Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polityka

Jeden z największych szkodników III RP. Afery, teorie spiskowe i niszczenie państwa

Politycy obozu władzy uwielbiają powtarzać formułki, takie jak „wszyscy obywatele są równi wobec prawa” albo „młyny sprawiedliwości mielą powoli”. Z pewnością jeden przypadek odstaje od normy – to Roman Giertych, który nie ponosi konsekwencji swoich działań ani zawodowo, ani jako polityk. Uniknął też oceny karnej przed sądem w aferze Polnordu tylko dlatego, że obecny rząd bezprawnie przejął prokuraturę i umorzono w przedziwnych okolicznościach jego wątek. Dlaczego poseł Koalicji Obywatelskiej, a jednocześnie mecenas Donalda Tuska i najważniejszych polityków partii rządzącej pozostaje bezkarny?

Prześledźmy szczegółowo, jakie afery, zachowania i wypowiedzi – w tym prorosyjskie, homofobiczne i antyunijne – obciążały Romana Giertycha, a mimo to pozostaje on bezkarny i może liczyć na parasol ochronny ze strony organów ścigania, środowiska adwokackiego i swojego ugrupowania.

Koronnym przykładem jest afera Polnordu, która powinna znaleźć swój finał w procesie sądowym, ale wątek Giertycha umorzono w styczniu 2025 roku.

Śledztwo na temat wyprowadzenia 72 mln złotych ze spółki deweloperskiej Ryszarda Krauzego objęło łącznie 12 osób, które usłyszały zarzuty – wśród podejrzanych znaleźli się nasz tytułowy bohater i jego ochroniarz Sebastian J. ps. Foka.

Cuda wokół Polnordu

Przejęta przez ministra Adama Bodnara prokuratura chciała postawić mu zarzuty jeszcze kilka tygodni przed zwrotem akcji. Wyznaczała kolejne terminy przesłuchań mecenasa w roli podejrzanego – co ciekawe, Giertych do stycznia 2025 roku ponad 20 razy nie stawiał się na wezwania. Zwykły obywatel usłyszałby zarzuty utrudniania śledztwa, ale nie Giertych. CBA w jego nieruchomości w Józefowie go nie zatrzymało, bo były lider LPR zemdlał i trafił do szpitala. Prokuratura podejrzewała, że zrobił to umyślnie. Sąd nie zezwalał na jego tymczasowe aresztowanie, ale podejrzany nie mógł opuszczać kraju, otrzymał dozór policyjny i miał wpłacić kaucję w wysokości 5 mln złotych, czego – według Leszka Kraskowskiego – nie zrobił. I znowu pozostawał bezkarny, ponieważ wyjechał do Włoch, gdzie czekał na efekty śledztwa w swojej willi w miejscowości Velletri. Część dziennikarzy spekulowała, że z obawy przed mackami polskich śledczych pomaga mu wysoko postawiony stryj w Watykanie – teolog Domu Papieskiego, dominikanin o. Wojciech Giertych. Nawet po wyborach parlamentarnych nie zatrzymano Romana Giertycha, gdy ten powrócił z Włoch do Polski na inauguracyjne posiedzenie Sejmu w październiku 2023 roku po immunitet. Był to ostatni dzwonek, by skutecznie postawić zarzuty prokuratorskie przyszłemu posłowi na Sejm.

Mecenas nie odpowie już nigdy za operacje finansowe związane z notowanym na giełdzie Polnordem, bowiem jego sprawa przedawniła się 31 stycznia 2026 roku. Nawet po ewentualnej zmianie władzy nie będzie możliwe wznowienie śledztwa w jego wątku. Śledztwo zostało przedłużone do czerwca tego roku, postawione zarzuty obejmują najwierniejszych z wiernych dla byłego lidera LPR z lat 90. – z tej partii i Młodzieży Wszechpolskiej. Warto zaznaczyć, że Giertych w 2013 roku został prezesem think tanku, Instytutu Myśli Państwowej. Zasiadali w nim m.in. Kazimierz Marcinkiewicz i Michał Kamiński. – Skąd miał pieniądze? Prosto z Polnordu. Ryszard Krauze finansował to towarzystwo – wskazuje w rozmowie Leszek Kraskowski, dziennikarz śledczy i naczelny „giertycholog” w kraju.

