Nie sposób też jednak nie zauważyć, że obozowi władzy dostarcza szereg korzyści. Przede wszystkim odwraca uwagę od rozliczeń wewnętrznych w koalicji rządowej. Bo skoro zwycięstwo zostało ukradzione, jak głosi Roman Giertych, to nie trzeba zastanawiać się nad pracą sztabu i błędami komunikacyjnymi. Nie trzeba też odpowiadać na pytanie, czy Donald Tusk pomógł, czy zaszkodził w kampanii Rafałowi Trzaskowskiemu. Odciąga to również uwagę od innych „sukcesów” rządu. Polska spadła aż o 11 miejsc i uplasowała się na 52. pozycji w rankingu konkurencyjności gospodarek, który przygotowuje Szwajcarska Szkoła Biznesu. Spadliśmy we wszystkich kategoriach. W poniedziałek zakończy się polska prezydencja w Unii Europejskiej. Przez pół roku gabinet Tuska nie zrobił nic. Do niczego nie wykorzystał swojego przewodnictwa. Gospodarka słabnie. Nawet deregulacja, która miała być sukcesem, zakończyła się porażką. Miały być pakiety reform, ale są jakieś pojedyncze zmiany. Rząd w praktyce już nie funkcjonuje, a jedyne, co mu pozostało, to odwracanie uwagi i dywersja.