Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polityka

Braun i Tusk – dwa bratanki. Ofensywa lidera Konfederacji Korony Polskiej nie jest przypadkowa

Ostatnie wydarzenia związane z Grzegorzem Braunem pokazują, że gdyby nawet postać ta nie istniała w polskiej polityce, pseudoliberalny salon III RP musiałby ją sobie wymyślić. Jest on bowiem spełnieniem ich marzeń, dowodem na prawdziwość ich tez, argumentem za ich wspaniałością, a w końcu idealną zasłoną dymną, za którą mogą ukrywać swoje przestępstwa i niszczenie państwa. Często się mówi, że Braun w polskiej polityce to głos Władimira Putina. Trudno odmówić temu stwierdzeniu racji, jednak w równej mierze przywódca Korony Polskiej jest głosem Donalda Tuska.

Właściwie można powiedzieć, że Grzegorz Braun został wymyślony przez salon III RP. Przecież zanim ten człowiek pojawił się w swojej nowej roli politycznej, już wiele lat wcześniej, na potrzeby swojej propagandy, szeroko pojęta postkomuna wymyśliła sobie tzw. polskiego prawicowca. Był to jednak przez lata konstrukt zupełnie pusty. Aż w końcu pojawił się Braun i wypełnił go swoją osobą. 

Marzenie Michnika 

Braun idealnie wpasowuje się w ten obraz prawicy, który latami w swojej propagandzie przedstawiały media takie jak „Gazeta Wyborcza” czy TVN. Ten wyimaginowany prawicowiec uosabiał wszystkie najgorsze cechy – oczywiście równie wyobrażonej – strasznej, zaściankowej polskości, która stoi na przeszkodzie lepszej części społeczeństwa do stania się „prawdziwymi Europejczykami”. Po pierwsze, był on katolikiem, ale w najbardziej zaściankowej, ksenofobicz­nej wersji. Tak naprawdę przedstawiany był jako hipokryta, który o deklarowanej przez siebie wierze niewiele wie, używa jej tylko jako usprawiedliwienia dla swojej nienawiści, przemocy, niechęci wobec tych, którzy nie podzielają jego przekonań. Trzeba przyznać Braunowi, że perfekcyjnie wszedł w ten konstrukt. Jego katolicyzm to gaszenie świec chanukowych. Poza tym? Mamy promowanie ludzi takich jak Wojciech Olszański, który mówił – przepraszam czytelników za dosadność tego cytatu, ale jest to konieczne, żeby wiedzieć, z jakimi ludźmi współpracuje „katolik” Braun – „Pismo Święte to żydowskie g…wno, na które sr…”. 

Zresztą sam przywódca Korony Polskiej potrafi wprost powiedzieć, że jego właściwie nie interesuje Stary Testament czy to, co pisał jakiś św. Paweł. Jego zadaniem bowiem jest obrona wiary przed... Żydami. Tutaj Braun wypełnia drugi, fundamentalny element narracji Michnika i TVN o polskiej prawicy – ma ona obsesję na punkcie Żydów. Wszystko jej się z nimi kojarzy. Braun z absolutną fiksacją w tej materii, która urasta do rangi paranoi, za pomocą której torpeduje skądinąd fundamentalne dla naszego bezpieczeństwa projekty, takie jak CPK (które miało być bunkrem dla Izraela), idealnie wypełnia obraz fundowany przez „GW”. 

Straszny prawicowiec (a tak naprawdę Polak) musi mieć jeszcze jedną, zdaniem michnikowszczyzny, cechę. Być niezrównoważonym furiatem. Uosabiać sobą trwający już od wieków negatywny (stworzony skądinąd przez Rosję) stereotyp Polaka awanturnika, z którym nie da się rozmawiać, który umie tylko urządzać zadymy, niezdolny do konstruktywnej debaty. Cóż, kolejne występy Brauna, które stają się wręcz jego reklamą, tylko potwierdzają tę tezę. 

Uderzyć w Nawrockiego 

Ostatnio Braun rozszerzył swoją działalność w sposób, o którym „GW” i TVN mogły tylko marzyć. Pojawił się na meczu najbardziej chyba znienawidzonego przez Tuska i jego „uśmiechniętą bandę” zespołu piłkarskiego, czyli Legii Warszawa. Najważniejsze jest jednak to, kogo ze sobą zabrał – Mateusza Piskorskiego. Po pierwsze, jest to osoba oskarżana o szpiegostwo na rzecz Rosji i Chin, wobec której toczy się zaawansowane śledztwo. Po drugie, niezależnie od tego można wymienić wiele działań tego człowieka, które w oczywisty sposób były realizowaniem agendy Putina w Polsce, w tym zachwycanie się publiczne moskiewskim dyktatorem. Po trzecie, co istotne w kontekście tego, jak Braun udaje „antykomunistę”, Piskorski to człowiek zachwycający się Sowietami, uważający każdego kwestionującego historyczną rolę ZSRS za nazistę. 

