Okazało się, że byłem w błędzie, a z niego postanowili mnie wyprowadzić urzędnicy ministerstwa rolnictwa. „Według GUS, w sezonie 2004/2005 średnia ważona cena pszenicy wyniosła 415 zł/t, a kukurydzy 379 zł/t. W sezonie 2024/2025 pszenica kosztowała 879 zł/t, a kukurydza 706 zł/t. Oznacza to, że w ujęciu nominalnym ceny zbóż są istotnie wyższe niż 20 lat temu” – napisał resort rolnictwa. Czy nie jest jednak tak, że podane przez ministerstwo liczby tylko potwierdzają moje ogólne stwierdzenie? Gdyby bowiem policzyć skumulowaną inflację, która w ostatnich 20 latach wyniosła ponad 106 proc., okaże się, że za dzisiejsze 706 zł z tony kukurydzy rolnik może kupić mniej niż 20 lat temu za 379 zł. Używając kalkulatora dostępnego w sieci, łatwo wyliczyć, że tona kukurydzy z 2004 roku to odpowiednik dzisiejszych 784 zł. Tak więc relatywnie ceny kukurydzy w stosunku do tych sprzed 20 lat po prostu spadły. Nieco lepiej jest z pszenicą. 415 zł z 2004 roku odpowiada dzisiejszym 866 zł. Można więc powiedzieć, że rolnicy nie powinni narzekać, bo dostają na tonie cenę lepszą o 13 zł niż w 2004 roku. To oczywiście i tak tylko część prawdy. Koszyk GUS, na podstawie którego wylicza się inflację, nie pokrywa się z potrzebami rolników. Gdyby pewnie uwzględnić cenę nawozów, maszyn rolniczych, kosztów pracy, to pozostałoby tylko jęknąć. No ale PSL i Ministerstwo Rolnictwa są zadowolone. Mają czas na wysyłanie absurdalnych sprostowań. Mnie to dziwi, bo pamiętam ich krzyczących o kryzysie, gdy zboże było po 1000 zł. Żądali wtedy głów, mimo że PiS dopłacał jeszcze około 400 zł do każdej tony. Pamięć bywa krótka...
Stulcie gęby. Ministerstwo zadowolone
W jednym z wcześniejszych komentarzy napisałem, że ceny zbóż oscylują w granicach sprzed 20 lat. Przyznaję, nie była to moja oryginalna myśl. Usłyszałem ją od rolników. Przeczytałem w mediach rolniczych oraz na portalach zajmujących się ekonomią.