Gawłowski został uznany winnym m.in. przyjęcia łapówek. Sąd orzekł mu też m.in. karę 180 tys. zł grzywny i zakazał zajmowania kierowniczych stanowisk w państwowych instytucjach i spółkach przez 10 lat. Wyrok nie jest prawomocny.
Kochan powiedziała, że dopóki nie zapadnie wyrok prawomocny, to przysługuje domniemanie niewinności. - W związku z tym będę trwać przy tym, przy czym trwałam od samego początku, że sprawa dotycząca senatora Gawłowskiego jest sprawą stricte polityczną i sprawą „odwzajemniania” zabrania dotacji na geotermię księdza Rydzyka - oceniła senatorka KO.
Dodała, że apelacja od wyroku „jest rzeczą absolutnie oczywistą”. - Jest słowo przeciwko słowu i dowodów przeciwko panu senatorowi nie ma - powiedziała. Zastrzegła, że jej stanowisko nie jest stanowiskiem Grupy Senatorów KO ani klubu parlamentarnego KO.
Na Gawłowskim, który wielokrotnie publicznie wyrażał zgodę na publikację nazwiska i wizerunku, ciążyło siedem zarzutów, w tym pięć korupcyjnych. W czwartek sąd uniewinnił go tylko od jednego z nich, tj. przyjęcia dwóch zegarków, w zamian za utrzymanie wysokich stanowisk przez osoby z b. kierownictwa IMGW. Polityk został uznany za winnego m.in. korupcji i plagiatu pracy doktorskiej.
Stanisław Gawłowski w czasie śledztwa i procesu nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Podkreślał, że przed sądem stanął „z powodów czysto politycznych”. Argumentował, że w czasach rządów Prawa i Sprawiedliwości szukano na niego „haków”. Po ogłoszeniu wyroku Gawłowski powiedział, że ma poczucie głębokiej niesprawiedliwości. - Ten wyrok nie ma nic wspólnego ze sprawiedliwością i nie ma nic wspólnego z prawem – skomentował.
Narrację Gawłowskiego i polityków KO zmiażdżył sędzia Grzegorz Kasicki, który powiedział wprost: dowody zgromadzone przez prokuraturę były mocne, a w taki sposób "spreparowana sprawa" na pewno nie wygląda.