Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Jacek  Liziniewicz
07.07.2025 08:30

Tomasz Lis za IV RP

Po prawicowej stronie termin „III RP” oznacza coś zatęchłego i niesprawiedliwego. To system polityczno-społeczny, który cechuje się kastowością, tym, że role zostały rozpisane i „resortowe dziecko” czuje się fantastycznie. Można jednak na to patrzeć inaczej.

Są ludzie, którym III RP zapewniła wszystko – sukces, prestiż, pieniądze, wpływy i rozpoznawalność. Jednym z takich przykładów jest z pewnością Tomasz Lis. I nic dziwnego, że człowiek ten jak lew walczy o Polskę sprzed 20 lat, gdy jego gwiazda świeciła jasno, pieniądze płynęły szerokim strumieniem, a on w zasadzie nie musiał się niczym przejmować. „35 lat byłem absolutnie wierny projektowi III RP, który uważałem za swój i całkowicie się z nim identyfikowałem. Ale jako obywatel nigdy nie czułem się tak źle jak dziś, odrzucony, porzucony i upokorzony” – napisał Lis. Autor nie zauważa, że cały system, któremu zaufał, to fikcja. Te wylewane publicznie żale przypominają mi scenę z „Ojca chrzestnego”, gdy Amerigo Bonasera żali się Don Corleone, mówiąc, że amerykański wymiar sprawiedliwości zrobił z niego głupca. Panie Tomaszu. Nie chciał Pan przez lata czystości i jasnych reguł. W III RP znalazł Pan raj. A na koniec dziwi się Pan, że system Pana przeżuł i wyrzucił na śmietnik?

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej