Nasza trudna narodowa historia sprawiła, że jesteśmy, np. w przeciwieństwie do Amerykanów, narodem narzekającym. Twórca logoterapii Viktor E. Frankl, polemizując ze zwolennikami psychologii głębi, w szczególności psychoanalizy, którzy poszukują źródeł problemów, z jakimi się zmagamy, w mrocznej głębi naszej psychiki, przeciwstawił im „psychologię wysokości”, która jest ukierunkowana na to, co w nas jest pozytywne, wartościowe, cenne. Każdy z nas radzi sobie, jak może, z własnymi problemami. W ten sposób uprawiamy jakąś formę autoterapii. Nawiązując do rozróżnienia Frankla, warto zapytać siebie w Wielkim Poście, czy jest to autoterapia głębi, czy „autoterapia wysokości”. Wydaje mi się, że czytając obecnie Listy św. Pawła, „Jezusa” ks. Andrzeja Zwolińskiego, książkę „Tischner czyta katechizm” oraz „Psychoterapię i egzystencjalizm” Frankla, w istocie praktykuję „autoterapię wysokości”.
Wielki Post i autoterapia wysokości
Na nasze życie składają się nie tylko jego uroda – obcowanie z bliskimi osobami, z przyrodą, uczestniczenie w kulturze – ale również elementy negatywne, a czasem dramatyczne – przemijanie, rozstanie, poczucie jałowości egzystencji.