Jaki był cel tej operacji – wspólnego występu Piskorskiego i Brauna na meczu Legii – nietrudno się domyślić. Po pierwsze, chodzi o utożsamienie antykomunistycznego klubu, znanego z antytuskowych opraw z najgorszym, prorosyjskim, czerwonym, przestępczym i antypolskim agenturalnym elementem. Teraz każde wystąpienie kibiców, które nie spodoba się Donaldowi Tuskowi, będzie można skontrować zdjęciem Brauna z Piskorskim. Po drugie, chodzi tu o atak na prezydenta Karola Nawrockiego, który był na tym samym meczu. Co więcej, Nawrocki nie wstydzi się swojej stadionowej przeszłości, za co jest przez środowiska powiązane z KO regularnie atakowany. Robią to za pomocą demonizowanego, absurdalnego obrazu  kibica bandziora, brutala i troglodyty, którego reprezentuje, a wręcz uosabia właśnie Karol Nawrocki. 

Zdjęcia „kibicującego” Piskorskiego na tych samych trybunach co prezydent jest do tego typu działań propagandowych po prostu idealne. Oczywiście zaznaczmy to wyraźnie: do niedawna ani Braun, ani jego nowy sojusznik Piskorski nie wykazywali żadnego zainteresowania piłką nożną. Biorąc to pod uwagę, naprawdę można odnieść wrażenie, że tuż przed swoją woltą polityczną (pamiętajmy, że Braun radykalnie zmienił swoje poglądy) przywódca Korony Polskiej przeczytał kilka wstępniaków do „Gazety Wyborczej” pióra Adama Michnika i potraktował je jako poradniki. 

Kumpel Pińskiego i Giertycha

Jedno to spełnianie marzeń redakcji z Czerskiej o prawdziwym polskim prawicowcu, a co innego współpraca polityczna Brauna z Tuskiem, wynikająca ze zbieżności celów politycznych. Obaj grają tak naprawdę o to samo: o zniszczenie polskiej prawicy niepodległościowej i anty­komunistycznej. Dlatego Braun atakuje ją w sposób, w jaki nie może robić tego Tusk. Dowiadujemy się więc od Brauna, że jego prawicowi oponenci to agenci Ukrainy, Izraela i USA. Że CPK stworzyli po to, żeby ukrywać tam syjonistyczne rakiety. Każdy procent, który w ten sposób odbierze Braun prawdziwej opozycji, realnie walczącej z patologiami uśmiechniętej Polski, jest dla Tuska na wagę złota. W ten sposób Braun przekierowuje też debatę publiczną na tematy wygodne dla uśmiechniętej Polski, pozwalając Tuskowi pozycjonować się jako ten, który ma z nim walczyć. Tym samym odsuwa od niego niewygodne pytania o patologię obecnych rządów oraz pomaga ukryć realny stan państwa, jego dewastację. Spójrzmy na to, co Braun zrobił ostatnio w Oświęcimiu. Trudno o większe kuriozum. Kilka dni po rosyjskiej dywersji okazuje się, że najważniejszym problemem jest judaizacja Polski. To nie tylko oczywista gra na Rosję, to także ręka wyciągnięta do Tuska. Najprościej rzecz ujmując, dla uśmiechniętego premiera dużo lepszą sytuacją jest ta, kiedy awanturujemy się o Żydów, niż kiedy pokazujemy zaniechania państwa i to, jak jest ono nieprzygotowane na tego typu sytuacje, jak akty dywersji. 

Podobne przykłady można mnożyć. W każdym momencie, w którym sypie się Tuskowi narracja, gdy przez jego propagandę zaczyna przebijać rzeczywistość, pojawia się Braun. Zamiast więc rozmawiać o nieobecności Polski w Genewie, mamy awanturę o faszyzm, Żydów, Banderę czy kolejną odsłonę czegoś w stylu „happeningu z gaśnicą”. Nic więc dziwnego, że za pomocą kolejnych wypowiedzi czy też idiotycznych akcji, jak „apel o delegalizację” partii Brauna, obóz władzy pompuje tego człowieka, robi z niego swojego głównego oponenta politycznego, takich jak niedawno określił go Tusk. Jeśli zaś dodamy, że Braun jest bliskim znajomym Jana Pińskiego i samego Romana Giertycha, którzy ze sobą współpracują, trudno nie połączyć kropek. Czy naprawdę chcemy, żeby polskie środowiska patriotyczne dawały się rozgrywać takim przebierańcom?
 

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane