Piątkowa wizyta Putina w Mińsku i posiedzenie Rady Najwyższej ZBiR-u, czyli Państwa Związkowego, przyniosły kolejne porozumienie w sektorze obronnym. Chodzi m.in. o gwarancje bezpieczeństwa w kontekście znowelizowanej niedawno doktryny nuklearnej Rosji, w której mowa jest też o ochronie Białorusi. Łukaszenka zabiega również o kolejną partię rosyjskiego uzbrojenia, w tym systemu rakietowego Oresznik, o którym głośno jest od pewnego czasu. Dyktator chce jeszcze bardziej zmilitaryzować Białoruś, bo wiadomo, że pod lufami karabinów i rakiet łatwiej sprawuje się rządy i kontroluje zastraszone społeczeństwo. Spotkanie z Putinem służyło mu też jako ważny element tzw. kampanii prezydenckiej przed styczniowymi „wyborami”, by pokazać obywatelom, że Rosja nadal w niego wierzy i go popiera. I rzeczywiście: Łukaszenka będzie rządził tyle, ile zażyczy sobie tego Putin. Ani dnia dłużej. Na razie jednak satrapa z Mińska może być o to spokojny.
To Putin zakończy kadencję Łukaszenki
Nie ulega wątpliwości, że Alaksandrowi Łukaszence bardziej potrzebne są spotkania z Władimirem Putinem niż odwrotnie. Białoruś jest uzależniona od Rosji we wszystkich sektorach, z tymi najważniejszymi – gospodarczym i obronnym – na czele.