W przeszłości Giertych mógł – i powinien – wpaść w tarapaty za sprawą nagrań ujawnionych przez „Wprost” i Piotra Nisztora. Wynikało z nich, że mecenas planował szantażować jednego z najbogatszych Polaków, Jana Kulczyka. „Roman Giertych, adwokat ludzi władzy, chciał tworzyć grupę, która będzie wymuszała pieniądze od najbogatszych Polaków: Kulczyka, Solorza, Czarneckiego, Sołowowa” – pisał w 2014 roku tygodnik, gdy cała Polska żyła aferą podsłuchową. Chodziło o spotkanie z 2011 roku, kiedy Giertych miał nakłaniać Nisztora do odsprzedania mu praw do książki o biznesmenie za 400 tys. złotych – po to, aby szantażować oligarchę. Według „Wprost” rozmowę zaaranżował Jan Piński, wówczas redaktor „Uważam Rze” po czystkach, sprzymierzeniec obecnego posła. W odpowiedzi na tekst i medialne zarzuty Giertych nazwał Nisztora „gangsterem”, ale nie pozwał redaktora za ujawnienie nagrania. Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła za to sprawę z doniesienia dziennikarza ze względu na niską szkodliwość czynu mecenasa. Środowisko adwokackie nie wyciągnęło żadnych konsekwencji wobec swojego przedstawiciela i nikt do dzisiaj nie zakwestionował autentyczności nagrań, w których padła propozycja Romana Giertycha. Piński w Superstacji potwierdził, że doszło do rozmowy.

„Siedziało trzech dorosłych facetów i ponieważ wówczas przygotowywałem tygodnik, zapytałem Romana Giertycha, czy nie może mi jakoś pomóc w wypromowaniu. Jedną z rzeczy, które zaproponował, było to, żebym opublikował listę stu najbardziej wpływowych heteroseksualnych polityków. Powiedział, że zrobi to furorę, no bo wszyscy będą się zastanawiać, kogo brakuje”

– wsypał swojego ulubionego polityka. 

Adwokatura ślepa i głucha na wybryki Giertycha

Zresztą adwokatura mimo wszczęcia wielu postępowań dyscyplinarnych niemal za każdym razem umarzała sprawy związane z Giertychem, przymykając oko na jego skandaliczne wypowiedzi. W 2016 roku w TVN24 były wicepremier otwarcie krytykował prokuratorów za prowadzone ekshumacje smoleńskie. Groził też śledczym odpowiedzialnością karną, jeśli Donald Tusk usłyszy zarzuty za katastrofę z 10 kwietnia 2010 roku. „Taki prokurator sam za parę lat zostanie skazany” – zapowiadał. Najpierw doszło do umorzenia ze strony rzecznika dyscyplinarnego adwokatury, później sprawę zamknęła Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego, oddalając kasację prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry. W trakcie burzliwego posiedzenia Izby Dyscyplinarnej SN Giertych krzyczał, że nie uznaje jej za sąd w rozumieniu polskiego prawa, ale za „organ PiS”. Wygrażał, że sędziowie poniosą konsekwencje za to, że w ogóle śmią przywdziewać togi i orzekać. 

Inny jaskrawy przykład złamania standardów palestry: w 2020 roku wszczęto dochodzenie dyscyplinarne w zakresie możliwego ujawnienia tajemnicy adwokackiej. Chodziło o historię maseczek zakupionych w pandemii koronawirusa od instruktora narciarstwa Łukasza G., które nie spełniały norm. Przedsiębiorca zwrócił się o pomoc do kancelarii Giertycha. Nieoczekiwanie po zawarciu umowy na kwotę 20 tys. złotych netto już dzień później G. zrezygnował z usług mecenasa. Miał pretensje, że to, co przekazał mu w ramach tajemnicy adwokackiej, wyczytał chwilę później w artykule Wojciecha Czuchnowskiego na łamach „Gazety Wyborczej” pt. „»Wyborcza« ujawnia: 5 mln zł za bezużyteczne maseczki dla znajomego ministra Szumowskiego z nart”. „Jako pana klient stałem się marionetką w rozgrywce politycznej” – zarzucał przedsiębiorca. Tak zwana afera maseczkowa, która miała być jednym wielkim aktem oskarżenia wobec resortu zdrowia i Łukasza Szumowskiego, została ostatecznie umorzona w 2025 roku. Postępowanie dyscyplinarne Giertychowi w zakresie ujawnienia tajemnicy adwokackiej oczywiście umorzono.

