2 czerwca Państwowa Komisja Wyborcza potwierdziła, że wybory prezydenckie wygrał Karol Nawrocki. Pomiędzy wygranym a kandydatem Koalicji Obywatelskiej - Rafałem Trzaskowskim było około 370 tysięcy głosów.
Ale - demokratyczny wybór Polaków - od tamtej pory - chce podważyć Roman Giertych, poseł Platformy Obywatelskiej i jemu podobni, wskazując na rzekome "fałszerstwa wyborcze". Do Sądu Najwyższego trafiały protesty wyborcze, jednak okazało się, że nawet jeżeli doszło do nielicznych pomyłek, to były one bez wpływu na wynik końcowy.
To z kolei sprawiło, że od narracji Giertycha odsuwa się coraz więcej polityków koalicji 13 grudnia. Sam marszałek Sejmu, Szymon Hołownia zapowiedział, że jeśli Sąd Najwyższy wyda decyzję o ważności wyborów - zwoła Zgromadzenie Narodowe i odbierze przysięgę od prezydenta-elekta, Karola Nawrockiego.
Bodnar też zmienił zdanie?
Okazuje się, że również Adam Bodnar, minister sprawiedliwości, patrzy już na rzekome "fałszerstwa" zupełnie inaczej.
W wywiadzie dla serwisu money.pl powiedział: Na pewno nie mamy rozpatrzonych wszystkich protestów wyborczych i nie zostało to zrobione porządnie, w pełni. Natomiast myślę, że powiedzenie, że wybory mają być nieważne, jest daleko idące.
Tym bardziej, że istnieje konstytucyjne domniemanie ważności wyborów. Mamy do czynienia z sytuacją, w której po pierwsze orzeka nie ten organ, który powinien, a po drugie nie są rozpatrzone wszystkie protesty wyborcze. Dlatego zastanawiam się, jak to ująć w ostatecznym wystąpieniu 1 lipca. Na koniec - odpowiedzialność za to, co zrobić z tym rozstrzygnięciem, będzie musiał wziąć na siebie pan marszałek Szymon Hołownia.
– mówił.
Niemniej, Bodnar został zapytany wprost o to, "czy nie ma żalu do Romana Giertycha za to, że rozpętał burzę o sfałszowanych wyborach?". W ramach odpowiedzi, padło sformułowanie o "pobudzaniu wyobraźni".
Podjęliśmy decyzję o zamówieniu ekspertyz, żeby do sprawy podejść maksymalnie profesjonalnie. Roman Giertych być może pobudził wyobraźnię wielu osób, sprawił, że na te procesy zaczęto patrzeć poważnie. Nie jestem z tych polityków, którzy by osoby należące do tego samego ugrupowania politycznego krytykowali publicznie. Doceniłbym uruchomienie pewnej wyobraźni, ale teraz ta wyobraźnia trafiła na tory proceduralne, które staram się realizować.
– stwierdził Bodnar.