W zaplanowanych na 10 stycznia wyborach na przewodniczącego Polski 2050 zmierzy się sześcioro kandydatów: obok Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz i Pauliny Hennig-Kloski o fotel lidera ubiegają się posłowie Ryszard Petru, Joanna Mucha, Rafał Kasprzyk oraz Bartosz Romowicz. Według kuluarowych ustaleń, wewnątrz partii miał zawiązać się tzw. kwartet, tj. nieformalny sojusz taktyczny części kandydatów oraz europosła Michała Koboski, mający na celu zablokowanie zwycięstwa Pełczyńskiej-Nałęcz.
Sobotnie wybory kończą erę przywództwa założyciela partii Szymona Hołowni, który we wrześniu zrezygnował z ubiegania się o reelekcję (później bezskutecznie ubiegał się o funkcję Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców).
Pełczyńska-Nałęcz odniosła się do doniesień o zawiązanym przeciwko niej sojuszu. Stwierdziła, że rywalizacja wewnątrz ugrupowania "ma charakter merytoryczny, a nie personalny czy spiskowy".
I rzeczywiście, jakieś tam mityczne sojusze wewnątrz nie są prawdą. Każdy z nas startuje, każdy z nas przedstawia wizję programową i wizję rozwoju Polski 2050. To są prawdziwie demokratyczne wybory
– oznajmiła. Również Paulina Hennig-Kloska określiła te informacje mianem „mitu stworzonego na potrzeby polaryzacji”.