Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polityka

Kiepska passa ministra niesprawiedliwości. Wildstein w "Gazecie Polskiej": Koniec dresiarza Żurka

Umorzenie sprawy Ewy Wrzosek jest dokładnie taką samą ostentacją co casus Sławomira Nowaka. Jest podeptaniem elementarnych standardów, bezprawiem, które mogło zostać „załatwione” przez Żurka w sposób dużo mniej bezczelny. Jednak nasz „silny razem”, piastujący stanowisko ministra sprawiedliwości, musiał się na ten ruch zdecydować, ponieważ od porażki w sprawie Romanowskiego walczy on o swoje polityczne życie - pisze Dawid Wildstein w najnowszym numerze tygodnika "Gazeta Polska".

Reakcja Żurka na niekorzystny dla niego wyrok sądu w sprawie Romanowskiego w pełni pokazuje to, czym jest tak naprawdę „praworządność” uśmiechniętej władzy. Sędzia, który jeszcze przed chwilą był właściwy, teraz okazuje się pisiorem. Szuka się na niego haków, organizowana jest kampania nienawiści, której staje się celem. Straszy się go konsekwencjami prawnymi, wprost mówi o konieczności odsunięcia go od sprawy i znalezienia innego sędziego (zapewne – stosując nomenklaturę Żurka – odpowiednio „zaufanego”). Podsumowując, używane są metody rodem ze wschodnich oligarchii. 

Walka o życie 

Prawda jest jednak taka, że Żurek nie ma innego wyjścia. Minister sprawiedliwości został przyparty do muru i walczy obecnie o swoje polityczne życie. 

Musi pokazać Tuskowi, że jest wciąż dla uśmiechniętego premiera użyteczny – i możemy być pewni, że nie cofnie się przed niczym. Żeby właściwie zrozumieć sytuację, w której znalazł się Żurek, trzeba przypomnieć o fundamentalnej różnicy między nim a Bodnarem, w której tkwi powód, dla którego Tusk desygnował go na ministra sprawiedliwości. Bodnar miał bardzo konkretny cel – doprowadzić do systemowej rewolucji w Polsce, stworzyć nowy rodzaj państwa, a raczej quasi-państwa, absolutnie uzależnionego od Brukseli, którego system prawny de facto zostałby wchłonięty przez ten unijny. Jednak aby ten plan się powiódł, konieczne było spełnienie jednego warunku – Tusk musiał mieć swojego prezydenta. Gdy to się nie wydarzyło, gdy nie udało się też – mimo chęci i prób Giertycha, Bodnara oraz samego premiera – skręcić wyniku wyborów prezydenckich, zmieniła się też radykalnie sama filozofia rządzenia Tuska. Żurek nie ma już za zadanie systemowej zmiany państwa i zrobienia z Polski europejskiego landu. Ma za to wprowadzać maksymalny chaos, destrukcję, aby następnie, na zgliszczach polskiego prawa i konstytucji, za pomocą brutalności i bezwzględności pokazywać siłę swoją i ekipy, która za nim stoi. Ta agresja ma jeszcze jeden cel i są nim środowiska powiązane z Platformą. Pamiętajmy bowiem, że po przegranych przez to ugrupowanie wyborach pojawiły się głosy krytyczne wobec Tuska, podważające jego pozycję. By przetrwać, uśmiechnięty premier musiał, określając to ostro, wziąć „swoich za mordy”. Udało mu się to także dzięki Żurkowi, bohaterowi Silnych Razem, którego cechuje typowa dla tej grupy brutalność połączona z prymitywizmem i chamstwem. Właściwie każde kolejne działania Żurka, od momentu objęcia przez niego urzędu, potwierdzają powyższą tezę. Bezczelne, ostentacyjne skręcenie sprawy Sławomira Nowaka, wzięcie sobie Ewy Wrzosek na najbliższą współpracowniczkę, proponowanie Nawrockiemu bójki czy słowa o „zamykaniu posłów opozycji w bagażnikach samochodów”. Wymieniać można dalej: całą hucpę z Ziobrą, uchylanie wyroków mordercom dzieci i pedofilom, zapraszanie „na kawkę” do Ministerstwa Sprawiedliwości skompromitowanych prowokatorów takich jak Kramek czy Szczurek…

