Po stronie republikanów od zwycięstwa do zwycięstwa kroczy Donald Trump, zostawiając swoją konkurentkę w osobie Nikki Haley daleko w tyle. Ogółu sytuacji nie zmienia nawet ostatnie zwycięstwo byłej ambasador przy ONZ w stołecznym Dystrykcie Kolumbii. Trudno oczekiwać, że partyjnej nominacji w listopadowych wyborach nie otrzyma były prezydent. Jego potrójne weekendowe zwycięstwo (Michigan, Missouri i Idaho) i wcześniejsze wygrane prawybory dobitnie potwierdzają, kogo konserwatywna scena USA widzi na stanowisku nowego-starego przywódcy. Lewicowe media i środowiska kipią ze złości, widząc słupki poparcia dla Trumpa. Tamtejsza machina skierowana przeciwko niemu pracuje na pełnych obrotach.
Oskarżenia o prorosyjskie poglądy, próby wymazania jego nazwiska z kart w poszczególnych stanach, przypisywanie słów, których nie powiedział, i zmienianie ich kontekstu (tak jak o wydatkach w NATO). Jak widać, taka taktyka nie przynosi oczekiwanych skutków. Niewiele wskazuje, by cokolwiek miało się w tej kwestii zmienić także po dzisiejszych głosowaniach.