Na początku lipca ma zapaść wyrok w postępowaniu sądowym, które rozstrzygnie, czy Marne Le Pen może kandydować w wyborach prezydenckich we Francji. Bardella na antenie Telewizji Republika przyznał, że obecnie przygotowuje się do objęcia funkcji premiera, jeśli jednak wyrok będzie niekorzystny dla jego ugrupowania, to on wystartuje w wyścigu o stanowisko prezydenta. Jego zdaniem, we procesie wiele zarzutów ma charakter polityczny.
"W wielu wielkich krajach, w wielu wielkich demokracjach mnożą się postępowania sądowe wymierzone w tych, którzy kwestionują sposób funkcjonowania systemu, w tych, którzy podważają przejęcie władzy należnej narodowi przez elitę, która od zbyt wielu lat wyprzedaje suwerenność naszych krajów w obliczu masowej migracji i gospodarczego rozbrajania naszego narodu. W przypadku Francji - na rzecz Unii Europejskiej"
– powiedział.
Jak dodał, jego ugrupowanie jest typowane na zwycięstwo drugiej tury wyborów prezydenckich, a w sondażach cieszy się największym poparciem Francuzów. - A naszym celem jest przywrócenie im wolności, suwerenności i niezależności, kontroli nad własnymi granicami i polityką migracyjną. Chcemy, by byli dumni z samych siebie. Ze swojej tożsamości, kultury, języka i obyczajów. A szerzej - chcemy by Francja na nowo wypełniała swoją mocarstwową powinność - oznajmił.
"Unia Europejska dziś dryfuje - czy to za sprawą Zielonego Ładu, czy umów o wolnym handlu, pokroju Mercosuru, które osłabiają nasze rolnictwo, czy wreszcie paktu migracyjnego [...] W odpowiedzi na to niesiemy odmienną wizję Europy, nową europejską architekturę. Polska to wielki kraj, który potrafił przemówić w Europie własnym, odrębnym głosem. Sądzę, że Polacy mają pełne prawo być dumnym z tej wyjątkowości swojego państwa. Państwa, które potrafi obronić swoją tożsamość, wartości, suwerenność na europejskiej scenie"
– powiedział.
Odnosząc, się do słów pełnomocnika Donalda Trumpa ds. ułaskawień Edwarda Martina, które padły na antenie Republiki, o tym, że demokracja w państwach jest ograniczana, odparł, że "zbyt przywykliśmy do przekonania, że demokracja jest dana nam raz na zawsze". - Tymczasem okazuje się, że ci, którzy mienią się orędownikami tak zwanych praw człowieka i demokracji, w istocie ją osłabiają. Mamy postępowania sądowe wytaczane przeciwnikom politycznym w kilku wielkich zachodnich demokracjach i w tak wielkim kraju, jak Francja. W ostatnich latach ze strony Komisji Europejskiej widać też coraz bardziej niepokojące zakusy na wolność narodów. Często przywołuję przykład ochrony granic. Polska i Węgry od dziesięciu lat nie chciały przyjmować migrantów. Wolały bronić swojej tożsamości i swoich granic - i miały rację. W odpowiedzi Komisja Europejska odebrała im subwencję, które normalnie się tym dwóm państwom należą - ocenił.
Szansa na nową Europę?
Przyznał, że Unia Europejska nie zawsze broni interesów wszystkich narodów, a "Niemcy mogły skorzystać m.in. na powiązaniu kursu euro z dawną marką niemiecką". Ocenił jednak, że rząd Fredricha Merza "znacząco ewoluował pod względem polityki bronionej przez Urusulę von der Leyen". Jako przykład wskazał przywrócenie kontroli granicznych i wprowadzenie polityki uproszczenie norm Zielonego Ładu.
"Ta zmiana jest bardzo interesująca, ponieważ idzie w tym samym kierunku, co nasze propozycje i to, czego bronimy . Jest oczywiste, że w przyszłości wielkie kraje, Francja, Niemcy, Włochy czy Polska - mam wiele podziwu i szacunku dla prezydenta Karola Nawrockiego, który także na scenie europejskiej mówi odrębnym głosem - wraz ze wszystkimi tymi głosami patriotycznymi i suwerennościowymi zdołamy zbudować nową architekturę europejską. Wbrew temu, co mówią, nie jesteśmy przeciwko Europie - jesteśmy za inną Europą, a europejską cywilizację kochamy tak bardzo, że pragniemy dwóch europejskich konstrukcji, Europy mocarstwowej i Europy granic, w poszanowaniu każdego narodu i każdego ludu"
– oznajmił.
Bardella ocenił, że migracja jest największym zagrożeniem stojącym przed Francją i narodami europejskimi. Zapowiedział, że jeśli jego ugrupowanie stanie na czele rządu we Francji, pierwszymi działaniami będzie wyposażenie państwa w bardziej zdecydowane środki w kwestii migracji. - Chcemy na przykład zniesienia prawa ziemi, a także tego by wnioski o azyl rozpatrywane były już nie we Francji, lecz w konsulatach i ambasadach za granicą. Chcemy, by zagraniczni przestępcy byli systematycznie wydalani. To zdecydowanych środki, których domagają się Francuzi i rzecz jasna wypowiemy ten pakt migracyjny rozmieszczania migrantów napływających do Europy - powiedział. Dodał, że dla Emanuela Macrona i von der Leyen migracja to nie problem, a "projekt cywilizacyjny".
"Żyję z obawą, że jutro Francja przestanie być Francją, że Europa przestanie być Europą i że Francja i Europa staną się innym krajem, innym kontynentem. Nie godzę się na to. Pragnę, by Francja nadal trwała przy swojej tożsamości [...] by cały świat kochał Francję, podobną do Francji. Cały świat nie chce również patrzeć, jak Francja staje się innym krajem. Te wybory prezydenckie muszą być stawką cywilizacyjną dla naszego kraju"
– powiedział.