Po pierwsze, Komisja Europejska udziela nam potężnej pożyczki na niejasnych dla polskiego obywatela warunkach – nikt z nas nie widział dokładnych harmonogramów spłat, precyzyjnych wyliczeń kosztów tego kredytu, nie wiemy też, ile instytucje unijne na nim zarabiają. Po drugie, mamy dokładnie wskazaną półkę, z której możemy kupować. Nie ma dowolności, nie ma swobody w wyborze uzbrojenia dopasowanego do naszych potrzeb i okoliczności oraz – a to bardzo ważne – do naszej strategii politycznej. I tu krótka dygresja. W interesie RP jest pozyskanie stałej obecności wojsk amerykańskich w naszym kraju. Nie rotacyjnej, a takiej, którą mają choćby Niemcy: baza, żołnierze z rodzinami, całe zaplecze militarne, a także socjalne wojska zza oceanu. Kluczowym argumentem w grze o to są zakupy broni w USA. A pożyczka SAFE nie daje na to szans, bo uzbrojenie amerykańskie (oraz koreańskie) zostało przez Brukselę wykreślone z listy możliwości. Zainteresowanie pozyskiwaniem sprzętu zza oceanu nie jest żadnym lobbingiem czy służalczością. Takim kłamliwym argumentem próbuje szantażować opozycję i Pałac Prezydencki ekipa Tuska. Zbrojenie polskie armii amerykańskim sprzętem (oczywiście przy rozwijaniu rodzimej produkcji i prac nad polskimi rozwiązaniami technicznymi) to najbardziej korzystna opcja i najbardziej racjonalna. Pod każdym względem: politycznym oraz czysto technicznym. Ale jest też trzeci powód, dla którego kredyt SAFE nigdy nie powinien być przez nas przyjęty – warunkowość, której nie zmieni żaden zapis w polskiej ustawie. Nawet gdyby Tusk dołożył do tego aktu prawnego sto stron deklaracji o braku akceptacji dla tego mechanizmu, to i tak pozostaną one jedynie powiększeniem jego objętości, a nie merytoryczną wartością. Warunkowość to bat na Polskę i Polaków, którym Bruksela chłostała nas już przy okazji KPO. Trzeba być skrajnym idiotą, by uwierzyć, iż tym razem tego nie zrobi, bo powstrzymają ją jakieś zaklęcia wpisane do polskiej ustawy. Mechanizm tzw. warunkowości sprowadza się do tego, że instytucje Unii Europejskiej mogą decydować, czy wypłata rat pożyczki SAFE będzie realizowana. Mogą zmieniać dowolnie harmonogram, mogą żądać od nas działań w każdym dowolnym zakresie i wydzielać i tak już przypisany nam dług wedle własnego widzimisię. Karać Polaków za niepodobający się Komisji Europejskiej wynik wyborów, narzucać rozwiązania, których sobie nie życzymy. Generalnie ingerować w najbardziej bezczelny i bezwzględny sposób w nasze wewnętrzne sprawy.
Najbliższe tygodnie upłyną pod znakiem szantażowania prezydenta Nawrockiego, by dał zielone światło na ten pożyczkowo-kagańcowy program, który tak naprawdę nie powinien nazywać się SAFE, a DANGEROUS. Kancelaria Prezydenta, a także opozycja i niezależne media będą w propagandzie obozu Tuska portretowani jako sojusznicy Putina, blokujący rozwój Wojska Polskiego i wystawiający nasz kraj na niebezpieczeństwo. Trzeba to spokojnie wytrzymać i dać racjonalny odpór tej antypolskiej manipulacji. To prawda, że Polska potrzebuje wielkiej akcji zbrojeń, na którą trzeba przeznaczyć setki miliardów złotych. Ale dokona się to skutecznie tylko wówczas, gdy będziemy sami decydować o warunkach pożyczek i zakupów. Gdy nie będziemy poddawani szantażowi Bóg jeden wie, przez kogo opłacanych i sterowanych unijnych polityków, gdy miliardy nie będą pakowane w wątpliwe biznesy zarządzane przez polityków koalicji 13 grudnia, gdy będziemy od początku do końca kontrolować cały proces i synchronizować go z naszą polityką zagraniczną. To nie jest tak, że Polska nie ma skąd pożyczać pieniędzy na zbrojenia i bez kredytów SAFE jesteśmy niezdolni do rozwoju armii. Jako państwo cały czas dokonujemy takich pożyczkowych transakcji i nikt z rządu nie płacze, iż są dla nas szkodliwe. Ta histeria związana z SAFE, budowanie moralnego szantażu: kredyt SAFE albo bezbronność – to ściema, która ma nas podporządkować interesom unijnych największych graczy. W tej sprawie nie ma miejsca na kompromis, ona jest zero-jedynkowa – albo stawiamy na niezależność w rozbudowie polskich zdolności obronnych (dokładnie jak Niemcy), albo uzależniamy się od interesów innych. Mam głęboką nadzieję, że prezydent Nawrocki to rozumie.