na Ukrainę, jest odpowiedzialna.
"Waszyngton, Londyn i inne stolice zapowiadają ponadto, że dozbroją Ukrainę, aby zwycięstwo Rosji musiało być okupione wysokimi rosyjskimi stratami"
- pisze.
Putina można poskromić gałązką oliwną?
"Głupio tylko, że Berlin znów stosuje dumping. Podczas gdy Ameryka oferuje Ukraińcom broń przeciwpancerną, Berlin postępuje tak, jakby można było poskromić Putina gałązką oliwną"
– krytykuje działania niemieckiego rządu Schuller.
Wskazuje, że prośby Ukrainy o dostarczenie broni, spotykają się z odmową. Ci politycy, którzy jeszcze do niedawna obiecywali pomoc militarną, teraz się z niej wycofują. Mowa jest o Robercie Habecku, wicepremierze nowego rządu Olafa Scholza z partii Zieloni, który teraz tłumaczy się, że jego obietnice nie dotyczyły "gorącego konfliktu".
"Tak mówią zastraszeni. Taktyka Putina działa"
- podsumowuje swój artykuł dziennikarz.