Alfie Evans – eugenicznie odwrócony świat
Sprawa Alfiego Evansa jest bolesnym przykładem tego, dokąd zmierza nasz świat. I nie ma się co oszukiwać, że w Polsce takie zmiany są niemożliwe.
Sprawa Alfiego Evansa jest bolesnym przykładem tego, dokąd zmierza nasz świat. I nie ma się co oszukiwać, że w Polsce takie zmiany są niemożliwe.
We wtorek w nocy Izba Reprezentantów Kongresu USA przyjęła ustawę JUST (S.447) dotyczącą restytucji mienia ofiar Holokaustu. Mają rację polscy politycy, którzy mówią o jej potencjalnie katastrofalnych skutkach. Antoni Macierewicz na antenie TV Republika stwierdził, że „gdyby do tego doszło (restytucji), byłaby to katastrofa narodowa dla Polski”.
Ministerstwo Sprawiedliwości wraz z prokuraturą szuka kolejnych metod i rozwiązań pozwalających radzić sobie z przestępcami gospodarczymi. W tym celu – jak napisał „Dziennik Gazeta Prawna” – chce powołać Instytut Ekspertyz Ekonomicznych.
Świat przejmuje się Rosją, islamistami, Chinami, klimatem, ale nie wiem, czy najbardziej nie powinien się przejmować rozwojem technologii informatycznych. Czy któregoś dnia nie obudzimy się w świecie jak z „Odysei kosmicznej” Stanleya Kubricka czy „Terminatora” Jamesa Camerona (w obu roboty i komputery stają się autonomiczne i zaczynają pozbywać się ludzi)?
Większe obciążenie najbogatszych Polaków, by zdobyć środki na wsparcie niepełnosprawnych, to zupełnie zrozumiała inicjatywa. Tym bardziej że polski system podatkowy umożliwia najzamożniejszym korzystanie z przeróżnych rozwiązań, które sprawiają, że płacą oni proporcjonalnie mniej niż mniej zamożni obywatele. Jednak koncepcja daniny solidarnościowej, która wprost miałaby być przeznaczona na wsparcie niepełnosprawnych, budzi wątpliwości.
4 czerwca na placu Jana Nowaka-Jeziorańskiego w Krakowie zostanie odsłonięty pomnik generała Ryszarda Kuklińskiego. Uważam, że powinna to być wielka, patriotyczna uroczystość ponad politycznymi podziałami, ponieważ „pierwszemu polskiemu oficerowi w NATO” obce było wszelkie partyjniactwo.
To sukces i kolejny dobry krok w polityce społecznej. Rząd zawarł porozumienie z organizacjami osób niepełnosprawnych – oznacza to podniesienie wysokości renty socjalnej i zrównanie jej z rentą z tytułu całkowitej niezdolności do pracy. Po przegłosowaniu przez parlament wyższa renta zostanie wypłacona od 1 września z wyrównaniem od 1 czerwca. To kolejny element budowy solidarnego i sprawiedliwego państwa.
W poniedziałek Donald Tusk odegrał kabaret. Kłamał i drwił sobie ze wszystkich Polaków. Wydawało się, że jedyne, co pamięta, to to, że był kiedyś premierem. Niezbyt interesował się tym, co się dzieje w jego kancelarii. Kto by czytał dokumenty? Gdyby chciał wszystko przeczytać, to musiałby przetrząsać tysiące stron miesięcznie. Nie wiem, w jakim tempie „prezydent Europy” czyta, ale jedna z polonistek w moim LO przekonywała, że inteligentny człowiek czyta 100 stron dziennie. Widocznie jednak za wysoki to standard dla Tuska.
Tytuł artykułu jest strawestowanym założeniem przypisywanym Karolowi Marksowi. I choć w chwili jego pisania niemiecki filozof miał na myśli kompletnie coś innego, to przytoczony powyżej destylat jego tez stał się hasłem propagandowym socjalistycznych rządów, twierdzących, że „dostatek dóbr konsumpcyjnych zapewni zwiększenie zainteresowania sprawami ideologicznymi w społeczeństwie”.
Znów wszyscy mają kłopoty, ale PiS jakby trochę mniejsze. Przynajmniej na razie. Oto po udanej konwencji i interesujących zapowiedziach, które spotkały się z pozytywnym odzewem społecznym, „sprawdzam” powiedzieli znani już dobrze politykom rodzice osób niepełnosprawnych.
Wracam myślami do wspaniałych uroczystości, które tydzień temu odbyły się w Amerykańskiej Częstochowie w Doylestown w Pensylwanii podczas V Forum Polonijnego. Do dzisiaj jestem pod wrażeniem wspaniałej organizacji tego arcytrudnego przedsięwzięcia, któremu znakomicie podołali członkowie klubów „Gazety Polskiej” z Anetą i Tadeuszem Antoniakami na czele.
W przeddzień odsłonięcia pomnika smoleńskiego odbyła się inna „uroczystość”. Na Krakowskim Przedmieściu pojawiła się barbaria Obywatele RP, żeby odegrać kolejny spektakl pogardy. Obywatelska tłuszcza skupiła się wokół „pomnika” wyrzeźbionego w brzozie i przedstawiającego śp. Lecha Kaczyńskiego. Prymitywna prowokacja szybko nabrała wymiaru „sztuki”, takiej samej jak krzyż zbudowany z puszek po piwie znanej marki z Lechem w nazwie.
Donald Tusk zeznający w procesie przeciwko Tomaszowi Arabskiemu i czterem innym osobom w związku z zaniedbaniami przy organizacji wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu 10 kwietnia 2010 r. wyglądał jak wezwany przed oblicze sądu rejonowego w jakiejś niewielkiej mieścinie mało lotny cwaniaczek, któremu wydaje się, że jeśli „nie będzie pamiętał”, to jego amnezję sąd przyjmie z dobrodziejstwem inwentarza i machnie ręką. Pewnie by i tak mogło być, gdyby nie fakt, że wczoraj tę bezczelność „cała Polska” widziała i słyszała.
Bardzo źle się stało, że rozmowy o ewentualnym nowym projekcie ustawy degradacyjnej zbiegły się z państwową niemal celebracją 73. rocznicy forsowania Odry przez 1 Armię Wojska Polskiego, którą niegdyś gen. Władysław Sikorski trafnie określił jako „dywersyjną jednostkę komunistyczną”.
Przedwczoraj pisałem, że prezydent Andrzej Duda złamał publicznie złożoną 30 marca obietnicę przygotowania własnego projektu ustawy umożliwiającej pozbawienie stopni członków Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego oraz żołnierzy rezerwy i innych osób, które w latach 1943-1990 swoją postawą w szeregach armii sprzeniewierzyły się polskiej racji stanu po zawetowaniu przezeń przyjętej przez parlament.
Koniec czerwca 2015 r., cztery miesiące później koalicja PO-PSL przegrywa wybory parlamentarne, trzech biznesmenów okradających skarb państwa na Vacie ucina sobie pogawędkę o prowadzonych interesach. Jej treść może szokować. Wynika z niej, że opłacają ludzi nie tylko w służbach specjalnych, ale również w polityce. Jeden z rozmówców mówi wprost: „polityka trzeba mieć na smyczy”.
Kwietniowa sesja Parlamentu Europejskiego w Strasburgu miała być zdominowana przez wystąpienie prezydenta Francji Emmanuela Macrona, szczególnie gorąco oklaskiwanego przez lewicę i liberałów. Tak się jednak nie stało, bo w agendzie znalazło się wiele kluczowych kwestii dotyczących gospodarki europejskiej.
Wszystko wskazuje na to, że Amerykanie znaleźli odpowiednie narzędzie do przyhamowania rosyjsko-niemieckiego biznesu robionego za wszelką cenę. Ten cudowny sposób to dyplomacja finansowa przemawiająca do serc przez portfele. Tak właśnie zadziałały sankcje, które Stany Zjednoczone nałożyły niedawno na ludzi i firmy związane z Władimirem Putinem.