O dziwo w jednym postępowaniu zapadło orzeczenie pierwszej instancji Sądu Dyscyplinarnego Izby Adwokackiej wobec mecenasa, ale sprawa uległa przedawnieniu. Jeszcze w ubiegłym roku toczyły się dwa postępowania dyscyplinarne – Rzecznik Dyscypliny Adwokackiej w Warszawie bada aktywność mecenasa w sprawie youtuberów – Kamila Labuddy „Buddy” i „Grażynki”, Aleksandry Krchy, zatrzymanych przez służby w październiku 2024 roku. W wyniku konkursów z loteriami, od których „Budda” odprowadzał 5 proc. zamiast 23 proc. podatku, skarb państwa miał stracić około 60 mln złotych. Giertych natychmiast zainteresował się aferą i zaczął naciskać na prawniczkę „Grażynki”, by przekazała mu prowadzenie obrony. Wirtualna Polska opisywała, że poseł KO przybył nawet do szczecińskiej prokuratury, podając się za pełnomocnika podejrzanej, ale odmówiono mu udziału w przesłuchaniu. Wściekły Giertych kontaktował się telefonicznie z trójką adwokatów youtuberki, żądając, by dopuszczono go do reprezentowania Krchy, bo inaczej wszyscy stracą prowadzenie sprawy. Mało tego – na skrzynkę mailową kancelarii Giertycha wysłano wiadomość od „matki” „Grażynki”, w której wypowiedziała pełnomocnictwo jednemu z adwokatów, co ułatwiłoby drogę posłowi KO do przejęcia sprawy. Sęk w tym, że kobieta nie potrafiła korzystać z komputera, a dokument w załączniku miał skasowane dane wskazujące na autora wiadomości.

Okręgowa Rada Adwokacka zbada również najnowszą skargę od radcy prawnej Beaty Komarnickiej-Nowak, wedle której Giertych naruszył standardy, nazywając publicznie w jednym z wywiadów pozew frankowiczów „niechlujnym”. Sam mecenas współpracował z Getin Noble Bankiem i jednym z najbogatszych Polaków, Leszkiem Czarneckim. Celem układu było torpedowanie postępowań sądowych z roszczeniami wobec kredytów frankowych.

Trzeba przyznać, że Giertych był w tym skuteczny i pomysłowy, bo jeden z procesów trwa od 12 lat. Sam Czarnecki na taśmach nagranych przez kelnerów ponad dekadę temu dziwił się w rozmowie ze współpracownikami z zarządu banku, że takie numery przechodzą w „normalnym” kraju. Żeby uprzykrzyć życie frankowiczom domagającym się zadośćuczynienia Giertych posłużył się wzmiankowanym Sebastianem J. ps. Foka. Zadaniem współpracownika mecenasa było zasypywanie sądu wnioskami z licznymi błędami formalnymi, z żądaniem wyłączenia sędziów i ciągłe zażalenia na podejmowane decyzje przez wymiar sprawiedliwości. Na współpracy z Czarneckim kancelaria Giertycha zarobiła około 8,7 mln złotych. Aż trudno uwierzyć w przypadek, gdy na kilka postępowań dyscyplinarnych tylko jedno zakończyło się ukaraniem w pierwszej instancji, a i tak zostało umorzone z powodu przedawnienia. Giertych zawodowo wciąż jest bezkarny. 

