Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polityka

Michaił Osipowicz Kołodziejczak – czyli sojusz salonowo-chłopski u władzy

„Grigorij Iwanowicz głośno westchnął, wytarł brodę rękawem i zaczął opowiadać: – Nie lubię ja, wiecie, kapeluszowych bab. Baba w kapeluszu, w fildekosowych pończoszkach, albo z pieseczkiem na ręku, albo ze złotym zębem  – tak arystokratka dla mnie wcale nie baba, a pustka w przestrzeni” – tak zaczął opowiadanie „Arystokratka” Michaił Zoszczenko. Dalej jest opis spotkania proletariatu z arystokracją – w sowieckim teatrze - pisze w felietonie dla niezalezna.pl Tomasz Łysiak.

Przywołuję Zoszczenkę, bo jak tylko widzę posła Michała Kołodziejczaka, to on mi się w jakiś przedziwny sposób kojarzy. Może ja mam jakoś głowę skoślawioną przez zbytni napływ tej burżujskiej propagandy „prawicowej”, ale co ja poradzę, jak mi się kojarzy? Władza też mi się kojarzy z władzą ludową, słuszną, jedyną i proletariacko-chłopsko-europejską. 

Teraz widzę, że Kołodziejczaka, człowieka z ludu, chłopa gadającego dyszkantem i ruszającego żywo głową jak kogut na zagrodzie, wyrzucają z klubu przez jego traktowanie kobiet. Wszelkie, rzecz jasna, tuzy i damy mediów tak zwanego politpoprawnego szerokiego nurtu udadzą, że coś niby jest, ale ten tego, jakby nie było, a oburzać się będą dalej nad niejakim Berkowiczem, co jedną z owych dam nazwał słowem obraźliwym (słusznie spotykając się w związku z tym z krytyką). 

A tymczasem cała ta historia z Kołodziejczakiem dziwić nie powinna – jest ona bowiem wynikiem tego, iż salon obecnie nami rządzący jest salonem upudrowanym, elitą podszytą bolszewickim sznytem i czasem jedynie puder opada wstrząśnięty jakimś wydarzeniem. Na chwilę się odsłania ponura twarz czekisty, która jest pod makijażem. 

Kołodziejczak i jego stosunek do kobiet (w tym owych salonowych dam, w kapeluszach, wannach pełnych różowej i tęczowej piany, dziennikarek utyskujących nad losem psiecków, a nie widzących tragedii dzieci, obrończyń dzików i planetarnej diety) jest taki, jak całego „salonu”, do którego przynależy i który wyniósł go na szczyty, wprowadził do ministerialnych gabinetów. Niby wszystko „cacy”. Ale jak dama fiknie, to się czynnik chłopsko-salonowo-rządowy może zdenerwować i wtedy damę odpowiednio potraktuje. Z buta. Bohater opowiadania Zoszczenki, w trakcie antraktu zachęca arystokratkę, by ta sobie zjadła ciasto w bufecie teatralnym. Dama jednak nie poprzestaje na jednym. Łaps za drugie, za trzecie, spogląda na czwarte, niepomna na ostrzegające słowa Grigorija Iwanowicza:

„Więc odzywam się:
- Czy nie za dużo na głodny żołądek? Może zemdlić.
A ona:
- Nie – powiada – przyzwyczajona jestem.
I bierze czwarte.
Tu aż krew uderzyła mi do głowy.
– Kładź – powiadam – nazad!
A ona się zalękła. Otwarła usta. A w tych ustach błyszczy ząb.
A mnie jakby giez ukąsił w podogonie. I tak, i tak, myślę sobie, już się z nią dużo nie nachodzę.
- Kładź – powiadam – do jasnej cholery!
Położyła z powrotem. A ja mówię do bufetowego:
- Ile się należy za trzy skonsumowane ciastka?
A bufetowy zachowuje się neutralnie – udaje głupiego.
- Należy się – powiada – za cztery skonsumowane ciastka tyle to a tyle.
- Jak to – mówię – za cztery? Skoro czwarte spoczywa na półmisku?
- Nic podobnego – odpowiada – choć ono niestety spoczywa na półmisku, to przecież jest nadgryzione i ma ślad od palca.
Jak to – powiadam – nadgryzione, daj pan spokój! To pańska śmieszna fantazja”.

Śmieszna fantazja, drodzy państwo, była u Zoszczenki. Ale wynikała z obserwacji realiów. U nas, jak widać, proletariat euro-salonowy i element chłopski nadal u władzy. A jak dama chce ciastko, to po łapach dostanie. No i może dostać od ministra białego proszku. Przez śluzówkę. Cukier puder mam oczywiście na myśli. 
 

Źródło: niezalezna.pl

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polityka