W praktyce negatywna perspektywa oznacza zwiększone ryzyko obniżenia ratingu w kolejnych latach. A to mogłoby przełożyć się na wyższe koszty obsługi długu, droższe obligacje i jeszcze większą presję na budżet państwa.
Scope Ratings w swoim raporcie wskazuje wprost: przy braku zmian w polityce gospodarczej Polska może wejść na ścieżkę szybkiego wzrostu zadłużenia. Agencja szacuje, że relacja długu publicznego do PKB wzrośnie z około 60 proc. w 2025 r. do nawet 78 proc. w 2030 r. Powodem mają być utrzymujące się wysokie deficyty budżetowe, rosnące koszty obsługi zadłużenia oraz brak zdecydowanej konsolidacji fiskalnej.
To już kolejne ostrzeżenie dla Warszawy w ciągu ostatnich miesięcy. Jesienią 2025 r. perspektywę ratingu Polski do negatywnej obniżyły także Fitch Ratings oraz Moody’s. Obie agencje zwracały uwagę na gwałtowny wzrost wydatków publicznych, rosnący deficyt i brak przekonującego planu ograniczania długu.
Fitch alarmował nawet, że po raz pierwszy od dekad nie widzi stabilizacji polskiego długu w średnim terminie. Agencja ostrzegła, że deficyt sektora finansów publicznych może utrzymywać się w pobliżu 7 proc. PKB, co byłoby jednym z najwyższych wyników w całej Unii Europejskiej.
Coraz większe obciążenia, polityczny paraliż
Ekonomiści zwracają uwagę, że problem ma charakter strukturalny. Polska zwiększa wydatki socjalne, rekordowo podnosi nakłady na obronność i finansuje kosztowne programy osłonowe, a jednocześnie nie przeprowadza reform zwiększających dochody państwa. Coraz większym obciążeniem stają się również same odsetki od długu.
W tle narasta także polityczny paraliż. Agencje ratingowe coraz częściej wskazują, że konflikt między rządem a prezydentem oraz głęboka polaryzacja polityczna utrudniają przeprowadzenie niepopularnych reform fiskalnych. Fitch wprost ostrzegał, że napięcia polityczne mogą blokować działania niezbędne do ograniczenia deficytu przed wyborami parlamentarnymi w 2027 r.
Mimo tych zagrożeń Polska nadal zachowuje kilka mocnych fundamentów. Scope Ratings podkreśla relatywnie wysokie tempo wzrostu gospodarczego, odporność gospodarki na zewnętrzne szoki, rozwinięty rynek kapitałowy oraz napływ ogromnych środków unijnych. To właśnie fundusze z UE mają w najbliższych latach częściowo amortyzować skutki narastających problemów fiskalnych.
Agencja liczy jednak, że po wyborach w 2027 r. rząd zdecyduje się na głębszą konsolidację finansów publicznych. Problem w tym, że do tego czasu zadłużenie może już wejść na poziomy, które jeszcze kilka lat temu wydawały się dla Polski niewyobrażalne. Rynki finansowe na razie zachowują spokój, jednak kolejne ostrzeżenia agencji ratingowych pokazują, że cierpliwość inwestorów wobec polskiej polityki fiskalnej zaczyna się wyczerpywać.
Czytaj więcej w "Gazecie Polskiej Codziennie"!