– W samorządzie adwokackim to niestety bardzo częsty przypadek, że nie ponosi się konsekwencji. Przy czym najczęściej mecenasi chorują, gdy trzeba się stawić, i postępowania dyscyplinarne kończą się przedawnieniem. To stary myk. W przypadku nagromadzenia aż tylu wątpliwości wokół Giertycha jest to coś absolutnie niebywałego. Sprawa frankowiczów nie wybuchła kilka tygodni temu, tylko opisała ją „Rzeczpospolita” jesienią 2018 roku, gdy podawała, jak Sebastian J. działa jako V kolumna dla środowiska kredytobiorców. Adwokatura nie zrobiła od tamtej pory z tym nic. I trudno się dziwić, skoro nawet mecenas podróżujący z Sebastianem Majtczakiem w tragicznym rajdzie BMW na autostradzie A1 nie został ukarany. Zgłaszali się do mnie w ostatnich miesiącach byli klienci Giertycha, którzy opowiadali, że udzielał on informacji przeciwnikom procesowym. Niestety, było to słowo przeciw słowu, nie znalazłem na to dowodów

– opowiada "Gazecie Polskiej" Leszek Kraskowski.

Polityczny troll i następca Niesiołowskiego 

Roman Giertych uwielbia wywoływać skandale, wygadywać bzdury i wprowadzać zamęt do polityki. Robi to wszystko z kamienną miną, a potem z niczego się nie tłumaczy. Tak było, gdy oskarżał środowisko radykalnych kamratów o fałszowanie głosów w ubiegłorocznych wyborach prezydenckich.

Było to niezwykle groźne dla państwa polskiego, bo Giertych podważał demokratyczny wybór Polaków, a ponadto wywołał kryzys wokół Sądu Najwyższego, który jego fani obsypali protestami wyborczymi. Poseł KO codziennie oskarża polityków opozycji i Karola Nawrockiego o kontakty z Rosją. Oczernianie przychodzi mu łatwo, jednak sam jeszcze w latach 90. apelował o zbliżenie z Moskwą. „Obok spraw gospodarczych najistotniejsza jest kwestia kierunku prowadzenia polityki zagranicznej. Te kierunki moim zdaniem powinny być dwa: ścisły sojusz z Rosją i współorganizowanie europejskiej koalicji państw zmierzającej do przeciwstawienia się dominacji niemieckiej” – pisał w swojej książce „Kontrrewolucja młodych”. „(…) wydaje mi się oczywiste, że łatwiej uda się odzyskać suwerenność ruchowi politycznemu, który będzie reprezentował opcję polityki zagranicznej prowadzonej w oparciu o partnerski sojusz z Rosją” – dodawał, apelując, by Polska „nie pchała się na Zachód” i „nie stawiała granicy” na Bugu między Europą Wschodnią i Zachodnią. Dzisiejszy Giertych nazwałby tamtego „ruskim agentem”. 

Jego prorosyjskie poglądy w zasadzie nie zmieniały się z biegiem lat. Oto gdy podpalono budkę pod rosyjską ambasadą podczas Marszu Niepodległości w 2013 roku, Giertych w wywiadzie dla „Polski The Times” wyrażał… ubolewanie. „Zawsze konsekwencją takiej narracji jest sytuacja, w której młode prymitywy odbierają te hasła, ten przekaz w sensie dosłownym, nie rozumiejąc, że jest to cyniczna gra polityczna” – stwierdził, oskarżając opozycję z PiS o szerzenie rusofobii. W 2014 roku w programie „Tomasz Lis na żywo” bronił idei rosyjsko-niemieckiego gazociągu Nord Stream 2, omijającego Polskę na dnie Bałtyku, dokładnie tak samo jak Radosław Sikorski. „Paradoksem sytuacji, jeżeli chodzi akurat o Nord Stream, jest to, że Polska może dywersyfikować dostawy gazy również dzięki temu, że mamy tę rurę. Naszą obroną przed zamknięciem gazu rosyjskiego jest możliwość kupowania gazu od Niemiec. Wojna o to, żeby po Bałtyku nie szła rura, była absurdalna od samego początku” – oceniał. „Gdyby ona szła po naszych wodach terytorialnych, to Polska mogłaby się na nią zgodzić lub nie zgodzić. Jeżeli szła po wodach międzynarodowych, to nic do zgody na ten temat nie mogliśmy wyrazić” – komentował. Giertych był wreszcie orędownikiem wizyty patriarchy Moskwy i całej Rusi Cyryla I w Polsce w sierpniu 2012 roku. Wieloletni agent KGB podpisał wspólnie z przewodniczącym Komisji Episkopatu Polski abp. Józefem Michalikiem przesłanie do narodów polskiego i rosyjskiego, utrzymanego w duchu resetu. Giertych zaś snuł wizję podziału wewnątrz polskiego Kościoła, który przestanie popierać PiS i w ten sposób wizyta Cyryla przyczyni się do upadku partii Jarosława Kaczyńskiego. 

