Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polityka

A gdzie pomniki Kiszczaka i Balcerowicza? Tomasz Sakiewicz o pomyśle upamiętnienia Tadeusza Mazowieckiego

Donald Tusk wpadł na pomysł, że uczci 100-lecie narodzin premiera Tadeusza Mazowieckiego pomnikiem pod KPRM i wielkim marszem patriotów. Pomijając czysty instrumentalizm tego pomysłu – w którym „prześladowaną przez reżim” panią Joannę od pigułki aborcyjnej ma teraz zastąpić duch Mazowieckiego – warto zauważyć, że Tusk próbuje pisać alternatywną wersję historii.

Osoba znacząca w środowiskach lewicowych katolików, która zaczęła od wspierania najgorszych świństw stalinizmu, a skończyła jako działacz koncesjonowanej w PRL opozycji, w chwili przełomu szef najgorszego w III RP rządu, ma stać się symbolem jednoczącym obóz władzy. Technicznie to rząd Mazowieckiego został obalony przez Tuska i jego kolegów, którzy dogadali się z Wałęsą, wsparli jego kandydaturę – wbrew Mazowieckiemu – na prezydenta, a potem dostali za to stanowisko premiera dla Jana Krzysztofa Bieleckiego. Oczywiście zarówno przy powstaniu rządu Mazowieckiego, jak i wyborze Wałęsy wielką rolę odegrał Jarosław Kaczyński, ale Kaczyński próbował stworzyć alternatywę dla polityki, którą Kuroń, Geremek, Wałęsa, Bielecki kontynuowali, kłócąc się jedynie o podział tortu przy stole kontrolowanym przez postkomunistyczny układ.

Mazowiecki nigdy nie był postacią sztandarową – zarówno ze względu na cechy psychologiczne, jak i swój romans z komunistami.  Na początku kariery wspierał represje stalinowskie wobec Kościoła katolickiego. Jego tekst uzasadniający aresztowanie biskupa Czesława Kaczmarka, najbardziej torturowanego duchownego w czasach PRL, kładzie się cieniem na całej późniejszej działalności Mazowieckiego. Lata później uznał ten tekst za błąd.

Trzeba jednak pamiętać, że był on jedynie elementem szerszej współpracy ze środowiskami koncesjonowanych katolików, które – w zamiarze władzy – miały ułatwić rozbicie Kościoła katolickiego i kontrolę nad nim. Część tych środowisk – w wyniku walk w samym obozie władzy, a także zjawiska, które można by określić jako próbę przejęcia przez poakowską i poeneszetowską opozycję – zaczęło kontestować komunistów. Mazowiecki przeszedł długą drogę, która zakończyła się jego sojuszem z Geremkiem i Kuroniem, dysydentami z PZPR (ci pokłócili się z komunistami m.in. z powodu zbyt miękkiej postawy partii wobec Kościoła). Ostatecznie była to mniej lub bardziej świadoma rozgrywka różnych frakcji o uznanie Moskwy.

Konstrukcja rządu Mazowieckiego była w pewnym sensie emanacją takiego sposobu myślenia: wicepremierem i szefem MSWiA został Czesław Kiszczak, odpowiedzialny za zbrodnie stanu wojennego, a szefem MON – współtwórca MON, gen. Florian Siwicki, obydwaj w przeszłości w agencji Informacji Wojskowej, najbardziej krwawej strukturze bezpieczeństwa, całkowicie podległej Moskwie. Mazowiecki został zapamiętany z innych decyzji: grubej kreski, która zapewniła bezkarność zbrodniarzom komunistycznym, i mianowania na głównego architekta gospodarczego Leszka Balcerowicza. Polityka Balcerowicza zrzuciła cały ciężar reform na barki społeczeństwa, doprowadzając do radykalnego wzbogacenia się byłych komunistów, którzy z klasy panującej stali się klasą posiadającą. Bieda będąca konsekwencją tej polityki wywołała falę samobójstw, szczególnie wśród rolników.

Ostatecznie od polityki Mazowieckiego rząd odszedł po powołaniu gabinetu Jana Olszewskiego. Mimo obalenia go i prób rekomunizacji, nigdy już do polityki Mazowieckiego całkowicie nie wrócono. Mazowiecki przegrał wybory nie tylko z Wałęsą, lecz także z nikomu nieznanym Stanisławem Tymińskim.

Polacy mieli Mazowieckiego po prostu dosyć.

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polityka