Prezes PiS Jarosław Kaczyński odnosząc się do uchylenia aresztu wobec Anny Wójcik, byłej dyrektor Biura Prezesa Rady Ministrów z czasów Mateusza Morawieckiego, powiedział, że "można się z tego ucieszyć". To jest przyznanie się do błędu, ale zbyt późne - ocenił.
O kwestię uchylenia aresztu wobec Wójcik szef PiS został zapytany przez dziennikarzy po wyjściu z praskiej prokuratury, gdzie składał zeznania jako świadek w sprawie śmierci Barbary Skrzypek.
"Można się z tego ucieszyć, chociaż są tam te wszystkie ograniczenia typu 400 tys. zł poręczenia, nie wiem skąd pani Wójcik te pieniądze weźmie" - powiedział Kaczyński. Jak się okazało, wpłatę kaucji zadeklarowała prezes Fundacji Niezależne Media Joanna Jenerowicz.
Jak jednak podkreślił decyzja prokuratury, to "jest przyznanie się do błędu, ale przyznanie się do błędu zbyt późne i sprawa była zbyt drastyczna, i z tym dzieckiem, i tym zakuwaniem w kajdany, które można stosować wobec niebezpiecznych fizycznie bandytów, czyli takich ludzi, którzy są w stanie skutecznie zaatakować policjantów".
"Te metody, (...) były po prostu niczym innym niż nieludzkim traktowaniem, a w gruncie rzeczy torturami i ludzie, którzy to zrobili powinni za to odpowiadać. A za wszystko to generalnie odpowiada Donald Tusk" - powiedział prezes PiS.
Do uchylenia aresztu wobec Anny W. odnosili się w czwartek także inni politycy PiS. Poseł Michał Wójcik zaznaczył, że to dobra decyzja. "Jestem przekonany, że pani dyrektor obroni swoje racje przed niezależnym sądem i będzie niewinna, ale tu chodziło o dobro dziecka" - powiedział Wójcik na konferencji prasowej.
Na tej samej konferencji posłanka Anna Milczanowska zaznaczyła, że "wiedzą o tym rodzice, wiedzą terapeuci, wiedzą wychowawcy, co to znaczy praca i opieka nad dzieckiem, osobą z niepełnosprawnością". "Sprawa pani Anny jest wielkim, zmanipulowanym kłamstwem, pani Anna nigdy nie powinna znaleźć się w więzieniu" - dodała.