Po wybuchu wojny w 2022 roku adwokat przekonywał, że polski rząd otrzymał ofertę rozbioru Ukrainy od Władimira Putina – co suflowała na początku inwazji kremlowska propaganda. Giertych krytykował w swoim, czyli prorosyjskim, stylu wizytę Jarosława Kaczyńskiego i Mateusza Morawieckiego w Kijowie w marcu 2022 roku, oskarżając ówczesnego premiera i lidera PiS o osłabianie NATO. Kiedy spadła rakieta na Przewodów, a w tragedii zginęło dwóch polskich obywateli, adwokat kpił w sieci, że to prowokacja PiS, mająca na celu zastraszyć społeczeństwo po to, by prawicy udało się wygrać wybory. 

Mecenas niedawno powrócił na stanowisko wiceszefa klubu parlamentarnego KO. To o tyle zabawne, że stracił tę funkcję latem 2024 roku, gdy przebywał w Sejmie, ale ostentacyjnie nie głosował w sprawie liberalizacji przepisów dotyczących aborcji. Giertych tym samym zlekceważył jeden z najważniejszych 100 konkretów z kampanii KO, ale i tak pozostaje nierozliczony. Może robić, co chce, mimo obowiązującej dyscypliny partyjnej w głosowaniach. Uszło mu płazem nawet to, że na jednej z konferencji prasowych, jako minister edukacji w 2007 roku, rzucił, iż „homoseksualiści są jak faszyści i komuniści”, dlatego należy zakazać propagowania LGBT w szkołach. W 2004 roku on i cała LPR byli przeciwnikami wejścia Polski do Unii Europejskiej. Tak, to był ten sam Giertych, który dziś jest prominentnym politykiem „otwartej”, „tolerancyjnej” i „prounijnej” KO.

Tak mści się Giertych

Przy całej bezkarności poseł mści się na swoich oponentach. Nie tylko na politykach, których chce „dojechać” w ramach rozliczeń, przypominających coraz częściej gonitwę bez efektów. Giertych nie składa pozwów do sądów cywilnych, ale ściga oponentów z art. 212 Kodeksu karnego, czyli z prywatnego aktu oskarżenia. Najświeższym przykładem jest legenda opozycji antykomunistycznej Adam Borowski, skazany na pół roku więzienia tylko za to, że nie chciał przeprosić mecenasa za wyrażoną opinię o aferze Polnordu w Republice. Za Borowskim w liście otwartym wstawili się ludzie o kompletnie innych poglądach, jak Władysław Frasyniuk. Nie każdy ma tyle szczęścia co Samuel Pereira, któremu udało się wygrać sprawę z Giertychem – od redaktora poseł KO żądał 200 tys. złotych i roku więzienia. Takich przykładów jest więcej. W reakcji na film o kulisach wyprowadzania milionów z Polnordu adwokat złożył przeciwko Leszkowi Kraskowskiemu prywatny akt oskarżenia, domagając się roku pozbawienia wolności oraz 200 tys. złotych zadośćuczynienia. Giertych groził wszystkim internautom, że skończą w sądzie za udostępnianie dokumentu dziennikarza. – To standardowa praktyka. Moim zdaniem wynika ona z cech charakteru tego człowieka. Bezkarność w środowisku partyjnym? To skutek dobrych układów z Radosławem Sikorskim. Krąży teoria, że zna tajemnice Donalda Tuska, skoro jest jego obrońcą, ale podchodzę do niej z rezerwą. Giertych to po prostu nowy Stefan Niesiołowski – ma prowokować, obrażać, siać zamęt, tylko nieco bardziej wysublimowanie – uważa Kraskowski. Taki jest cel jednego z najbardziej szkodliwych polityków w historii III RP. 

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej