Czy ujdą mu na sucho dyrdymały, że nie obchodzi go praktyka adwokacka Romana Giertycha, w ramach której – jak się okazuje – prominentny poseł Koalicji Obywatelskiej działał na niekorzyść mnóstwa frankowiczów? Oba przykłady są dojmujące, bo uderzają w emocje dużej części Polek i Polaków. Tuska gubi to, co zwykle: arogancja i ignorancja. Bo jego nigdy kompletnie sprawy społeczne i gospodarcze nie obchodziły. A że jest mocno zadufany w sobie i wie, że kłamstwo w polityce często się opłaca, poszedł na żywioł. Jak tak dalej pójdzie, politycy Koalicji Obywatelskiej zaczną nas przekonywać, że w ośmiogwiazdkowym haśle wcale nie chodziło o PiS. Tylko – jak pokazuje przykład Kłodzka – psy. I to by się nawet zgadzało.
Tusk, Lesko i psy
Donald Tusk uważa, że w polityce ujdzie mu na sucho każde kłamstwo. Przyzwyczaiły go do tego liberalno-lewicowe opiniotwórcze salony i saloniki. Czy podobnie będzie teraz, gdy w żywe oczy zmyślał w studio TVN, że ostatnia porodówka w Bieszczadach nie została zamknięta?