Powtórka Nowaka 

Żurek ma być więc rodzajem politycznego dresiarza – tępego i agresywnego, ale budzącego strach. Żeby jednak utrzymać taką pozycję, Żurek musi mieć swoich, jak to ładnie określił w poprzednim numerze „Gazety Polskiej” Grzegorz Broński, „pomagierów w togach”. To oni zapewniają mu siłę – ale tacy ludzie będą mu wierni, póki będą mieli świadomość, że Żurek jest w stanie ich ochronić. I właśnie w tym kontekście powinniśmy patrzeć na ostatni ruch Prokuratury Krajowej w sprawie Ewy Wrzosek, wspólniczki Waldemara Żurka oraz Romana Giertycha, a przy okazji także bohaterki środowisk Silnych Razem. Publiczne stwierdzenie, że jedna z najważniejszych osób w uśmiechniętym wymiarze sprawiedliwości może i popełniła czyny zabronione, ale nie spotka jej za to żadna kara, że postępowanie w tej sprawie zostało umorzone z powodu „znikomej szkodliwości społecznej czynu”, jest dokładnie taką samą ostentacją co casus Sławomira Nowaka. Jest podeptaniem elementarnych standardów, bezprawiem, które mogło zostać „załatwione” przez Żurka w sposób dużo mniej bezczelny. Tylko że nasz „silny razem”, piastujący funkcję ministra sprawiedliwości, musiał pokazać swoją siłę. To, że nadal kontroluje podległe mu instytucje, że może je zmusić do takiej kompromitacji, że podlegli mu funkcjonariusze są tak zdeprawowani (czy to z powodu wręcz quasi-mafijnej lojalności, czy strachu), że może ich użyć nawet do takiej hucpy. To też sygnał, konieczny w obliczu ostatnich kompromitacji Żurka, tej z Romanowskim na czele, że doktryna Neumanna, absolutny fundament trwania obecnej władzy, nadal obowiązuje. Że nieważne, co kto ma za uszami, nieważne, jak wizerunkowo będzie to niekorzystne, system władzy chroni swoich ludzi i sojuszników. W tym kontekście umorzenie sprawy Wrzosek jest czymś, na co Żurek musiał się zdecydować, jest koniecznym ruchem w walce o zachowanie swojej pozycji. Po pierwsze dlatego, że w ten sposób pokazuje Tuskowi, że jest w stanie wciąż wykonywać swoją misję, że umie jeszcze sterroryzować swoje własne środowisko. Ale jest jeszcze jeden, równie ważny powód. 

Wrzosek nowym ministrem?

Umarzając postępowanie w sprawie Ewy Wrzosek, minister sprawiedliwości uspokaja własne zaplecze polityczne, które daje mu siłę, czyli wspomnianych już Silnych Razem i tym podobne hejterskie quasi-bojówki uśmiechniętej władzy. Żurek usiłuje im pokazać, że jest wciąż silny, brutalny, że ma władzę, że ma za nic prawo. Te bowiem „wartości" są dla wspomnianych Silnych Razem najważniejsze i nasz minister dobrze wie, że jeśli pokaże słabość, ci ludzie się od niego odwrócą.

Pytanie teraz brzmi, czy hucpa z Wrzosek wystarczy, by Żurek przetrwał? Umorzenie sprawy swojej wspólniczce jest jednorazowym gestem, wątpliwe więc, żeby tylko za jego pomocą minister sprawiedliwości zdołał wyciągnąć się z kłopotów politycznych, w jakie wpadł. Zwłaszcza patrząc na szereg jego ostatnich kompromitacji. Mamy przecież nie tylko casus uchylonego nakazu aresztowania Romanowskiego. Kilka dni temu krakowski sąd wprost stwierdził, że prokuratorzy od Żurka są nielegalni, mamy też aferę z wynajęciem prywatnej firmy do zarządzania Funduszem Sprawiedliwości. O słabej pozycji Żurka świadczy też to, w jaki sposób przedstawiany jest w uśmiechniętych mediach. Dochodzi nawet do sytuacji, w której tak wierni obecnej władzy cyngle medialne jak Dominika Długosz potrafią z niego publicznie kpić, wskazując na jego nieudolność.

Możemy być więc pewni, że nasz „silny razem” Żurek będzie musiał się wykazać. Zapewne zrobi to w typowy dla siebie sposób, czyli za pomocą prymitywnej i agresywnej retoryki oraz uderzając swoimi cynglami z prokuratury w polityków opozycji. Będzie więc jeszcze ostrzej i jeszcze głupiej.

Dowcip polega na tym, że wiele wskazuje na to, iż przetrwanie Żurka może być efektem tego, że nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie chciał zająć jego miejsca, świadomy, iż realne ryzyko więzienia jest zbyt duże z powodu bezprawia, jakiego od kolejnego ministra sprawiedliwości będzie oczekiwał Tusk. Chociaż z drugiej strony pamiętajmy, że możliwości uśmiechniętej władzy są nieograniczone. Kto wie, czy za jakiś czas nie obudzimy się z nowym ministrem sprawiedliwości, którym będzie Roman Giertych... lub Ewa Wrzosek.

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane