Wychowanie, egoizm i język cz. 1
Wychowanie, egoizm i język cz. 2
I nawet jeśli, co coraz bardziej realne, nie wykorzysta go opozycyjna część klasy politycznej, która już wtłoczyła, jak się zdaje, spontaniczny zryw w stare koleiny przegranych batalii KOD i innych tego typu inicjatyw. Jednak nawet w tej wiadomości, na pozór dobrej dla PiS i szerzej pojętej strony konserwatywnej, widać praktyczny wymiar niebezpieczeństw, którym poświęciłem pierwsze dwie części tego krótkiego cyklu. Co więcej, wzmacnia ona w pewnym sensie powagę zagrożenia. Kod kulturowy po-między kolejnymi pokoleniami okazuje się zerwany do tego stopnia, że nawet w teorii bliskie postulatom podbuntowanej młodzieży „stare” siły polityczne nie są w stanie wykorzystać jej jako wehikułu dla swojego powrotu do władzy. Politycznie to, do pewnego stopnia, dobrze. Kulturowo jednak już o wiele gorzej.
Dwa języki i blokada kanału komunikacji
„Krytyka Polityczna”, jedno ze środowisk sympatyzujących z protestem, nie tak dawno ogłosiła piórem Kai Puto: „Drodzy dziadersi, »wyp…« jest również do was”, manifest ilustrując zdjęciami Andrzeja Rzeplińskiego i Tomasza Grodzkiego. W innym wartym uwagi artykule „Pokolenie JP2 kontra pokolenie JPG” na portalu KP Jakub Wencel pisze: „Milcząca większość pokolenia się obudziła, to fakt, ale dla rządzących poważniejszym problemem niż sam ten fakt jest to, że mówi kompletnie obcym dla nich językiem. Język ten jest tak obcy, że po prostu nie istnieje tu kanał komunikacji, którym można byłoby z młodymi negocjować, uspokoić ich czy spróbować odzyskać (w perspektywie lat)”. Wencel jako przedstawiciel liberalnej lewicy pisze o tym, co nas akurat martwi, afirmatywnie, problem w tym, że trudno jego pisanie uznać wyłącznie za przejaw myślenia życzeniowego. Po kilkunastu dniach można co najwyżej dodać, że pokolenie to wymknęło się nie tylko PiS, lecz także Platformie, KOD-owi, co więcej, wiele wskazuje na to, że również Lewicy (tej parlamentarnej, grzęznącej dziś w żenujących happeningach), a może nawet liderkom Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Co ważne, od drugiej strony problem zauważyli również pomysłodawcy tegorocznej edycji akcji modlitewnej „Różaniec do Granic”, którzy wśród intencji tego katolickiego pospolitego ruszenia umieścili modlitwę o powrót młodzieży do Kościoła. O tym, że co najmniej jedno pokolenie jest dla niego całkowicie stracone, organizatorzy mówili podczas zapowiadających wydarzenie wywiadów.
Jaki hymn, taki stan umysłów
Ludzi na protesty przychodzi mniej, być może z racji zmęczenia ich formą, potrzeby zajęcia się zwykłymi sprawami, wreszcie z racji lęku przed zarażeniem się COVID-19, które przy takiej skali zjawiska przestaje być problemem abstrakcyjnym. Lista polityków, którzy niemal dosłownie z marszu, a w tym przypadku, z protestu, trafili na kwarantannę, powoli, lecz nieubłaganie, się wydłuża. A jednak nie przekłada się to na znikanie czerwonych błyskawic i wulgarnych haseł z awatarów użytkowników mediów społecznościowych, a obraźliwe napisy pod adresem rządzących na miejskich murach pojawiają się równie często co nowe przypadki zachorowań. Jest też wreszcie artystyczna obudowa protestu. Jeszcze kilka lat temu liberalni dziennikarze narzekali, że słuchani przez młodzież artyści nie palą się do walki o demokrację w wydaniu KOD i „Gazety Wyborczej”. W ostatnich tygodniach nastroje protestującej młodzieży (i ich starszych sprzymierzeńców, rekompensujących sobie kilka lat walki z rządem pośród osamotnienia i zobojętnienia) oddają kolejne utwory wykonawców z różnych muzycznych środowisk, od hip-hopu po kapele rockowe i punkowe, czasem próbując rzecz ubrać w trochę więcej słów, czasem ograniczając się do tych samych wyzwisk, które tak szokują podczas protestów. Lecz nawet tu widać niepokojący kulturowo kierunek zmian. Ambitny i niezależnie od wymowy całkiem udany artystycznie utwór zespołu Bagno „Czerwona Strefa” obejrzało na YouTubie tylko 1,6 tys. osób. Cóż, muzycy na co dzień związani z kapelą Hańba! do bluzgów dołożyli jednak bardziej ambitny przekaz. Oparty na dyskotekowym szlagierze sprzed kilkunastu lat utwór Cypisa „J… PiS”, niezawierający wiele ponad tytułowe wezwanie, doczekał się tymczasem ponad 5 mln wyświetleń. Kilka lat temu mogliśmy podśmiewać się z uczestników marszów KOD śpiewających „Wolność kocham i rozumiem”, jednak ten powstały przecież dawniej i w zupełnie innych okolicznościach utwór Chłopców z Placu Broni dzieli ogromna przepaść od hymnu dzisiejszych protestów z tekstem: „cała Polska krzyczy dziś, j… PiS (…)/Nigdy ust nam nie zamkniecie, j… was, pisowskie śmiecie”.
Konserwatyzm w odwrocie, lecz nie bez szans
Więc już nawet nie próba wpisania obrony grupowych interesów elit III RP w tradycję dawniejszych walk z komunistyczną opresją, a po prostu – radosna impreza przy ludycznym miksie rapu z muzyką taneczną i dorobioną do tego ideologią nihilizmu i egoizmu, przebranych w wolnościowe szaty. Wszystko zaś w wykonaniu pokolenia, które najmocniej odczuło wpływ socjalnych programów PiS, preferencji podatkowych dla młodych pracowników czy podwyżek pensji minimalnej. To problem, który próbowano analizować już przy okazji wyników ostatnich wyborów parlamentarnych, w których Prawo i Sprawiedliwość wśród najmłodszych wyborców wypadło najgorzej ze wszystkich grup wiekowych. Wówczas można było jednak zakładać, że część konserwatywnej młodzieży zauroczył radykalizm Konfederacji. Dziś wiemy jednak, że elektorat tego ugrupowania nie zawsze jest konserwatywny, o czym pisałem w poprzedniej części tego tekstu. Co więcej, ostatnie wydarzenia pokazują, że nawet grupy kibicowskie, które skrzyknęły się, by ochraniać kościoły, często nie wyznają wcale innych wartości niż protestujący, nie popierają jedynie formy protestu i uczestnictwa w nim konkurencyjnej, skrajnie lewicowej grupy używającej przemocy. Konserwatyzm bywa więc bardzo powierzchowny, ograniczony raczej do obrony pewnych wartości i symboli, lecz już niekoniecznie praktykowany w życiu prywatnym. Być może pewną przegapioną wówczas przez wielu zapowiedzią tego stanu rzeczy były protesty przeciw przedstawieniu „Golgota Picnic”, podczas których młodsi uczestnicy, choć twardo blokowali ulice przed teatrami, nie zawsze włączali się w modlitwę starszych uczestników pikiet.
Oczywiście tego obrazu nie można malować wyłącznie w ciemnych barwach. Część dziś rozerwanych między „dziewczyny” a „tradycje” kibiców z wiekiem dojrzeje do bardziej konserwatywnych postaw również w wyborach życiowych i politycznych. Być może konserwatywna obyczajowo część dzisiejszej młodzieży stworzy ofertę kulturową dla rówieśników, której nie byli w stanie dać jej starsi. Nie tak dawny nurt tożsamościowy w hip-hopie pokazuje, że jest to przecież możliwe. Trzeba też mieć nadzieję, że spontaniczne akcje w obronie świątyń, nowe kontakty i powstające poziomo małe wspólnoty, wreszcie wymagające odwagi jednostkowe demonstracje za życiem w mediach społecznościowych pozwolą młodym konserwatystom zachować swoją tożsamość, a w przyszłości uczynić z ich postawy całkiem atrakcyjną alternatywę dla hałaśliwego tłumu. Pamiętajmy, że wielu konserwatyzm zdążyło pochować już na początku nowego stulecia, tymczasem potem osiągnął on jeszcze całkiem duże wpływy polityczne i społeczne.