Kilka miesięcy temu głośna była sprawa prowadzonego przez posła Marcina Józefaciuka (wtedy KO, dziś niezrzeszony) Parlamentarnego Zespołu ds. Ochrony Dzieci w Procesie Rozstania Rodziców z 4 sierpnia ub. r., w którym - jak się okazało - wzięła udział osoba skazana za przestępstwa seksualne wobec własnego dziecka. Józefaciuk przeprosił za sytuację, do jakiej doszło podczas posiedzenia zespołu, stwierdził, że został wprowadzony w błąd.
Dziś wrócił do tej sytuacji z mównicy sejmowej, nawiązując do... afery pedofilskiej w Kłodzku.
- Pół roku temu zostałem publicznie osądzony za rzekome świadome zaproszenie na zespół parlamentarny osoby skazanej. Zanim ktokolwiek chciał ze mną rozmawiać, zapadły wyroki medialne, polityczne i klubowe. Zostałem napiętnowany szybciej, niż sprawdzono fakty, a wsparcie dostałem wtedy z najmniej oczekiwanej strony. Później zostałem oczyszczony z zarzutów, ale o tym już była cisza, żadnego „przepraszam” - zaczął Józefaciuk.
Po czym nawiązał do... afery pedofilskiej w Kłodzku, w którą zamieszana jest Kamila L. - skazana na 6 lat więzienia prominentna działaczka Koalicji Obywatelskiej.
Dziś mamy sprawę znacznie poważniejszą, dotyczącą współpracy prominentnych polityków z osobami skazanymi za czyny, które wołają o potępienie. I co? I nagle od początku słyszymy ciszę. Ci sami politycy, którzy chętnie mnie oceniali, uciekają od odpowiedzialności. Dlatego pytam: gdzie jest wasza odwaga? Czy standardy w życiu publicznym mają obowiązywać wszystkich, czy tylko wybranych? Czy oburzenie pojawia się wtedy, gdy wygodniej jest uderzyć w jednego posła, a znika wtedy, gdy sprawa dotyka czołowych środowisk politycznych? Składam wniosek formalny o sprawdzenie kworum i zakończenie politycznej obłudy w tej izbie.
– powiedział.